Carly Fiorina nigdy wcześniej nie zajmowała się polityką. Jej dotychczasowe próby kończyły się fiaskiem
Carly Fiorina nigdy wcześniej nie zajmowała się polityką. Jej dotychczasowe próby kończyły się fiaskiem Fot. Shutterstock

Carly Fiorina będzie ubiegać się o nominację Partii Republikańskiej. Jest pierwszą kobietą w historii USA, która – jako były dyrektor generalny wielkiej firmy – zdecydowała się na taki krok. Już dziś widać, że w kampanii nie będzie przebierać w słowach. Na swojej demokratycznej rywalce Hillary Clinton nie zostawia suchej nitki.

REKLAMA
Fiorina ma 60 lat, jest zagorzałą konserwatystką, przeciwniczką aborcji i wielką znawczynią gospodarki. Tak przynajmniej sama o sobie mówi. Nigdy nie zajmowała żadnego stanowiska na szczeblach władzy, nie ma politycznego zaplecza i teoretycznie nigdy nie miała olbrzymiego wsparcia Republikanów.
Przed laty zaliczała się za to do najpotężniejszych kobiet w USA. To jej twarz znalazła się w 1998 roku na okładce magazynu „Fortune”, w którym po raz pierwszy zamieszczono notowanie listy 20 najbardziej wpływowych kobiet Stanów Zjednoczonych.
– Ona nie ma najmniejszych szans, bo zupełnie nie jest znana jako polityk. Niczym pani Ogórek w Polsce. Swoją drogą to pocieszające, że takie kandydatury nie są tylko naszą specjalnością – ocenia prof. Zbigniew Lewicki, amerykanista z Uniwersytetu Warszawskiego.
logo
Wyścig do Białego Domu dopiero powoli się rozkręca Fot. Shutterstock
Ważne, by o niej mówili
Carly Fiorina już tryska ogromną pewnością siebie. Uważa, że jest najlepszą kandydatką na prezydenta, bo zna zasady funkcjonowania gospodarki, wie, jak podejmować ważne decyzje i prowadzić trudne, biznesowe rozmowy.
„Zaczynała jako sekretarka w małej firmie zajmującej się nieruchomościami. Pisała na maszynie, przekładała papiery, odbierała telefon” – to pierwsze słowa na jej stronie internetowej. Nie wspomniano o tym, że w 2005 roku Fiorina została usunięta ze stanowiska po tym, jak doprowadziła do połączenia HP z firmą Compaq, a pracę straciło wówczas około 17 tysięcy ludzi.
Kandydatka pisze za to, że po 15 latach ciężkiej pracy przyszedł czas na oddawanie. Od tamtej pory zajęła się kierowaniem organizacjami charytatywnymi. Teoretycznie można uznać za naturalne, że potem przyszedł czas na prezydenturę.
prof. Zbigniew Lewicki

– Co jej szkodzi ubiegać się o nominację Republikanów? Przez jakiś czas będą o niej mówić. To dobra autoreklama i sposób na zwiększenie rozpoznawalności swojego nazwiska. Na zasadzie, wszystko jedno, czy mówią dobrze, czy źle, byle nazwiska nie przekręcili. Być może ma jakiś cel, np. biznesowy i jeszcze większa rozpoznawalność może jej się przydać.

Tajna broń Republikanów?
Rzeczywiście, jak podaje „New York Times”, dziwnym zbiegiem okoliczności decyzja Fioriny o udziale w wyścigu o republikańską nominację zbiegła się w czasie z publikacją książki jej autorstwa pt. „Rising the Challenge: My Leadership Journey”. Publikacja traktuje o jej karierze biznesowej - od pracy na stanowisku sekretarki aż na szczyt Hewlett Packarda. Zysk ze sprzedaży książki Fiorina zamierza przeznaczyć na cele charytatywne.
Jak piszą amerykańskie media, w praktyce może się jednak okazać, że kandydatka stanie się wielką bronią Republikanów. Miałaby odegrać niebagatelną rolę w dyskredytowaniu głównej kandydatki Demokratów Hillary Clinton. Jak kiedyś napisał „Time”, nie ma bowiem bardziej skutecznego sposobu na skrytykowanie kobiety, niż zatrudnienie drugiej, która tę krytykę wypowie.
Czeka nas damski pojedynek?
W mediach już pojawia się określenie „wojna kobiet”. Tym bardziej, że Fiorina jeszcze nie zaczęła kampanii, a już widać, że jadu jej nie brakuje. – „Nie sądzę by ten kraj wytrzymał cztery lata prezydentury Clinton” – mówiła ostatnio przeciwniczka kandydatki Demokratów. – „Tak, jak Clinton, pokonałam setki tysięcy kilometrów podróżując dookoła globu. Ale w przeciwieństwie do niej coś udało mi się osiągnąć. Pani Clinton, latanie jest czynnością, a nie osiągnięciem” – dodała była szefowa HP.
logo
Była sekretarz stanu USA i żona ex-prezydenta Billa Clintona jest zaciekłym wrogiem Fioriny Fot. Shutterstock
Będzie walczyć ze zwolennikami aborcji
Fiorina wyróżnia się nie tylko językiem. Dawno w USA nie było takiego kandydata, który tak ostro i emocjonalnie wypowiadałby się w kwestii ruchu pro-life i aborcji. Przeciwniczka Clinton twierdzi, że tak została wychowana. Ale, jak opowiedziała „Breitbart News”, kilka zdarzeń miało decydujący wpływ na jej przekonania.
– Towarzyszyłam mojej przyjaciółce podczas zabiegu aborcji i widziałam, co ten zabieg z nią zrobił – mówiła. Również jej teściowa była zachęcana do dokonania aborcji. – Kiedy poznałam mojego męża dowiedziałam się, że jego matka miała usunąć ciążę z nim – zdradziła.
Czas na zmiany u Republikanów
Carla Fiorina ma na swoim koncie jedynie nieudany start w wyborach do Senatu. Próbowała w 2010 roku w Kalifornii. Bezskutecznie. Ale wyścig prezydencki w USA dopiero się rozkręca. – Republikanie rzeczywiście powinni znaleźć kogoś niestandardowego. Jeśli po stronie Demokratów raz nominują osobę czarnoskórą, raz kobietę, a po stronie Republikanów ciągle wybierani są starsi panowie, to nie jest to dobry pomysł na zwycięstwo w 21 wieku. Musi to być jednak ktoś rozpoznawalny, z doświadczeniem i z jakąś historią polityczną – przekonuje prof. Lewicki.

napisz do autora: katarzyna.zuchowicz@natemat.pl