
Z pozoru Ministerstwo Sprawiedliwości to jeden z najmniej rzucających się w oczy resortów, stojący nieco na skraju wielkich politycznych burz. Odstępstwem o tego były tylko czasy Jarosława Gowina, który na fotelu ministra sprawiedliwości próbował zyskać popularność większą od premiera. Dlaczego więc w historii III RP tylko jednej osobie udało się przetrwać w gmachu przy Al. Ujazdowskich dłużej niż dwa lata, a byli i tacy, którzy kończyli swoją kadencję już po kilku tygodniach?
Grabarczyk i jego poprzednicy. Dziesiątki poprzedników... Jeżeli ktoś zostaje w Polsce ministrem sprawiedliwości, nie powinien przywiązywać się do tego stanowiska na dłużej niż okres około roku i dwóch miesięcy. Mniej więcej tyle czasu na czele Ministerstwa Sprawiedliwości spędzali dotychczasowi jego szefowie. Przez niespełna 26 lat historii III RP funkcję tę sprawowały aż 22 osoby, a po dymisji Cezarego Grabarczyka czekamy na nazwisko kolejnego ministra sprawiedliwości w krótkiej historii polskiej demokracji pisanej od 1989 roku.
Tylko jedna osoba zabawiła na tym fotelu dłużej. – Żaden minister nie przetrwał czteroletniej kadencji. Najdłużej była nim Hanna Suchocka, bo prawie trzy lata – przypominał w czwartkowy poranek były minister sprawiedliwości prof. Zbigniew Ćwiąkalski w rozmowie z Krzysztofem Majakiem w "Bez autoryzacji". W historii resortu byli jednak i tacy, jak Wiesław Chrzanowski, Jan Piątkowski, Stanisław Iwanicki, Marek Sadowski i Andrzej Czuma, którzy kierowali nim jedynie przez kilka miesięcy. Zbigniew Ziobro drugą kadencję w gmachu przy Al. Ujazdowskich sprawował zaledwie przez... kilka tygodni.

Jak komentuje w rozmowie z naTemat były poseł i ceniony wykładowca akademicki prof. Marian Filar, wszystkie te roszady miały znaczący wpływ na obniżenie jakości polskiego prawa i sprawności działania organów podległych Ministerstwu Sprawiedliwości. – Jest tam wciąż bardzo gorąco, a tymczasem to ministerstwo, które odpowiada za sprawy najbardziej istotne nie tylko z punktu widzenia państwa, ale każdego ze zwykłych obywateli. Jednocześnie fakt, iż właściwie każda ze spraw, którymi zajmuje się minister sprawiedliwości jest niezwykle istotna, powoduje, iż pojawiają się polityczne zawirowania wokół niego – stwierdza.
Karuzela stanowisk wyrzuca w niebyt
prof. Zbigniew Ćwiąkalski
były minister sprawiedliwości
Zacytowany powyżej prof. Zbigniew Ćwiąkalski zaryzykował przyjęcie teki pierwszego ministra sprawiedliwości w rządzie Platformy Obywatelskiej listopadzie 2007 roku. Od tego czasu PO miała ich już sześciu, a wiadomo, że na tym nie koniec. Wcześniej żadna inna ekipa rządząca nie dała okazji do wzbogacenia życiorysu o epizod na fotelu szefa resortu sprawiedliwości aż tylu osobom.
Rzeczniczka rządu Małgorzata Kidawa-Błońska zapowiedziała, że ze znalezieniem kolejnego chętnego premier Ewa Kopacz nie powinna mieć większego problemu. To naprawdę dziwne, bo nowy minister sporo zaryzykuje. Historie byłych szefów Ministerstwa Sprawiedliwości w rządzie Platformy nie sugerują bowiem, iż taka nominacja to trampolina do kariery. Zwiastuje ona raczej odesłanie w niebyt lub spore kłopoty.

O Andrzeju Czumie zupełnie już zapomniano, Jarosław Gowin stał się "słupem" dla Jarosława Kaczyńskiego i trudno jego sytuację nazwać politycznym awansem. Po dymisji Marka Biernackiego również spekulowano o jego odejściu z PO, ale ostatecznie zdecydował się na wycofanie na konserwatywne tyły partii. Jeżeli te nie wypchną go dziś z powrotem do ministerstwa, szybko może nie odzyskać wpływów. Cezary Grabarczyk prawdopodobnie jest skończony politycznie na długi czas.
Relatywnie najlepiej skończyli prof. Zbigniew Ćwiąkalski i Krzysztof Kwiatkowski. Ten pierwszy po odejściu z ministerstwa wrócił do pracy na uczelni i wykonywana zawodu adwokata. Drugi wykonał zaskakujący wielu ruch i zamienił rząd Donalda Tuska na Najwyższą Izbę Kontroli. I od tego czasu wielokrotnie naciskał rządowi na odcisk, ujawniając wyniki kontroli często kompromitujące działania jego byłych kolegów z Rady Ministrów.
"Bo sprawiedliwość musi być po naszej stronie..." W ocenie prof. Mariana Filara, w ostatnich latach spory wpływ na taką, a nie inną kondycję Ministerstwa Sprawiedliwości miała niezwykle zaciekła i agresywna walka pomiędzy najbardziej wpływowymi ugrupowaniami, w którą szefa tego resortu prędzej czy później zaciągano.

prof. Marian Filar
były poseł, prawnik
– Do poważnego rozpatrzenia przez premier Ewę Kopacz jest możliwość oddania dziś Ministerstwa Sprawiedliwości w ręce kogoś wywodzącego się przede wszystkim ze środowiska akademickiego. Nie powinniśmy wykluczać takiej możliwości. Wiadomo, że nie da się znaleźć odpowiedniego kandydata nie mającego żadnych związków z polityką. Najważniejsze jest jednak to, by fascynacja byciem politykiem nie przesłaniała mu tego, co musi widzieć jako prawnik – apeluje prof. Filar.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
