Bp Jarecki wraca po skandalu i wyroku. "Alkohol pomagał mi w lekturach i pisaniu, był pomocą, gdy byłem zestresowany"

Bp Piotr Jarecki opowiada "Tygodnikowi Powszechnemu" o swoim uzależnieniu od alkoholu.
Bp Piotr Jarecki opowiada "Tygodnikowi Powszechnemu" o swoim uzależnieniu od alkoholu. Fot. "Tygodnik Powszechny" nr 17 (3433)
W najnowszym numerze "Tygodnik Powszechny" pomaga wrócić w wielkim stylu bp. Piotrowi Jareckiemu, który przed trzema laty stał się bohaterem skandalu wynikłego z kolizji, którą spowodował kierując pod znacznym wpływem alkoholu. – Alkohol pomagał mi w lekturach i pisaniu, był pomocą, gdy byłem zestresowany. Intelektualnie będąc blisko Boga, egzystencjalnie i życiowo się od Niego oddalałem – wyznaje dziś w rozmowie z ks. Adamem Bonieckim.


Za tamto pogłębiające się uzależnienie bp Piotr Jarecki słono zapłacił. W styczniu były biskup pomocniczy w diecezji warszawskiej usłyszał wyrok skazujący go na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Nakazano mu również zapłatę 2,4 tys. zł grzywny, oraz dodatkowej kwotę w wysokości 4 tys. zł na Fundusz Pomocy Postpenitencjarnej. Poza tym sąd objął hierarchą 4-letnim zakazem prowadzenia pojazdów.

Problemy z prawem wywołały również konsekwencje w kurii, która zawiesiła go w wykonywaniu dotychczasowych zadań. Okres walki z uzależnieniem i o odzyskanie dawnej pozycji bp Piotr Jarecki poświęcił między innymi na spisanie książki "Podróż w siebie", w której otwarcie rozlicza się ze swoimi słabościami. W wywiadzie dla najnowszego "Tygodnika Powszechnego" biskup wyznaje, że sporo czasu po skandalu, który wywołał prowadząc auto i doprowadzając do wypadku mając we krwi ponad 2,5 promila, spędził między innymi na życiu pustelniczym.

– Ostateczną decyzję podjąłem, słuchając homilii proboszcza pewnej goszczącej mnie kanadyjskiej parafii, który mówiąc o życiu św. Franciszka, wspomniał jego okres pustelniczy. Wtedy poczułem wewnętrzny imperatyw: musisz zrobić to samo, nie wystarczy jeździć po... – wspomina w rozmowie z ks. Adamem Bonieckim o tym, jak trafił do opactwa trapistów Abbey of the Genesee.


To miało pozwolić biskupowi Jareckiemu na pogodzenie się z wyrokiem i problemami w kurii. – Ja w tym wydarzeni widzę palec Boży – mówi "Tygodnikowi Powszechnemu" o kolizji, którą spowodował w 2012 roku. – Gdyby Chrystusowi na mnie nie zależało, nigdy by do tego nie doszło. Widocznie Pan Jezus uznał, że może na mnie wpłynąć tylko przez terapię wstrząsową – stwierdza.

Źródło: TygodnikPowszechny.pl
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...