
Mózg SKOK-u Wołomin miał przyjaźnić się z biskupami oraz politykami - informuje najnowszy "Newsweek", który prześwietla Piotra. P. Jak czytamy, gdyby jego historia nie była potwierdzona sądowymi aktami, trudno byłoby w nią uwierzyć.
REKLAMA
"Newsweek" kompleksowo przyjrzał się Piotrowi P. oraz jego aktywnościom na wielu polach. Począwszy od jdystyngowanego stylu bycia, aż po relacje z bp. Sławojem Głodziem. Jak czytamy, był to człowiek o dwóch twarzach. O swojej żonie, miał mówić "pani małżonka", z drugiej chwalił się podbitymi metalem butami oraz nieprzyzwoicie żartował z kobiet przyjmowanych do SKOK-u.
Interesująca, choć niezbyt długa wydaje się również kariera wojskowa Piotra. P. Miał być żołnierzem nielojalnym, borykającym się z problemami z dyscypliną. – Za to ciągnęło go do prawicy. W raporcie o WSI można przeczytać, że utrzymywał operacyjne kontakty z Janem Parysem, byłym ministrem obrony w rządzie Jana Olszewskiego, i z dziennikarzem Józefem Szaniawskim. Parys, którego pytamy o tę znajomość, mówi, że nie miał z P. oficjalnego kontaktu – czytamy.
Oficjalna i długotrwała miała za to być znajomość z Szaniawskim. – W jego biografii znalazło się nawet zdjęcie z 2012 r., a więc już z czasów SKOK-u Wołomin, na którym wraz z P. stoi na tarasie willi – informuje tygodnik.
Piotr P. miał dobre kontakty z kościelnymi hierarchami. Jeden z rozmówców "Newsweeka" twierdzi nawet, że abp Sławoj Głódź jest ojcem chrzestnym syna P.
Na funkcje honorowe P. wciąga dla równowagi dwóch duchownych: bp. Zygmunta Kraszewskiego i ks. prałata Henryka Jankowskiego, który podczas otwarcia fundacji święci siedzibę. „P. utrzymywał bardzo bliskie stosunki z bp. Sławojem Głodziem i innymi hierarchami”.
Przekręty w SKOK
W weekend "Gazeta Wyborcza" informowała z kolei o zarzutach Komisja Nadzoru Finansowego wobec Kasy Krajowej, mimo że dochodziło tam do poważnych nieprawidłowości. O tym wszystkim Kasa Krajowa mogła wiedzieć już od siedmiu lat.
W weekend "Gazeta Wyborcza" informowała z kolei o zarzutach Komisja Nadzoru Finansowego wobec Kasy Krajowej, mimo że dochodziło tam do poważnych nieprawidłowości. O tym wszystkim Kasa Krajowa mogła wiedzieć już od siedmiu lat.
„Gazeta Wyborcza” sprawdziła, dlaczego wprowadzenie zarządcy komisarycznego do SKOK Wołomin zajęło blisko dwa lata. Anonimowy informator dziennika potwierdza, że we wrześniu 2012 roku Kasa Krajowa SKOK poinformowała KNF o nieprawidłowościach, do których dochodzi w Wołominie.
Jakie to nieprawidłowości? Odpowiedź Kasy Krajowej miała być nieprecyzyjna, a wątpliwości budziły powiązania pomiędzy niektórymi osobami i transakcjami. Nie powiadomiono jednak prokuratury, bo nie stwierdzono wystąpienia szkody.
źródło: "Newsweek"
