
W ciągu ostatnich dziesięciu lat mieliśmy do czynienia z co najmniej dziesiątką głośnych spraw, w których odsuwano od pracy prokuratorów polujących na czołowych urzędników lub polityków w kraju.
REKLAMA
Pretekstem do przygotowania takiego zestawienia stała się niedawna sprawa Krzysztofa Drygasa z Ostrowa Wielkopolskiego. To prokurator, który rozważał postawienie zarzutów zdymisjonowanemu niedawno szefowi resortu sprawiedliwości Cezaremu Grabarczykowi. Tuż po tym jak Drygas zarządził przeszukanie biura poselskiego Grabarczyka, odsunięto go od sprawy.
Rzecznik Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk przekonuje, że takie sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko ale dziennikarze „Rzeczpospolitej” doliczyli się przynajmniej dziesięciu podobnych przypadków. Wszystkie miały mieć miejsce w ciągu minionej dekady.
I tak na przykład w 2011 r. w postępowaniu dotyczącym umorzenia podatków Rafinerii Trzebinia, zarzuty miał usłyszeć ówczesny wiceminister finansów. Miał, ale nie usłyszał, bo prowadzący śledztwo prokurator został odsunięty od sprawy dlatego, że „źle ocenił materiał dowodowy”.
W tym samym roku w podobnych okolicznościach śledztwo stracił prokurator Andrzej Piaseczny, który chciał postawić zarzut paserstwa ówczesnemu szefowi ABW.
– Wiele innych takich spraw mogło pozostać nienagłośnionych – komentuje „Rzeczpospolita”. Gazeta zaznacza jednocześnie, że w Polsce prawo chroniące niezależność śledczych często jest jedynie fikcją.
Z kolei z przedstawionego kilka tygodni temu sprawozdania za 2014 rok przedstawionego przez Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremta wynika, że w ubiegłym roku prokuratorzy prowadzili śledztwa dłużej, ale za to byli skuteczniejsi w skazywaniu oskarżonych.
W 2014 roku prokuratura prowadziła o 82 tysiące spraw mniej, niż w roku poprzednim. To efekt ogólnego spadku przestępczości, ale także zmian w przepisach – jazda na rowerze po pijanemu to teraz wykroczenie, a wartość skradzionych rzeczy musi być większa, aby uznać czyn za przestępstwo.
Prokuratura stosowała też mniej tymczasowych aresztów, za których nadużywanie w czasie rządów SLD i PiS Polska była piętnowana przez Trybunał w Strasburgu. W 2014 roku prokuratorzy żądali 18,8 tysiąca aresztów (o 575 mniej niż rok wcześniej), zaś sądy zgodziły się na 17,2 tysięcy. Większość z nich (68,5 proc.) trwała krócej, niż trzy miesiące.
Raport Seremeta obnaża jednak pewne słabości w pracy prokuratorów – wydłużył się na przykład czas prowadzenia spraw. Tych, które trwają do pięciu lat jest aż o 85 więcej, niż w 2013 roku.
Źródło: „Rzeczpospolita”
