
Polska polityka zagraniczna od lat tkwi w klinczu między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską, próbując przypochlebić się to jednej, to drugiej stronie. Ten trend dominuje od wielu lat, a koleni szefowie dyplomacji nie mieli odwagi narzucić nowego kierunku. Grzegorz Schetyna też akcentuje te sojusze, ale puszcza też oko w stronę bardziej egzotycznych krajów. Polska ma wielu partnerów na świecie, problem w tym, że na razie współpraca z nimi tkwi w martwym punkcie.
Polska stoi przed ogromnym wyzwaniem. Albo stanie się krajem zdolnym do zajęcia ważnego miejsca we współpracy między Europą i innymi kontynentami, albo będzie skazana na niszowość, na marginalizację.
Wszyscy pamiętamy słynną już wizytę Donalda Tuska w Peru. Trudno o niej zapomnieć, do polityka przylgnął potem na długo przydomek "Słońce Peru". Mimo tego że największe zainteresowanie wzbudziły wydatki na wyjazd, które wyniosły, bagatela, grubo ponad milion złotych i zdjęcie premiera w tradycyjnej peruwiańskiej czapce, to okazuje się, że do tego odległego kraju z Ameryki Łacińskiej MSZ przywiązuje całkiem sporo wagi. Nasza dyplomacja zachwala peruwiańską gospodarkę, nakłania przedsiębiorców do zakładania tam biznesu i nawiązywania handlowej wymiany.
Ostania wizyta Bronisława Komorowskiego w Japonii i jego dyplomatyczne niezręczności nie powinny przysłaniać nam całego obrazu – wszystko wskazuje na to, że Polska budzi się z letargu i, tak jak reszta świata, chce być częścią azjatyckiej machiny gospodarczej.
Jesteśmy świadkami pewnego przełomu. Podejmujemy za mało działań, które przekładałyby się na realne korzyści. Co z tego, że podpiszemy partnerstwa strategiczne, skoro później nikt nie koordynuję i nie pilnuje tego, żeby taki projekt wszedł w fazę realizacji. Trzeba realnie pomóc polskim instytucjom, organizacjom, polskim firmom czy polskim obywatelom żeby te umowy wypełniali treścią. Takich potencjalnych partnerów dla strony azjatyckiej jest w Polsce bardzo dużo. Kierunek jest właściwy, potencjał ogromny, ale samo tworzenie "dobrej atmosfery" to zdecydowanie za mało.
Afryka to dla Polski i Europy łakomy kąsek, szczególnie w sytuacji, w której jesteśmy zdani na łaskę Putina, używającego "surowcowego straszaka" za każdym razem, kiedy coś mu się nie spodoba. Kontynent afrykański ma wiele do zaoferowania, zwłaszcza jeśli chodzi o cenne surowce z sektora energetycznego. Niektórzy specjaliści widzą w Afryce następcę Chin i Indii, który za kilkadziesiąt lat stanie się gospodarczym centrum świata.
Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl
