
Robi grafiki, których ludzie nie wstydzą się udostępniać na fejsie. Choć inspirowane Pismem Świętym, to wcale nie nudne i nie cukierkowe. W dodatku – studiuje gender, co w połączeniu z katolickością ma stanowić mieszankę wybuchową. Kim jest twórczyni Dayenu?
REKLAMA
Skąd się wziął pomysł na katolicki design?
Dorota Paciorek: Szczerze mówiąc, to sama nie wiem. To nie było tak, że nagle do głowy przyszła mi idea założenia firmy, która będzie tworzyć grafiki, przez to ewangelizować, a w dodatku przynosić zyski. Jako taki moment przełomowy mogę jednak wskazać moją przygodę z Lectio Divina, czyli codziennym czytaniem Pisma Świętego. Nie szło mi specjalnie, więc postanowiłam, że jakoś urozmaicę sobie lekturę. Modlitwa w tej formie z założenia ma trwać pół godziny, a ja już po pięciu minutach byłam tak znudzona, że zaczynałam rysować. Tekst połączony z obrazem zyskiwał nową głębię i tak zaczęły powstawać pierwowzory memów. Z czasem zaczęłam dodawać do tego jakieś współczesne grafiki, plakaty filmowe, bohaterów popkultury.
Jaki był Twój pierwszy produkt?
Solniczka! Nie miałam jeszcze firmy, nawet ta solniczka nie była fizycznie gotowa, miałam tylko komputerową wizualizację i nagle pojawił się Błażej Strzelczyk, który napisał o tym artykuł. Okazało się, że jest masa zamówień na solniczki. Stwierdziłam, że to jakiś znak, nie ma na co czekać. Uregulowałam kwestie prawne i tak się zaczęło rozkręcać.
Co oznacza Dayenu?
W języku hebrajskim to słowo ma podwójne znaczenie. Żydzi w Egipcie powtarzali „dayenu, dayenu”, co oznaczało, że mają już dość cierpienia, niewoli i tego, że Bóg nie odpowiada na ich modlitwy. Jahwe wyprowadza ich z Egiptu, przeprowadza przez Morze Czerwone a oni? Znów krzyczą „dayenu, dayneu”, ale tym razem oznacza to, że nie są w stanie znieść nadmiaru łaski, jaki otrzymali. Miłość Boga przechodzi ich wyobrażenia.
Ty też tak się poczułaś?
W pewnym momencie życia przechodziłam przez dość trudny okres. Byłam daleko od Boga. Modliłam się, ale myślałam, że Boga nie ma, bo nie ratuje mnie z opresji, nie słucha moich próśb. I nagle się przekonałam, że On jest, a w dodatku robi dla mnie takie rzeczy, że muszę mówić „dayenu”, bo aż ciężko mi to wszystko przyjąć. Tylko od początku tego tygodnia Bóg mnie tyle razy zaskoczył, a jest dopiero wtorek, że aż strach pomyśleć, co będzie dalej (śmiech). Nie ogarniam tego, jak bardzo może On okazywać swoją miłość. Czasami chyba przesadza.
Asortyment Twoich produktów jest bardzo szeroki.
Aż za bardzo! Pewnie powinien być węższy, ale im bardziej chcę się ograniczać i coś wycofywać, to wciąż pojawiają się nowe pomysły albo prośby o kontynuowanie jakiejś linii. Tych pomysłów mam chyba za dużo, też mogłabym tu mówić „dayenu!” (śmiech). Wiele razy robiłam coś za darmo – dla znajomych, zaprzyjaźnionych wspólnot albo grup kościelnych i czasem myślałam, że nie mogę tak rozdawać swoich pomysłów, bo mi ich nie starczy. To była nieprawda, bo kiedy coś dawałam, to w głowie zaraz pojawiało się dziesięć nowych pomysłów.
Ale chyba najbardziej „nośne” są Twoje memy. Na Facebooku rozchodzą się szczególnie zaraźliwie, więc to chyba taki „produkt” sztandarowy?
Facebook jest szalenie ciekawym narzędziem. Niby Dayenu ma „tylko” 5,7 tys. użytkowników, ale jak widzę, do ilu osób docierają poszczególne posty, to robi to wrażenie. Ludzie czasem wysyłają moje grafiki między sobą, niekoniecznie je lajkując, bo może są dla nich zbyt kontrowersyjne.
Koronka? Tylko do Bożego Miłosierdzia. Całun Turyński jako selfie czy Maryja – wstrząśnięta, nie zmieszana. Skąd czerpiesz inspiracje? Siadasz nad Pismem Świętym i „samo” przychodzi czy to bardziej złożony proces?
