Afkham od lat pracuje w rządowej administracji.
Afkham od lat pracuje w rządowej administracji. Fot.mfa.gov.ir

Nową ambasadorką Iranu we wschodniej Azji właśnie została Marzieh Afkham. To pierwsza kobieta ambasador od rewolucji w 1979 roku. Jej nominacja wprawdzie rewolucji nie oznacza, ale jest optymistycznym sygnałem zmian, jakie wprowadza prezydent Hassan Rouhani.

REKLAMA
Kraj, którego prezydent jest w dużej mierze uzależniony od decyzji Najwyższego Przywódcy Duchowego ajatollacha Chameneiego, w którym kobiety do niedawna nie miały wstępu na stadiony, a kiedy pokazują się publicznie, muszą być - dosłownie - zakryte od stóp do głów, ma na arenie międzynarodowej nowego reprezentanta. To wprawdzie nie przełom, raczej kolejny wyłom w prowadzonej polityce, cóż - genderowej.
Rouhani pragmatyk
Podczas swojej kampanii wyborczej w 2013 roku Rouhani przedstawiał się jako polityk umiarkowany i pragmatyczny. Zwolennik reform, które mają być raczej wynikiem ewolucji niż radykalnych zmian. Krytykował władze za próby tłumienia demontracji po wyborach w 2009 roku, zaś podczas kampanii zobowiązał się do uwolnienia więźniów politycznych i poważnego traktowania swobód obywatelskich. W kwestii poszanowania praw człowieka Iran wciąż znajduje się wprawdzie na czarnej liście Amnesty International, ale sytuacja zmienia się na lepsze. Nominacja Afkham jest na to dowodem.
Na razie nie wiadomo, do którego kraju uda się Afkham, do tej pory pełniąca rolę - pierwszej w historii - rzeczniczki ministerstwa spraw zagranicznych. Pierwszą kobietą - ambasadorem rządu w Teheranie była Mehrangiz Dolatshani, która od 1976 roku aż do wybuchu rewolucji pełniła tę funkcję w Danii.
Chamenei: beton
Rouhani powiedział niedawno, że jako jedną z misji swojego rządu postrzega stworzenie równych szans dla kobiet. Nominowanie kobiet na wysokie stanowiska rządowe to jeden z kroków, jakie w tym kierunku podejmuje jego administracja. Tyle tylko, że decyzje nie należą tylko do niego - musi liczyć się z Chameinim. -Jest pragmatykiem, dlatego jest mu trudno przekonać Chameiniego, który jest betonowym ideologiem. Straż Rewolucji i prezydent są raczej narzędziami w rękach Chameiniego, podobnie jak tajna policja, metody dyktatury czy metody demokratyczne - mówił w niedawnej rozmowie o sytuacji w Iranie Maziar Bahari, irański dziennikarz.
- To z pewnością dobra wiadomość dla kobiet w Iranie. Pozytywny krok, bo od lat 70. nie mieliśmy na stanowisku ambasadora kobiety - powiedziała w rozmowie z "The Guardian" Gissou Nia, zastępczyni dyrektora International Campaign for Human Rights w Iranie. Dodała, że choć cieszy się z nominacji Akhfami, to nie sprawia ona, iż znikną problemy.
Afkham od lat pracuje w rządowej administracji - zanim została rzeczniczką nowego ministra spraw zagranicznych, wykształconego na Zachodzie Mohammada Javada Zarifa, przez prawie trzy dekady pracowała jak doradczyni dyplomatów, ostatnio zaś pełniła rolę szefowej PR.
Kobiety u władzy
Jej nominacja na obecne stanowisko jest o tyle istotna, że po raz pierwszy w porewolucyjnym Iranie kobieta będzie szefem misji dyplomatycznej. Monsoureh Sharifisadr była chargé d’affaires w Japonii, a obecnie jest szefową departamentu praw człowieka w teherańskim MSZ. To nie jedyne kobiety, które wysoko zaszły w polityce.
Za rządów Mahmouda Ahadineżada pierwszą kobietą - ministrem zdrowia została Marzieh Vahid Dastjerdi, która swoją nominację nazwała "moment przełomowym" dla kobiet w Iranie. Także ona, mimo konserwatywnych poglądów - dzięki którym zdobyła miejsce w rządzie - wzywała władze do powierzania kobietom ważnych ról. - Myślę, że dziś spełniło się długoletnie marzenie irańskich kobiet, które w końcu mają w rządzie kogoś, kto będzie dążyć do realizacji ich żądań - mówiła dodając, że to ważny krok dla kobiet, z którego jest dumna.
Teheran łagodnieje?
I rzeczywiście, miała powód do dumy, bo mimo jej konserwatywnego podejścia do wielu spraw (zasłynęła między innymi forsowaniem pomysłu, by kobiety i mężczyźni korzystali z osobnych placówek medycznych) twardogłowi politycy i duchowno próbowali zablokować jej nominację. Tylko dlatego, że jest kobietą. W przypadku dwóch innych kandydatek - na ministrów edukacji i opieki społecznej - osiągnęli swój cel. Przyjmując nominację Dastjerdi podkreśliła, że jej kandydatura była przełomowa - w kraju, w którym połowa pracowników ministerstwa zdrowia to kobiety i gdzie ponad półtora miliona kobiet studiuje medycynę, kobiety muszą mieć większy wpływ na politykę resortu.
Dwa lata temu merem miasteczka Kalat została 26-letnia Samih Baluchzehi, która należy do podwójnej mniejszości mniejszości w Iranie - jest nie tylko sunnitką, ale należy takżze do mniejszości etnicznej Baluchi. Jej sukces pokazuje, że Teheran, przez Zachód wciąż postrzegany jako wcielenie zła, łagodnieje.
Za sprawą umiarkowanej polityki Rouhaniego zachodzą zmiany, także te w sprawach istotnych dla kobiet. Wciąż jest jednak wiele do zrobienia, bo za pojedynczymi nominacjami kobiet na ministerialne stanowiska muszą iść konkretne działania, które poprawią sytuację kobiet.

napisz do autorki: anna.dudek@natemat.pl