Zwrócenie się o pomoc do Państwowej Inspekcji Pracy to dobry pomysł nawet jeśli nie możemy odzyskać pieniędzy zarobionych "na czarno".
Zwrócenie się o pomoc do Państwowej Inspekcji Pracy to dobry pomysł nawet jeśli nie możemy odzyskać pieniędzy zarobionych "na czarno". Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

Jeżeli szef uporczywie nie płaci pensji, trzeba wziąć sprawiedliwość we własne ręce? Tak zdarza się myśleć niektórym pokrzywdzonym przez nieuczciwych szefów Polakom, dla których pracowniczy samosąd kończy się jednak tylko większymi problemami. Tymczasem warto pamiętać, że w walce o ciężko zarobione pieniądze raczej nigdy nie zostaniemy sami, a prawo stoi po naszej stronie. Nawet, gdy pracujemy na "śmieciówce", czy "na czarno".

REKLAMA
W weekend donosiliśmy o przypadku dwóch budowlańców, którzy znaleźli się w gronie setek tysięcy Polaków, którym pracodawcy nie płacą za pracę. Ta dwójka uznała akurat, że sprawiedliwości może dochodzić od byłego już szefa tylko na własną rękę. W drodze samosądu 22-latek i 29-latek z Lublina zabrali z firmy w której pracowali sprzęt. Kradzieży dokonali na kwotę ok. 4 tys. zł, choć łącznie były pracodawca winien im był jedynie po 1200 zł. Obiecali przy tym, że sprzęt zwrócą jeśli dostaną zaległe wypłaty.
Na samosądzie jednak tylko stracili, bo okradziony i szantażowany przedsiębiorca zgłosił się na policję. Ta zatrzymała pokrzywdzonych pracowników, którzy zamienili się w przestępców, bo w walce o pensje zastosowali metodę szantażu. Szybko wykazali skruchę i sami zawnioskowali o wymierzenie im kary grzywny w wysokości 1400 zł, a także kary pozbawienia wolności na półtora roku w zawieszenia na lat pięć.
Czy jednak ta historia potwierdza, że w Polsce chronieni są tylko nieuczciwi przedsiębiorcy, a państwo karze tych, po stronie których sprawiedliwość powinna stać w ewidentny sposób? Niekoniecznie. Dlatego przypominamy kilka o wiele bezpieczniejszych sposobów na walkę o zaległe pieniądze. Bo umiejętnie wykorzystane prawo będzie lepsze od samosądu. Nawet w najtrudniejszych sytuacjach, takich jak dochodzenie swego po wykonaniu pracy na podstawie tzw. umów śmieciowych, czy pracy na czarno.

1. Jak odzyskać zaległą pensję zarobioną na umowie o pracę?

Jeżeli problemy z płynnym uzyskiwaniem wynagrodzenia pojawiają się w przypadku zmniejszającego się z roku na rok grona szczęśliwców zatrudnionych na podstawie umowy o pracę, sprawa teoretycznie jest prosta. Co nie oznacza, że "etatowcom" zaległe pieniądze uda się odzyskać najszybciej.
Walkę o pieniądze najlepiej wówczas zacząć od zgłoszenia swojego przypadku Państwowej Inspekcji Pracy. Jej inspektorzy zainicjują odpowiednie postępowanie, którego pierwszym ważnym elementem będzie wezwanie pracodawcy do zapłaty. Jeśli mowa o jednym z "dzikich kapitalistów", którzy pensji nie wypłacają na czas tylko ze względu na cwaniactwo, już sam ten krok może poskutkować. Jeżeli szef i wówczas będzie ociągał się z wypłatą, czeka go wydatek związany nie tylko z uregulowaniem zaległej pensji, ale i z opłaceniem nałożonej przez PIP grzywny.
Kolejnym etapem jest już postępowanie egzekucyjne. Jeżeli firma jest w niezłej kondycji finansowej, na tym etapie powinny zakończyć się problemy z odzyskaniem pieniędzy, na które ciężko pracowaliśmy. Gorzej, jeśli inspektorskie kary tylko pogarszają problemy przedsiębiorstwa z płynnością finansową, które są typowymi przyczynami niewypłacalności polskich przedsiębiorców wobec pracowników.
W przypadku, gdy mowa o firmie na skraju bankructwa, pensji możemy doczekać się dopiero o wielomiesięcznym przypatrywaniu się postępowaniu upadłościowemu. W nim czekający wciąż na wypłaty pracownicy będą w gronie innych wierzycieli, których roszczenia syndyk będzie zaspokajał w miarę możliwości z mienia przedsiębiorstwa. W takich przypadkach realne szanse na odzyskanie pieniędzy wchodzą w grę jednak raczej tylko, jeśli pracowaliśmy w jednej z choćby średnich spółek. Bankructwo małej firmy może nadziei na odzyskanie pieniędzy nie dać.
Warto dodać, że alternatywną drogą walki o zaległą pensję jest złożenie wniosku do sądu pracy. Przed wymiarem sprawiedliwości spór może jednak toczyć się znacznie dłużej niż ten prowadzony ze wsparciem PIP. Jak w przypadku każdego postępowania sądowego, jest to też opcja dla tych, których stać na dobrego prawnika lub mają szansę uzyskać profesjonalną pomoc bezpłatnie. Ta droga oddala też szansę na to, że pracodawca "pęknie" już przy inspektorskim wezwaniu do zapłaty.