Zdziwisz się, ale właśnie to mniej więcej tak wygląda. Po pierwsze, chciałam odnosić się nie tylko do kultury katolickiej, ale szerzej – chrześcijańskiej. Czytam fragment Biblii i już mniej więcej wiem, jaką grafikę zrobię. Czasem biorę na tapetę jakiegoś świętego i hasło też przychodzi całkiem szybko. To wszystko dzieje się bardzo szybko, nie zajmuje mi więcej, niż pół godziny. A jak pomysł nie przychodzi przez kwadrans, to wiem, że powinnam wziąć inny cytat albo świętego.
Zdarzyło Ci się konsultować jakiś swój produkt z kapłanami?
Ostatnio robiłam obrazek z gumą do żucia i Biblią, więc zapytałam kilku księży, co o tym sądzą, ale nie miałam żadnej negatywnej opinii. Może to dość kontrowersyjne zestawienie, ale ojcowie pustyni mówili dosłownie o „przeżuwaniu” Pisma Świętego, więc zmieściłam się w konwencji. Na takie konsultacje zwykle nie ma czasu, wszystko dzieje się bardzo szybko.
Jak na Twoje kontrowersyjne memy reagują księża i świeccy, ci – mówiąc ogólnie – bardziej radykalni (ja ich nazywam „twardogłowymi”)?
Profil lajkuje wielu księży, jeśli już mam jakieś krytyczne uwagi, to właśnie ze strony świeckich. Ale wbrew pozorom, ja wcale nie mam wielu hejterów. Krytyka pojawia się sporadycznie, większość odbiorców reaguje raczej pozytywnie.
Jesteś zaskoczona?
Bardzo! Obserwuję czasem katolickie fanpage'e, które mają naprawdę wielu hejterów, a u mnie jest tak spokojnie. Wszyscy się śmieją, nikt się nie obraża. Jest klimat imprezy (śmiech).
Co chciałaś osiągnąć przez Dayenu? Ewangelizować, nawracać?
Nawraca tylko Pan Bóg, więc to na pewno nie. Ale gdzieś tam może z tyłu głowy pojawiał się motyw szeroko pojętej ewangelizacji, mówienia, że Bóg jest pełnią szczęścia. Nie mam jednak takiej fantazji, by myśleć, że po zobaczeniu jakiejś mojej grafiki nagle nawróci się kilkadziesiąt osób. Raczej chodziło mi o pewne ocieplenie wizerunku Kościoła. Taka otoczka wizualna, jaka mu towarzyszy, była dla mnie trudna do przełknięcia. Mam wrażenie, że Kościół trochę zamyka się na współczesną kulturę, wizualnie się izoluje, a przecież żyjemy w świecie obrazkowym! Jeśli odpuścimy sobie tą sferę wizualną, to pozbawimy się szans na dotarcie do współczesnego odbiorcy.
Studiujesz gender studies, co w połączeniu z katolicyzmem stanowi, zwłaszcza w ostatnim czasie, mieszankę wybuchową.
Szczerze mówiąc, to zaczęłam studiować gender, zanim stało się to modne (śmiech). O tym w ogóle nie było głośno, dopóki biskupi nie zaczęli straszyć, że to największe zło. A studia istnieją od lat! Obecnie robię doktorat, ale tematyką kobiecą interesowałam się od dawna. Magisterium pisałam o Polkach, które w XIX wieku wyjeżdżały do Indii, czyli o emancypantkach i feministkach. Badałam ich dzienniki, wspomnienia, listy.
Mam nadzieję, że się nie obrazisz, ale jak patrzę na Twoje zaczepne memy, to na myśl przychodzi mi Marta Frej i jej kontrowersyjne, ale często niezwykle trafne obrazki. Czasem sobie myślę o Tobie jako Marcie Frej w wydaniu katolickim.
Ja się nie oburzę, ale pewnie pani Frej tak (śmiech). Kończyłam kursy malarstwa, mam trochę pojęcia o grafice czy projektowaniu, piszę ikony, ale... Nie uważam siebie za artystkę, kogoś kto tworzy sztukę. Ale nie obrażam się, to dla mnie duży komplement. Dayenu pojawiło się niespodziewanie, trochę znikąd, więc sama nie mogę się jeszcze do niego przyzwyczaić. Po prostu się dzieje.
Napisz do autorki: marta.brzezinska@natemat.pl
