
Słowa dyrektora FBI Jamesa Comey’a, który zasugerował, że Polacy ponoszą współodpowiedzialność za Holokaust, wywołały dyplomatyczną burzę. Jan Tomasz Gross powiedział „Newsweekowi”, że były one wynikiem „niezręczności językowej”, a ostra reakcja polskich polityków to wyraz „poczucia winy za nierozliczenie się z własną historią”.
W udzielonym „Newsweekowi” wywiadzie autor „Sąsiadów” przyznał, że wypowiedź Comey’a oraz podobne jej sformułowania są naganne. Niemniej „trzeba je traktować w kategorii idiotyzmów, bo to są przecież zazwyczaj pomyłki i nieporozumienia językowe, a nie wielkich międzynarodowych batalii”.
– Nas w stan alarmu stawia właściwie każde zestawienie słów „Polska” i „Holokaust”, co może już świadczyć o tym, że próbujemy zakrzyczeć wyrzuty sumienia. Trzeba uważać, bo to zaczyna stawiać Polskę w jednym szeregu z Turcją, która w równie nerwowy sposób przeczołguje ambasadorów państw, gdzie zostało wspomniane ludobójstwo Ormian – powiedział Gross.
Pisarz zaznaczył, że ustalenia historyków, w tym polskich autorów, pokazują, iż podczas II wojny światowej Żydzi padali ofiarami agresji sąsiadów na całym terenie, jaki okupowali Niemcy. Polska, gdzie wielu „sprawiedliwych wśród narodów świata” Żydów ratowało, nie była pod tym względem wyjątkiem.
– Przypominanie, że Polacy mają najwięcej drzewek posadzonych w Yad Vashem w Jerozolimie, nie zmieni prawdy. Sprawiedliwi byli w okupowanej Polsce pariasami bezwzględnie i okrutnie tępionymi przez polskie społeczeństwo. Oczywiście były od tego, jak od wszystkich reguł, wyjątki, ale zwykle Polacy musieli ukrywać Żydów w kompletnej tajemnicy przed otoczeniem – podkreślił Gross.
List do ambasadora Po tym, jak polscy politycy zaczęli głośno krytykować słowa Comey’a, dyrektor FBI napisał list do ambasadora Polski w Waszyngtonie Ryszarda Schnepfa. W odręcznie napisanym liście dyrektor FBI podkreślił, że Polska "nie ponosi odpowiedzialności za okrucieństwa, których dopuszczali się naziści". List nie zawiera jednak słowa "przepraszam".
James Comey
źródło: "Newsweek"
