Czy Bartoszewski pójdzie do nieba? A dlaczego nie. Tyle że nie my będziemy o tym decydować

Ta grafika z aureolą nad głowami Bartoszewskiego, Mazowieckiego czy gen. Jaruzelskiego wywołała niemałe poruszenie.
Ta grafika z aureolą nad głowami Bartoszewskiego, Mazowieckiego czy gen. Jaruzelskiego wywołała niemałe poruszenie. Fot. Natalia Białobrzeska/Facebook
Reakcje niektórych katolików na śmierć Władysława Bartoszewskiego czy gen. Jaruzelskiego są co najmniej zastanawiające, jeśli nie... mało katolickie. Część osób uzurpuje sobie boskie prerogatywy, autorytarnie stwierdzając, że taki gość, jak Bartoszewski nie może pójść do nieba. Serio?


Nieoczywisty życiorys
W piątek wieczorem zmarł Władysław Bartoszewski. Dla jednych wielki człowiek, były więzień Auschwitz, żołnierz Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego, działacz Żegoty, w okresie PRL opozycjonista, zasłużony dyplomata, wybitny profesor. W poczet jego największych zasług można wliczyć starania o budowę dobrych relacji Polski z Niemcami oraz z Izraelem.


Ale nie dla wszystkich Bartoszewski był bohaterem. Część komentatorów, zwłaszcza z prawej strony sceny politycznej, nie potrafi wybaczyć mu ciętego języka czy ostrych ripost, którymi odpowiadał politykom Prawa i Sprawiedliwości.

– Wielokrotnie używał wobec prawicy bardzo ostrych słów. Zaczęło się to w 2007 roku, kiedy PO cynicznie wykorzystała jego osobowość i ekspresywność do swoich celów. Był wówczas specjalnie pobudzany do ataków na prawicę – mówił Krzysztof Szczerski z PiS.

To właśnie wtedy padły niesłynne słowa o „dyplomatołkach”. – Nie wierzcie frustratom czy dewiantom psychicznym, którzy swoje problemy psychiczne odreagowują na narodzie – apelował Bartoszewski. Wkrótce w prawicowych mediach zaczęły się pojawiać alternatywne wersje życiorysu Bartoszewskiego, według których był on „zdrajcą, żydem i kolaborantem”. Nie brakowało także opinii, że były minister spraw zagranicznych to żaden profesor. „(...) nigdy nie był i nie jest profesorem. Nie ma w oficjalnym życiorysie żadnych zawodowych kwalifikacji do nauczania dzieci w przedszkolu ani w szkole podstawowej, nie był nigdy pracownikiem naukowym(...) – można było przeczytać w mediach tzw. trzeciego obiegu.


Niebo nie dla Bartoszewskiego
Skoro jeszcze za życia Bartoszewskiego polskie społeczeństwo miało skrajnie odmienne poglądy na temat jego zasług, to czy kogokolwiek powinno dziwić, że i po śmierci pojawiają się liczne spory na ten temat? A jednak, zadziwiające są reakcje części komentatorów, którzy jeszcze w piątek zakrzyknęli, że Bartoszewski ich bohaterem nie jest, w związku z czym... nie pójdzie on od nieba, bo sobie nie zasłużył. Zadziwiające, bo takie głosy zaczęły padać z ust osób, uważających się za gorliwych katolików.

Jasne, można nie płakać po Bartoszewskim, nie uważać go za swojego bohatera, nie przeżywać żadnej żałoby, ale... Czy to jednocześnie upoważnia do decydowania o tym, kto będzie, a kto z całą pewnością nie zostanie zbawiony? Czy to pozwala na wyrażanie wyjątkowo zjadliwych i nienawistnych komentarzy na temat kogoś, kto właśnie dopełnił swojego żywota? I nie chodzi już o zamykanie wszelkiej dyskusji odwołaniem do starożytnej zasady, by o zmarłym mówić wyłącznie dobrze, albo wcale („De mortuis aut bene, aut nihil”), ale o zachowanie zdrowego rozsądku i... po prostu zasad kultury.

Tymczasem, jak zauważył ks. Wojciech P. Pełka z Krakowa, po śmierci Bartoszewskiego Polacy po raz kolejny nie skorzystali z dobrego polskiego powiedzenia „Ciszej nad tą trumną”. Białobrzeska z kolei zauważa, że takich nieczułych czy nawet nieludzkich komentarzy było więcej.
Natalia Białobrzeska

Wiem, ze papier/internet wszystko przyjmie. Że łatwo kliknąć enter zza monitora i mieć w nosie słowa puszczone w eter, ale kompletnie tego nie rozumiem i nie akceptuję. Hejt na zmarłym, życzenie mu jeszcze śmierci wiecznej to podłość.

Ks. Wojciecha reakcje na śmierć Bartoszewskiego nie dziwią, ale przerażają. – Stare dobre powiedzenie, by o zmarłych albo dobrze, albo milczeć w Polce już dawno nie obowiązuje. To z jednej strony kulturowy regres, a z drugiej niezrozumiała pewność krytyki krytykujących – mówi w rozmowie z naTemat duchowny.

