Waszczykowski: Wielokrotnie latałem z prezydentem Kaczyńskim i nigdy nie wchodził do kabiny pilotów, nie ingerował w lot

Witold Waszczykowski z PiS przekonuje, że podczas wspólnych podróży Lech Kaczyński nigdy nie wpływał na pilotów.
Witold Waszczykowski z PiS przekonuje, że podczas wspólnych podróży Lech Kaczyński nigdy nie wpływał na pilotów. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Według biegłych pracujących dla prokuratury, piloci tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku mogli być pod wpływem "incydentu gruzińskiego" z 2008 roku. – Wielokrotnie latałem z prezydentem Kaczyńskim i nigdy nie wchodził do kabiny pilotów, nie ingerował w takie techniczne sprawy, nie interesował się nimi – mówi w "Bez autoryzacji" Witold Waszczykowski z PiS, były minister w Kancelarii Prezydenta.


Incydent gruziński z 2008 r. mógł mieć wpływ na pilotów 10 kwietnia – piszą eksperci prokuratury, których cytuje "Newsweek". To możliwe?

Witold Waszczykowski: Ten tzw. incydent gruziński to sprawa wykreowana przez "Gazetę Wyborczą". To była zwykła dyskusja, nie w trakcie lotu, ale już na jednym z lotnisk zapasowych. To były konsultacje, m.in. z ministrem Klichem jak dalej ten lot ma przebiegać, czy lecieć do Tibilisi czy nie. Nie było tam żadnego wymuszania, żadnego wchodzenia do kabiny, jak pisały niektóre gazety.


Jest tam też relacja ze śledztwa, kapitan opisuje, że prezydent spytał go "Kto jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych? No to proszę lądować". Jeśli to nie miało wpływu na lot z 2008 r., to mogło mieć na ten z 2010 r. Tak jak wniosek do prokuratury autorstwa posła Karskiego.


Powtarzam: wielokrotnie latałem z prezydentem Kaczyńskim i nigdy nie wchodził do kabiny pilotów, nie ingerował w takie techniczne sprawy, nie interesował się nimi. Na pokładzie zawsze rozmawialiśmy o sprawach politycznych, merytorycznych, a nigdy o sprawach przelotu.


To tworzenie na siłę teorii, że prezydent albo ktoś w jego imieniu naciskał na lądowanie. To teza fałszywa. Skoro nie można było w 2010 r. wskazać na prezydenta, to na siłę lansuje się tezę, że jeśli nie on, to gen. Błasik lub szef protokołu Kazana naciskali w imieniu prezydenta na lądowanie. To teza fałszywa.

Nie razi pana podpis na wieńcu złożonym przez Andrzeja Dudę "kandydat na prezydenta"?

Nie rozumiem zamieszania wokół tego. Andrzej Duda jest kandydatem na prezydenta i nie ma potrzeby tego ukrywać.

Ale nie trzeba tego na każdym kroku akcentować. Także 10 kwietnia w krypcie na Wawelu.

A Komorowski nie jest kandydatem na prezydenta? Też pojechał kilka dni temu oddać hołd zmarłemu Lechowi Kaczyńskiemu. Czy też mamy robić z tego awanturę? Jedyną awanturę można robić z tego, że przez poprzednie pięć lat tego nie robił.

Rok temu prezydent był na Wawelu przed rocznicą. Ale nie chodzi mi o sam fakt złożenia kwiatów przez kandydata, ale o podpis na wieńcu, który nadaje temu charakter wyborczy.

Ja nie widzę w tym żadnego problemu, ale jeśli państwo chcecie znaleźć okazję do uderzenia, to znajdziecie. Selfie, nie selfie. Uważam, że to wydumane zarzuty.

Organizuje pan dzisiaj konferencję prasową, tak jak inni parlamentarzyści, którzy będą mówić o złamanych obietnicach Bronisława Komorowskiego?

Nie, bo dzisiaj towarzyszę kandydatowi Andrzejowi Dudzie, który o 10 spotyka się w Warszawie z korpusem dyplomatycznym, w związku z tym nie zdążyłbym dojechać do Łodzi przed południem, a tylko wtedy takie konferencje mają sens. Ale moje biuro roześle do łódzkich mediów materiały na ten temat i jeśli w najbliższych dniach nadarzy się okazja, to taką konferencję zrobię.
Po publikacji spotu pojawiły się komentarze, że kampania Dudy jest zbyt skupiona na negatywnym przekazie. Pisze tak m.in. Marek Magierowski z "Do Rzeczy", którego trudno posądzić o sympatię do Komorowskiego.

Nie podzielam tej opinii, bo Andrzej Duda właśnie kończy objazd powiatów, odwiedził ich już ponad 300. Z oczywistych względów ma problem z dostępem do głównych mediów, które raczej faworyzują prezydenta Komorowskiego, przyjął strategię, że będzie chciał dotrzeć do wyborców przez media lokalne, przez wizyty w powiatach. Ta kampania powoli się kończy.

W kampanii lokalnej Andrzej Duda informuje o swoim programie, jest skupiony na promowaniu swojego programu. Nie ma negatywnego przekazu, ale mówienie jakim chciałby być prezydentem. Problem w tym, że media centralne nie chcą tego zauważać, tylko negatywne aspekty. One też muszą być, bo prezydenta trzeba skrytykować za te pięć lat stagnacji i pilnowania żyrandola.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl