
Po tym jak kolejni politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej dystansowali się od kandydatury Magdaleny Ogórek na prezydenta, przyszła pora na zwarcie szeregów. Na ostatniej prostej w kampanii, partia Millera stanie murem za kandydatką "niezależną", chociaż wielu polityków SLD zrobi to z zaciśniętymi ustami.
REKLAMA
Ogórek osamotniona
Projekt wystawienia szerzej nieznanej kandydatki miał być strzałem w dziesiątkę i sposobem na odświeżenie wizerunku SLD. Zamiast celnego strzału, Leszek Miller pewnie już czuje, że uderzył raczej kulą w płot. W międzyczasie okazało się, że kandydatka zerwała się z lewicowej smyczy i ani myśli tańczyć, jak jej zagrają. Magdalena Ogórek na każdym kroku podkreśla swoją niezależność, a im więcej na lewicy pojawia się głosów krytyki, tym uparciej to robi.
Projekt wystawienia szerzej nieznanej kandydatki miał być strzałem w dziesiątkę i sposobem na odświeżenie wizerunku SLD. Zamiast celnego strzału, Leszek Miller pewnie już czuje, że uderzył raczej kulą w płot. W międzyczasie okazało się, że kandydatka zerwała się z lewicowej smyczy i ani myśli tańczyć, jak jej zagrają. Magdalena Ogórek na każdym kroku podkreśla swoją niezależność, a im więcej na lewicy pojawia się głosów krytyki, tym uparciej to robi.
Najbardziej specjalistce od kościoła oficjalnie oberwało się od Joanny Senyszyn, Ryszarda Kalisza i Krzysztofa Gawkowskiego, którzy bez ogródek zarzucali kandydatce SLD koniunkturalizm, chęć zrobienia z kampanii trampoliny do kariery i furtki otwierającej drogę na salony. I chociaż Kalisz nie jest już członkiem SLD, to jego głos na lewicy jest nadal mocno słyszalny. Lista niezadowolonych jest jednak znacznie dłuższa, a w kuluarach głośno mówi się o tym, że Miller forsując taką kandydaturę, wbił gwóźdź do politycznej trumny Sojuszu.
Mobilizacja na finiszu
Już raz Leszek Miller dyscyplinował swoją "trzódkę" w sprawie podejścia do kandydatury Magdaleny Ogórek. Na jednej z konferencji zasugerował, że jeśli partia nie okaże jej wsparcia, on odwdzięczy się przy układaniu list w nadchodzących wyborach parlamentarnych, a ci, którzy otwarcie będą krytykować jego decyzję, wylądują poza burtą.
Już raz Leszek Miller dyscyplinował swoją "trzódkę" w sprawie podejścia do kandydatury Magdaleny Ogórek. Na jednej z konferencji zasugerował, że jeśli partia nie okaże jej wsparcia, on odwdzięczy się przy układaniu list w nadchodzących wyborach parlamentarnych, a ci, którzy otwarcie będą krytykować jego decyzję, wylądują poza burtą.
Wtedy widmo nie załapania się na listy wyborcze na chwilę przemówiło do wyobraźni polityków Sojuszu, ale szybko zapomnieli o entuzjazmie dla kandydatury Ogórek, spisując kampanię na straty.
Leszek Miller się jednak nie poddaje, może robi dobrą minę do złej gry, a może po raz kolejny odzywa się w nim polityczny fighter. W przededniu wyborów chce przystąpić do ofensywy na wszystkich frontach.
W nadchodzących dniach zobaczymy nowy spot wyborczy, w którym prominentni politycy wyrażają poparacie dla Ogórek, co świadczy o tym, że Miler ma jeszcze w Sojuszu trochę do powiedzenia. Posłowie z kolei zorganizują konferencję prasową, a sam Leszek Miller pojedzie walczyć o głosy w teren. Kandydatka na prezydenta też nie ma zamiaru zwalniać - będzie kontynuować spotkania z wyborcami i przypuści wyczekiwany od początku kampanii, szturm na stacje telewizyjne.
Szkoda, że wcześniej w szeregach SLD nie było tyle zapału, a ostatecznie kandydatura Magdaleny Ogórek nie jest niczym więcej, tylko szalonym eksperymentem lidera, którego zbytnia pewność siebie, tym razem wywiodła go prosto na manowce, daleko od Pałacu Prezydenckiego.
Napisz do autorki: dominika.majewska@natemat.pl