Co ciekawe, w poniedziałek pojawiła się wypowiedź abp. Alfonsa Nossola, która powinna była uciąć wszelkie dywagacje na temat tego, czy Bartoszewski może pójść do nieba. – Śp. prof. Władysław Bartoszewski był chrześcijaninem bardzo konsekwentnym. Właściwie nigdy się chrześcijaństwa nie zapierał. Nie był typem klęcząco-kościelnym, ale świadomym chrześcijaninem – powiedział KAI emerytowany biskup opolski, dodając, że zmarły był człowiekiem przebaczenia. – Wiedział stale i podkreślał, że bez przebaczenia, nie ma autentycznego pojednania. Ostatecznie bowiem pojednanie polega na tym, że chcę - nie zapomnieć, ale prawdziwie przebaczyć. Ten, kto pierwszy przebacza - jest zwycięzcą – przypomniał hierarcha.

Foch na „świętego” Jaruzelskiego
Komentarze, jakie pojawiły się po śmierci Bartoszewskiego wprawiają w osłupienie ze względu na jeszcze jeden powód. Pokazują bowiem, że część najgłośniej gardłujących zdaje się uzurpować sobie prawo do decydowania o tym, kto może, a kto nie może zostać zbawiony. Czy taka postawa ma coś wspólnego z chrześcijańskim miłosierdziem, nie mówiąc już o katolicyzmie jako takim?
– Niebo na szczęście jest w rękach Boga, a nie człowieka. Gdyby niebo było ustawiane przez ludzi patrząc na ostatnie pogrzeby w naszej ojczyźnie, bardziej przypominałoby piekło – odpowiada ks. Wojciech P. Pełka zapytany o to, czy takie postacie, jak Jaruzelski albo Bartoszewski mogą być zbawione.

Skoro nie człowiek, nawet najbardziej pobożny i gorliwy katolik, może stać na straży do bram niebios i decydować, kto je przekroczy, a kto zostanie strącony do piekieł, to czy Białobrzeska nie „przegięła” w drugą stronę? Jak? Umieszczając nad głową autora stanu wojennego, który ma na rękach krew wielu niewinnych ludzi, aureolę.

Katolicka blogerka odpowiada, że jej grafika to wyłącznie prztyczek w nos dla tych, którzy już w piątek wiedzieli, że Bartoszewski pójdzie do piekła.
Natalia Białobrzeska

To takie ćwiczenie wyobraźni chrześcijańskiej, mój dialog z odbiorcą. Nie znasz serca człowieka, nie wiesz czy minutę przed swoją śmiercią nie doszło do żalu doskonałego, nie jesteś Bogiem, nie ty masz sadzić, nie wiesz czy i ile czasu w ogóle ktoś spędził w czyśćcu, wiec przyjmij taką możliwość, że człowiek, który nie mieści ci się w sercu, JUŻ JEST W NIEBIE. Wyobraź to sobie, nawet ci pomogę, zobacz: Jaruzelski, Bartoszewski i Mazowiecki z aureolą nad głową. Święci. I co Ty na to? Co czujesz? Radujesz się czy strzelasz focha jak starszy syn w przypowieści o Miłosiernym Ojcu?

– Jeśli czyjaś prawdopodobna świętość oburza chrześcijanina, to na jego miejscu martwiłabym się o własną. Bo w Niebie jest miejsce tylko na miłość – dodaje nieco prowokacyjnie publicystka.

Bóg zawsze daje szansę. Człowiek nie
Sprawa jest jednak dość delikatna, bo jak dopełnić tych wszystkich ewangelicznych zasad o miłowaniu nieprzyjaciół czy przebaczaniu albo po prostu, zachować się jak przyzwoity, kulturalny człowiek, mając jednocześnie w pamięci kontrowersje związane z tymi osobami za życia?

Jak zachować całkowity spokój, mając świadomość, że człowiek, który za życia nie został osądzony, teraz w glorii chwały spoczywa na Powązkach, a jego pogrzeb odbywa się z udziałem władz publicznych, z czcią i estymą godną prawdziwie zasłużonych Ojczyźnie bohaterów?

Nie jest to proste, ale wydaje się, że pomiędzy powiedzeniem prawdy o złu wyrządzonym przez człowieka, a wygwizdywaniem jego trumny zmierzającej do miejsca wiecznego spoczynku jest spora różnica, a jednocześnie przestrzeń do zagospodarowania na bardziej cywilizowane reakcje.

Białobrzeska radzi, by przyjrzeć się swoim intencjom. – Oczywiście mamy żyć w prawdzie. Nie ma co wymazywać z życiorysów brudów. Poza tym, kto jest bez grzechu jest kłamcą, wiec nie powinno nas to gorszyć. Pytanie po co, w jakim celu i w jaki sposób mówimy o grzechach innych? Po to by się pastwić, by siebie samego wybielić na tle innych, by zgnieść człowieka czy może ku przestrodze albo dla merytorycznej dyskusji? – pyta.

A ks. Wojciech Pełka proponuje, by czerpać inspirację z Ewangelii.
Ks. Wojciech P. Pełka

Dobry Łotr jest przykładem dla ludzi wierzących, że dla Boga nawet ostatnia chwila życia może być tą najważniejszą i kluczową. Bóg daje szansę człowiekowi, Człowiek człowiekowi już niekoniecznie.

Napisz do autorki: marta.brzezinska@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYWIAD 0 0Aktor, któremu na bank się udało. Lech Dyblik o tym, jak odbić się od dna i... ganiać Johna Malkovicha
0 0Smutni 30- i 40-letni. Wyniki światowych badań dają do myślenia
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta