
Cztery odcinki serialu "Gra o Tron" pojawiły się w sieci dzień przed premierą. Część fanów serii była zachwycona, a HBO szukało wyjścia z tej niekomfortowej sytuacji. Prawie 780 tysięcy osób nagięło prawo i ściągnęło serial wcześniej. Czy ten przykład to jeden z dowodów na to, że jesteśmy niecierpliwym społeczeństwem? Czy nie potrafimy już wytrzymać siedmiu dni do emisji kolejnego odcinka?
Oglądanie serialu stało się nałogiem. To uzależnienie jest często tak silne, jak potrzeba zapalenia papierosa. Bardzo często wzbudzane jest zwykłą ciekawością, zaangażowaniem w fabułę oraz potrzebą domknięcia. Skoro już zaczęliśmy oglądać serial, czytać książkę, to chcemy ją skończyć, nawet jeśli niespecjalnie się nam podobała.
Kiedyś czekanie było wpisane w codzienność. W latach 80. na własne mieszkanie trzeba było czekać około dwudziestu lat. W tym czasie wpłacało się raty na książeczki mieszkaniowe a po ich spłacie, otrzymywało się prawo do własnego lokum. Po 25 latach od transformacji odwróciliśmy tę kolejność. Dziś najpierw “dostajemy” mieszkanie, a później spłacamy je przez dwadzieścia lub więcej lat, zaciągniętym kredytem. Co zabawne, spłacając kredyt, też jesteśmy niecierpliwi, bo chcielibyśmy jak najszybciej pozbyć się problemu, który będzie towarzyszył nam przez kilkanaście, kilkadziesiąt lat.
Prawda jest taka, że nigdy nie byliśmy specjalnie cierpliwi. Kupując mieszkanie w poprzednim ustroju, byliśmy zmuszeni do podporządkowania się takim rozwiązaniom, jakie były. Dziś możemy pozwolić sobie na coś zupełnie innego i do nowego mieszkania wprowadzić się szybciej sukcesywnie je spłacając.
Kolejki stały się symbolem minionego ustroju, równocześnie symbolem zła. Czekanie było esencją PRL-u. Najpierw trzeba było czatować aż wymarzony towar "rzucą" do sklepu. Potem z kolei ustawić się w sznurku osób pragnących dywanu, meblościanki, papieru toaletowego (niepotrzebne skreślić). Urządzenie mieszkania nie zależało od zawartości portfela, ale sprytu, znajomości i cierpliwości. Często dostawało się sprzęty, które nawet nam się nie podobały, ale po prostu były. Trudno, na ładniejsze trzeba po prostu poczekać.
W latach 60-tych, psycholog Walter Mischel z uniwersytetu Stanford, opracował błyskawiczne (przypadek?) badanie, które miało określić, jak cierpliwość dziecka wpłynie na jego rozwój. Badani – dzieci w wieku około 4 lat, zostali umieszczeni w pokoju, w którym na stole czekała na nich słodka pianka. Prowadzący eksperyment przekazał dzieciom prostą instrukcję – możesz zjeść jedną piankę teraz albo poczekać chwilę na mój powrót i w zamian otrzymać aż dwie. Gdy dziecko decydowało się poczekać na badacza, zostawało sam na sam z pokusą. Amerykański naukowiec przebadał tą metodą ponad 650 dzieci. Jedynie 30% z nich potrafiło oprzeć się pokusie i po piętnastu minutach otrzymało obiecany, drugi smakołyk.
Żyjemy w społeczeństwie instant. Marketingowcy przekonują nas, że naszą potrzebę możemy zrealizować już teraz, chcą zrobić z nas dzieci, które nie potrafią czekać. Kupno nowego modelu telefonu, komputera, samochodu? Wystarczy wziąć kredyt i natychmiast spełnić swoje potrzeby. Umiejętność odroczenia gratyfikacji jest bardzo ważna dla rozwoju osobistego. Zachowując się jak dzieci, które nową zabawkę chcą w tej chwili, tracimy dystans do siebie i nie mamy refleksji nad tym, czego tak naprawdę w życiu potrzebujemy. Na naszej niecierpliwości zarabiają firmy, bo ona jest leży w interesie marketingowców.
Nasza cierpliwość to nie tylko kwestia tego, czy zjemy jedną, czy dwie pianki. Osoby niecierpliwe często chorują na nadciśnienie tętnicze, są bardziej zagrożone zawałem serca czy udarem mózgu. Uczeni nie znają dokładnego mechanizmu tego zjawiska, ale podejrzewają, że wszystko ma związek z przewlekłym stresem. Tu zaczyna nakręcać się spirala stresu i niecierpliwości. Zestresowani tym, że czegoś nie możemy dostać, wpadamy w jeszcze większy stres, aby w końcu to dostać.
Napisz do autora: aleksander.zielinski@natemat.pl