2. Jak wywalczyć na pieniądze zarobione na "śmieciówce"?

Choć brzmi to kuriozalnie, w świetle prawa miliony Polaków pracujących na umowach cywilno-prawnych nie są pracownikami. Ten status i wszelka wynikająca z niego prawna ochrona zarezerwowane są tylko dla osób zatrudnionych na podstawie umowy o pracę. Grubo mylą się jednak wszyscy ci, którzy sądzą, że położenie zatrudnionego na tzw. "śmieciówce" zależy tylko i wyłącznie od dobrej lub złej woli jego szefa.
W przypadku problemów z otrzymaniem wynagrodzenia sytuacja Polaków pracujących na podstawie umowy o dzieło, umowy zlecenia itp. w niektórych przypadkach może okazać się nawet nieco lepsza niż "etatowców". Oni mogą dochodzić sprawiedliwości poprzez wysłanie osobie dla której pracowali wezwania do zapłaty. Jeżeli pismo pozostanie bez odpowiedzi, po upływie wyznaczonego terminu, łatwo (i jak rzadko w polskich sądach, szybko) uzyskamy w sądzie nakaz zapłaty. Jeżeli i wówczas nasz dłużnik będzie się ociągał, mamy otwartą drogę do egzekucji, w której ostatecznie pomóc może nam komornik.
To w wielu przypadkach może okazać się sposobem najbardziej skutecznym i relatywnie najszybszym. Warto jednak pamiętać, że w przypadku tych osób, wobec których zatrudnienie na podstawie umowy cywilno-prawnej zostało zastosowane w klasyczny "śmieciowy" sposób, czyli dla zmniejszenia kosztów po stronie pracodawcy, można zastosować ścieżkę opisaną powyżej w przypadku zatrudnionych na podstawie umowy o pracę.
Zgłoszenie się do PIP w takim przypadku będzie jednak wiązało się z wszczęciem postępowania sądowego mającego na celu ustalenie zaistnienia stosunku pracy. Jeżeli treść naszej umowy lub zeznania świadków potwierdzają, iż pracowaliśmy wykonując określone zadania na rzecz i pod kierownictwem przełożonego, dodatkowo w wyznaczonym przez niego czasie i miejscu, szef zobowiązał się do dostarczenia pracy i wynagradzania za nią, to "umowa o działo", czy "umowa zalecenia" w tytule podpisanego przez nas dokumentu nie ma znaczenia. Dla prawa pracowaliśmy na podstawie stosunku pracy tak, jak posiadacze oficjalnych etatów. Osobom w takiej sytuacji PIP powinien pomóc uzyskać zarówno odpowiednie orzeczenie sądowe, jak i w odzyskaniu zaległej pensji.

3. Zarobione "na czarno" i nie wypłacone, czyli stracone?

Różne statystyki z ostatnich lat wskazują, że bez żadnej umowy zarabia na życie w Polsce od 18 do nawet 25 proc. pracujących. Przyjmując takie reguły współpracy z szefami sami odbierają oni sobie szansę na choćby minimalną ochronę i ryzykują, że pensję stracą przez zwykłe "widzi mi się" zatrudniającego "na czarno" przedsiębiorcy.
Jeśli jednak ten zalega pracownikowi sporą sumę, także pracując na czarno warto rozważyć udanie się po pomoc do odpowiednich organów. I w tym przypadku będą to Państwowa Inspekcja Pracy oraz sąd. Problem tylko w tym, iż w przypadku pracujących na czarno do tego grona dołączą jeszcze inni urzędnicy. Ci z organów skarbowych, których zainteresuje fakt, iż dochodów z pracy "na czarno" nie odprowadzaliśmy zapewne należnego podatku. Jeżeli zostanie uruchomiona machina ustalająca istnienie stosunku pracy i walcząca o zaległą pensję, fiskus może sprawić, że będzie to wiązało się tylko z wydatkami większymi niż pieniądze, których nie chciał wypłacić pracodawca. W grę wchodzi wysoki mandat i podatek ustalony na poziomie 75 proc.
I w takiej sytuacji jest jednak szansa. To okazanie tzw. czynnego żalu. Mając w planach walkę o ustalenie istnienia stosunku pracy u pracodawcy, u którego zarabialiśmy "na czarno" wcześniej powinniśmy więc wcześniej sami zgłosić się od właściwego Urzędu Skarbowego, zapłacić kilkuset złotową karę, oraz należy podatek i dopiero wówczas udać się do PIP. Jeżeli zaległe pensje to znacznie wyższe sumy niż "inwestycja" w podatek, gra jest warta świeczki.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl