Co pracownik ma? Być posłuszny i grzecznie znosić mobbing. Patologii na polskim rynku pracy ciąg dalszy

Na 14 mln spraw, które trafiły do sądów w 2013 roku, zaledwie 603 były związane z mobbingiem.
Na 14 mln spraw, które trafiły do sądów w 2013 roku, zaledwie 603 były związane z mobbingiem. Fot. Shutterstock.com
Janusz Frąckowiak. Janusz Frąckowiak. Janusz Frąckowiak. Janusz Frąckowiak. Janusz Frąckowiak. Janusz Frąckowiak. Janusz Frąckowiak. Janusz Frąckowiak. Janusz Frąckowiak. Janusz Frąckowiak. Janusz Frąckowiak. Janusz Frąckowiak. Janusz Frąckowiak. Janusz Frąckowiak. Janusz Frąckowiak.


Zostało jeszcze 85 razy, bo właśnie sto razy urzędniczka pracująca w wolsztyńskim starostwie musiała przepisać nazwisko przełożonego. Za karę. Teraz już się nie pomyli. Zapamiętała. Sto razy napisała i się nauczyła. Urzędniczka, która zrobiła błąd w pisowni imienia starosty wolsztyńskiego z PSL, dostała karę, pan starosta jest więc zadowolony.


Jednak szefowie despoci, traktujący firmy jak własne folwarki, a pracowników jak obywateli niższej kategorii/niewolników/swoją własność (niepotrzebne skreślić) mają coraz mniej powodów do zadowolenia. Bo choć patologie związane z mobbingiem i naruszaniem dóbr osobistych pracowników wciąż są w Polsce powszechnym zjawiskiem, to ostatnio coś drgnęło – media chętnie nagłaśniają przypadki procesów, a ludzie, ośmieleni kruszejącym wokół tematu murem milczenia, coraz chętniej mówią o tym, jak źle są traktowani w pracy. Są coraz bardziej świadomi swoich praw i coraz częściej szukają zarówno pomocy, jak i sprawiedliwości.


Udusić szefa
Joanna Krysińska, autorka książki "Homo Corporaticus", w wywiadzie udzielonym "Wysokim Obcasom" opowiadała, o wszystkim, czego doświadczyła w pracy w agencji reklamowej. O terapii, którą przebyła po odejściu z pracy i o tym, jak śniło jej się, że dusi szefa. Terapeutka z tego snu się ucieszyła, bo oznaczał, że Krysińska przestała czuć się ofiarą. Że słowa szefa o tym, że jest beznadziejna i nikt nie lubi z nią pracować, już nie dudnią jej w głowie.


Jej głos wybrzmiał głośno, podobnie jak mocnym echem odbiły się publikacje tygodnika "Wprost" na temat mobbingu i molestowania, jakiego miał się dopuścić szef Faktów Kamil Durczok. Głośno jest w mediach o wyroku białostockiego sądu, który orzekł, że w miejscowym urzędzie miejskim miał miejsce mobbing i naruszana była godność pracowników. Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał szefową jednego z departamentów ratusza na pół roku ograniczenia wolności i wypłatę nawiązki swoim ofiarom.

Takie orzeczenia się zdarzają, jednak zbyt rzadko, bo i pracownicy, niepewni swoich praw, nieczęsto decydują się kierować sprawę do sądu. Na 14 mln spraw, które trafiły do sądów w 2013 roku, zaledwie 603 były związane z mobbingiem. Tylko 25 pracowników skarżących pracodawców usłyszało wyrok korzystny dla siebie.

Kaśka usłyszała kiedyś od swojego szefa, że ten "powinien traktować ją jak psa". Przy innej okazji, że ma "pulchne ramionka", więc może nie powinna ich tak eksponować. Że projekt prowadzi w sposób "gówniany". Nigdy nie zapłacono jej za nadgodziny, bo "wszyscy pracują po godzinach – taka branża". Do sądu nie poszła. – Szkoda nerwów. I tak swoje odchorowałam, chciałam po prostu, żeby to się skończyło – mówi. Z pracy odeszła po pięciu miesiącach. – Nie wytrzymałam psychicznie – mówi. W ciągu dwóch lat na jej stanowisko kolejno przychodziły nowe osoby. Każda z nich rezygnowała po kilku miesiącach. Żadna nie poszła do sądu ani Państwowej Inspekcji Pracy.

Użytkowniczka jednego z forów internetowych tak opisywała swoje doświadczenia w pracy, pytając, co zrobić w sytuacji, kiedy "szef nami gardzi, co chwilę wyśmiewa i wyżywa się na nas?".

Wpis z forum poświęconego mobbingowi

" (...)potrafi wyśmiać moje auto kiedy z jego polecenia gdzieś go mam podwieźć - nawet dziękuję nie usłyszę); ostatnio z pogardą zapytał mnie: " nie jest ci wstyd dawać w prezencie książki za 1zł"? Ostatnio wróciłam po 9 dniach l4 do pracy nadal chora, bo słyszałam, że węszył już w tym jakiś spisek. Bałam się stracić pracę, więc do tej pory kaszlę jak gruźlik..."

Pisze o zadaniach, które dostaje do zrealizowania w bardzo krótkim terminie, o premiach, które wciąż ją omijają, o tym, że może szef tak ją traktuje, bo "jest trochę przy kości i niezbyt atrakcyjna".

A samoocena spada...i spada...i spada
"Okropnie się czuję...codziennie z obrzydzeniem idę do pracy... i czekam aż minie te 8 godzin.... a moja samoocena spada... i spada... i spada...".

Takich wpisów są w internecie tysiące. Brak szacunku do człowieka wydaje się być podstawą zarządzania zarówno w fabrykach, jak i korporacjach. W poruszających raporcie „Zmęczone ciała i bezcenne produkty. Warunki pracy kobiet w specjalnej strefie ekonomicznej przemysłu elektronicznego" socjolożka Małgorzata Maciejewska, która prowadząc badania zatrudniła się w jednej z fabryk, opisała sposób, w jaki traktowane są pracownice. "Zamknięte w pułapce ruchu taśmy i ograniczonej przestrzeni, często długo nie mogłyśmy się doprosić o zastępstwo, by spełnić swoje potrzeby fizjologiczne czy higieniczne – jak zmienienie podpaski" – pisze autorka raportu. Nikt jednak nie narzeka, bo boi się, że straci pracę. Jak usłyszała Maciejewska od jednej ze starszych pracownic: tu się nie choruje, bo jak zachorujesz, to wylecisz.

Polskie prawo po stronie pracodawcy
Rafał Woś pisząc o polskich stosunkach pracy nie waha się powiedzieć, że polski pracownik cierpi na syndrom sztokhlmski, a polscy pracodawcy wierzą, że "mogą zrobić z nim absolutnie wszystko". Przyszedł kapitalizm, a problemy związane z kulturą pracy w PRL-u wyparły nowe patologie. Pracownicy zaś, pisze Woś, "nie mieli innego wyjścia, jak ten schemat po prostu zaakceptować".

I akceptują. Szefa-despotę i jego autorytarne metody zarządzania. Służbowe mejle po północy. Opryskliwość. Chamstwo. Inwektywy i upokarzanie. Dlaczego? Bo boją się tej pracy, której przecież nienawidzą, stracić. – Nie chcę tam chodzić, ale co zrobię? Mam na utrzymaniu dziecko Co mogę zrobić, żeby szef lepiej mnie traktował? – pytają zrozpaczone internautki.

Boją się dochodzić swoich – regularnie naruszanych praw – bo polskie prawo wciąż stoi po stronie pracodawcy. To pracownik musi udowodnić, że jest w miejscu pracy szykanowany. A do tego potrzeba świadków. A świadkowie, czyli współpracownicy, boją się zeznawać, nawet jeśli naruszenia były ewidentne, bo obawiają się utraty pracy. Na niedoskonałość polskiego prawa w zakresie mobbingu i molestowania zwrócił uwagę minister sprawiedliwości Cezary Grabarczyk, który w rozmowie z Moniką Olejnik powiedział: – Mój zastępca, minister Wojciech Węgrzyn, zwraca uwagę na niedoskonałość polskiego ustawodawstwa w zakresie molestowania. Także z tej analizy konwencji antyprzemocowej będą wynikały wnioski, które niewykluczone, że przyjmą formę projektu zmiany ustaw. Nie powinno być wątpliwości w tym zakresie.

Brutalny rynek pracodawcy
Violetta Rymszewicz uważa, że polski rynek pracy został zbudowany na chciwości – to brutalny rynek pracodawcy, na którym tylko doraźnie łatamy dziury i gasimy pożary.
Violetta rymszewicz

W zarządzaniu autorytarnym nie ma miejsca na dyskusję. Jest za to szantaż w stylu „Nie podoba się? Tam są drzwi!”. Empatia i zrozumienie potrzeb pracowniczych też nie ma specjalnego znaczenia. (...) Czytaj więcej

W szeroko komentowanym wpisie na blogu ta ekspertka ZZL pytała: Dlaczego nie łączycie patologicznego, polskiego rynku pracy z rosnącym poziomem samobójstw, alarmującym wzrostem depresji i załamań nerwowych?

Podobne zdanie wyraził psycholog pracy Krzysztof Kosy. – Rynek pracy jest zwichrowany, bezrobocie – wysokie, więc ludzie boją się o pracę, mają chaos w głowach, bo nie wiedzą, czego oczekiwać, a przy tym wszystkim jest duże rozwarstwienie płac – "poganiacze" zarabiają zdecydowanie więcej niż "niepoganiacze", co oczywiście budzi poczucie bycia niesprawiedliwie traktowanym - uważa ekspert.

Także socjolog prof. Henryk Domański za problem wymagający rozwiązania uważa kwestię praw pracowniczych, ponieważ "nadużywanie prerogatyw przez pracodawców jest nagminne". – Kodeks pracy nie jest przestrzegany, jego przestrzeganie trzeba wywalczać - mówił w rozmowie z naTemat.Wydaje się więc, że zamiast importować wszystkie "open space'y", "briefingi", "meetingi" i "accountów", trzeba zacząć od pracy u podstaw. Choćby – przestrzegania prawa.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...