Sztab Bronisława Komorowskiego nie zdecydował się jeszcze na otwartą brudną kampanię, sztab Dudy robi to mało umiejętnie.
Sztab Bronisława Komorowskiego nie zdecydował się jeszcze na otwartą brudną kampanię, sztab Dudy robi to mało umiejętnie. Fot. Jakub Orzechowski / Adam Stępień / Agencja Gazeta

Kampania negatywna to jedna z najpotężniejszych broni każdej kampanii wyborczej. I droga bez odwrotu - kiedy postawi się na negatywny przekaz, traci się niewinność i już nie da się jej odzyskać. Dlatego kampania negatywna musi być robiona umiejętnie. Nieliczni to potrafią.

REKLAMA
Kampania oparta tylko i wyłącznie na pozytywnym przekazie, na przekonywaniu do swojego programu, na mówieniu o swoich zasługach, to mrzonka. Kampania jest pełna kłótni, wymian ciosów, frontalnych ataków. Jednak z reguły robią to ludzie z politycznego zaplecza kandydatów, a gdy ktoś pójdzie za daleko, kandydat może się od nich odciąć. Organizowania ataków unika też sztab.
Komorowski atakuje ustami PO
Tej zasady trzyma się w tej kampanii Platforma Obywatelska. Politycy tej partii niemal codziennie organizują konferencje prasowe uderzające w kandydata PiS. Domagali się m.in. by zrezygnował z kampanii do czasu wyjaśnienia sprawy SKOK-ów. Dzisiaj poinformowali o złożeniu doniesienia do Państwowej Komisji Wyborczej, w którym skarżą gazetkę SKOK-ów, gdzie wydrukowano fragment przemówienia Dudy.
Sam Bronisław Komorowski raczej unika atakowania konkurentów. Jeśli już to robi, to bez nazwisk. Dzięki temu może stawiać się w roli kandydata zgody, skupionego na pozytywnym przekazie, nieangażującego się w utarczki słowne z konkurencją. – W moim przekonaniu jego sztab [Andrzeja Dudy - przyp. naTemat] uprawia kłamliwą politykę, kłamliwą kampanię negatywną oskarżając bezpodstawnie – mówił Komorowski w RMF FM.
Prezydent mówi "nie"
Ale czarnej kampanii nie da się przed wyborami uniknąć i sztab PO ma tego świadomość.
– Premier Kopacz miała ostatnio skrytykować sztab za małą aktywność w realizacji spotów. Jeden był wczoraj [w niedzielę – przyp. naTemat], na kolejne trzeba poczekać, bo jest problem z tymi negatywnymi. Owszem, dwa są gotowe - w tym jeden dotyczący in vitro - ale czekają na zgodę prezydenta. A ten odmawia – mówiła w poniedziałkowych "Faktach TVN" Katarzyna Kolenda-Zaleska.
Takich kłopotów nie ma sztab Andrzeja Dudy, który w niedzielę odpalił już kolejną odsłonę negatywnej kampanii. Tym razem wypomina prezydentowi złamane obietnice. Wcześniej atakował go za wprowadzenie euro (choć Komorowski zaznaczał, że na razie nie ma planów wprowadzenia tej waluty). Poza tym Duda nie boi się ostro i wprost uderzać w konkurenta. Na ostatniej konferencji stwierdził, że "nie nazwie go notariuszem, bo obraziłby notariuszy".
Jednak prawdziwym mistrzem negatywnej kampanii jest Platforma. To jej spot "Oni pójdą na wybory. A Ty?" z 2011 roku jest wzorcem z Sevres nieczystego uderzenia w konkurencję. To ona zmobilizowała wyborców partii Donalda Tuska w końcówce kampanii parlamentarnej, której wynik nie był przesądzony do końca. Wtedy także PiS uciekało się do nieczystych zagrań.
logo
Billboard PiS z 2011 r. Fot. PiS
Bogata historia ataków
W poprzedniej kampanii prezydenckiej również stosowano czarny marketing. I w przeciwieństwie do obecnej, bardziej agresywną stroną był sztab Bronisława Komorowskiego. Mocnym uderzeniem w Jarosława Kaczyńskiego było zestawienie jego wypowiedzi z różnych okresów walki politycznej, które pokazywały zmienność poglądów prezesa PiS. Nadanie temu formy debaty Kaczyński-Kaczyński tylko wzmocniło przekaz. Filmik do dzisiaj można znaleźć na kanale YouTube poprzedniej kampanii Bronisława Komorowskiego.
Każde z tych uderzeń opierało się na głęboko zakorzenionych w opinii publicznej przekonaniach, lękach, niechęciach. Bo to podstawa dobrze zrobionej reklamy negatywnej. Musi celnie uderzać w przeciwnika, wywoływać w wyborcach rzeczywisty strach, a nie tylko wzruszenie ramion. Bo jeśli tak się stanie, brudna kampania bardziej zaszkodzi atakującemu niż atakowanemu.
Niebezpieczne narzędzie
I pewnie dlatego sztab Komorowskiego boi się sięgnąć po tę broń. Ma ona dużą siłę rażenia, ale w nieodpowiednich rękach może wybuchnąć. Dzisiaj sztab prezydenta nie jest jeszcze gotów na podjęcie takiego ryzyka.
Widzi to też sztab Andrzej Dudy, który przypuszcza szarżę za szarżą. Ale żadna z nich mocno nie rozbija twierdzy Belweder. Szkodzi za to kandydatowi PiS, bo pokazuje go jako polityka skupionego na negatywnym przekazie, atakowaniu konkurencji. Tym bardziej, że sztab nie bilansuje komunikacji przez organizację wydarzeń, które miałyby szansę na przebicie się do mediów (nie tak jak kolejne wizyty w małych miejscowościach) i akcentowałyby program Dudy.
Bo prawdziwą sztuką nie jest zaatakowanie konkurenta, ale zrobienie tego celnie i przekonanie ludzi, że to nie atak, tylko pełne troski o dobro wspólne ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem. Ani sztab Bronisława Komorowskiego, ani sztab Andrzeja Dudy tego nie potrafi.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl