Czarnecki: Śpiewamy "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie", bo chcemy Polski, gdzie nikt nie cenzuruje śpiewu w kościele

Ryszard Czarnecki przekonuje, że wolna Polska będzie wtedy, gdy każdy będzie mógł śpiewać co chce i nikt nie będzie mu za to czynił wyrzutów.
Ryszard Czarnecki przekonuje, że wolna Polska będzie wtedy, gdy każdy będzie mógł śpiewać co chce i nikt nie będzie mu za to czynił wyrzutów. Fot. Parlament Europejski
Politycy PiS przekonują nas, że żyjemy w zniewolonym kraju. – Kraj, w którym można śpiewać co się chce i nikt nie robi afery z powodu "wróć nam Panie" – mówi w "Bez autoryzacji" Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego z ramienia PiS. Mówi też, że wierzy w mocny finisz kampanii Andrzeja Dudy.


Śpiewa pan "Ojczyznę wolną pobłogosław Panie" czy "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie"?

Ryszard Czarnecki: Chce pan zmienić zawód z dziennikarza na cenzora? Takie przypadki w historii PRL-u były. Pan chce podążać tą drogą. Chcemy Polski, w której nie ma cenzury i nie ma cenzurowania tego, co kto śpiewa w kościele i co mówi w domu. Kraj, w którym można śpiewać co się chce i nikt z tego powodu nie robi afery.


Od polityka można oczekiwać, że jego czyny i słowa będą miały logiczne wytłumaczenie i uzasadnienie. Zastanawiam się jakie jest uzasadnienie śpiewania wersji z czasów okupacji czy PRL-u.

Rozumiem, że nawiązuje pan do Andrzeja Dudy. Będę go bronił. Andrzej Duda, tak jak szereg Polaków, uważa, że z wolnością i demokracją mamy problemy. Zauważają to również osoby z zewnątrz i instytucje międzynarodowe. OBWE przysyła nam misję na wybory, a wcześniej tego nie robiła. Pod tym względem mamy w Polsce regres. Musi się pan pogodzić z tym, że niemała część Polaków tak właśnie uważa.


Mówią tak też politolodzy i socjolodzy. Polecam panu lekturę wywiadu socjologa oficjalnie popierającego Bronisława Komorowskiego, byłego wicemarszałka Sejmu Jacka Kurczewskiego, który w weekendowym "Dzienniku Gazecie Prawnej" mówi o problemach z wolnością i tym, co się nie udało. Skoro mówi to człowiek popierający Bronisława Komorowskiego, to musi pan sobie uświadomić, co robią ludzie, którzy go nie popierają.


Oczywiście, że nie jesteśmy idealną krainą płynącą mlekiem i miodem. Ale między koniecznością zmian a brakiem wolności jest przepaść.

To pańska opinia. Skoro sam pan mówi, że mamy wolny kraj, niech pan pozwoli ludziom śpiewać, co chcą, jak chcą i kiedy chcą.

Kampania wyborcza Andrzeja Dudy została dobrze zaplanowana? Do wyborów 19 dni, a wasz kandydat utknął w objeździe po powiatach, który jest mało efektywny. Nie powinien go zacząć wcześniej, by teraz mieć już czas na działania bardziej przebijające się do mediów?

Na kompleksową ocenę kampanii przyjdzie czas, uważam, że jest ona znacznie lepsza, niż niektórzy się spodziewali. Jest ona robiona siłami partii i Andrzej Duda postawił na kontakt z Polakami. Przejechał najwięcej kilometrów ze wszystkich, spotkał się z największą ilością wyborców, uścisnął największą ilość rąk. To pokazuje, że nie boi się kontaktu z Polakami i że to go nie wyprowadza z równowagi, jak Bronisława Komorowskiego, siedzącego tylko w Pałacu Namiestnikowskim i przyzwyczajonego tylko do pochlebstw.

Prezes Kaczyński stwierdził, że kampania Dudy "jest dobra, choć mogłaby być lepsza". Dostrzega pan jakieś pola, gdzie mogłoby być lepiej?

Na to przyjdzie czas po wyborach. Poza tym zawsze może być lepsza. Jak wygrałem kampanię w wyborach europejskich w Wielkopolsce, co zdarzyło się kandydatowi PiS pierwszy raz, też miałem poczucie, że kampania była dobra, choć mogłaby być lepsza.

Chętnie podywaguję o plusach i minusach kampanii Andrzej Dudy wtedy, kiedy sztabowcy Bronisława Komorowskiego zaczną dywagować o plusach i minusach jego kampanii, która - myślę, że tutaj będę obiektywny - jest znacznie mniej dynamiczna niż kampania kandydata Prawa i Sprawiedliwości.

To prawda, ale przypominam sobie jak politycy PiS mówili, że najpierw zbudowanie rozpoznawalności i dorównanie do poparcia PiS, a później sięganie po wyborców spoza PiS i gonienie Bronisława Komorowskiego. No i gdzie ten drugi etap?

Przypomina mi pan dziennikarza sportowego, który w trakcie biegu na 10 km już przy 8 km mówi, że zawodnik z drugiego miejsca powinien być bliżej lidera. Przypomnę panu Igrzyska Olimpijskie w Moskwie i finisz Bronisława Malinowskiego w biegu na 3000 m z przeszkodami, który dopiero na ostatnim okrążeniu wyprzedził Tanzańczyka Filberta Bayi. To kwestia decyzji dr. Andrzeja Dudy jak rozkłada siły.

Dotychczasowa kampania była intensywna i droga, według wielu doniesień, kandydat ma już mało zasobów, także pieniężnych i nie może sobie pozwolić na ostry finisz.

Wierzę w ostry finisz Andrzeja Dudy. A to, że trzeba oszczędzać siły jest oczywiste, bo przed nami druga tura. Przypominam, że śp. prof. Lech Kaczyński wyraźnie przegrał w pierwszej turze z Donaldem Tuskiem, ale jego finisz był celujący.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl