
Gdy eksperci spierają się o to, czym będzie kolejne "Next Big Thing", które – tak, jak Facebook czy smartfony – zrewolucjonizuje nasze życie, najczęściej wymieniane technologie to Internet Rzeczy oraz wirtualna rzeczywistość. Pomijając pomysły jeszcze zbyt abstrakcyjne, by znaleźć realne zastosowanie (jak tanie loty w kosmos), na rynku powoli kształtuje się grupa gigantów technologicznych, która koncepty z pogranicza SF jest wstanie wprowadzić do życia milionów ludzi.
REKLAMA
I trudno nie zauważyć, że mimo silnej konkurencji w postaci Apple, na prowadzenie wysuwa się Samsung.
Po co nam rozwój?
Technologia ma za zadanie przede wszystkim: ułatwiać-nam-życie. Widać, że urządzenia koreańskiego giganta to efekty realizowania spójnej strategii – nie chodzi tylko o wprowadzanie kolejnych gadżetów, a raczej zmianę myślenia o tym, jak w przyszłości będzie wyglądać rozrywka, praca czy spędzanie wolnego czasu. Kto rozumie to już dziś, może być pewny, że będzie rozdawał karty jutro.
Technologia ma za zadanie przede wszystkim: ułatwiać-nam-życie. Widać, że urządzenia koreańskiego giganta to efekty realizowania spójnej strategii – nie chodzi tylko o wprowadzanie kolejnych gadżetów, a raczej zmianę myślenia o tym, jak w przyszłości będzie wyglądać rozrywka, praca czy spędzanie wolnego czasu. Kto rozumie to już dziś, może być pewny, że będzie rozdawał karty jutro.
SAMSUNG S6 EDGE
Ze swoim najnowszym flagowcem Samsung wszedł na rynek smartfonów, miażdżąc swoją pośrednią i bezpośrednią konkurencję. Zamiast oferować "w miarę użyteczny" sprzęt, daje swoim użytkownikom o wiele więcej, niż mogliby oni oczekiwać.
Choć sieć momentalnie obrodziła w recenzje porównawcze Galaxy S6 w wersji podstawowej Flat oraz w wersji Edge z zakrzywionym ekranem do iPhone 6 i 6 Plus, najrozsądniej będzie przyjrzeć się faktom i twardym liczbom.
Procesor "Es Szóstki" to 8-rdzeniowa rakieta taktowana zegarem 2.1GHz, podczas gdy u Apple'a to zaledwie dwa rdzenie, każdy po 1.4 GHz. 16 milionów pikseli w porównaniu do 8 megapikseli iPhone'a, wbudowana optyczna stabilizacja obrazu, ponad 3,5-krotnie wyższa rozdzielczość, do tego odporne na uszkodzenia szkło, bezprzewodowe ładowanie i bateria, która po 10 minutach w specjalnej stacji albo pod kablem pozwala korzystać z telefonu przez następne 4 godziny - jeśli więc kierujemy się praktycznością, użytecznością oraz oryginalnością (samsungowe szkło, stal i zakrzywiony ekran w jednym to po prostu coś, czego wcześniej nie było), wybór najlepszego jest... prosty.
Zresztą, kwestia designu jest szczególnie ciekawa - w najnowszym modelu Samsunga praktycznie nie występują tworzywa sztuczne, a skomponowanie całości ze szkła i metalu robi piorunujące wrażenie. Ale oczywiście każdy klub ma swoich fanów - to ważne, by zrozumieć, że Samsung nie ma ambicji zrobienia najlepszego smartfona na rynku; a przynajmniej, nie tylko.
Podejście Koreańczyków jest szersze - udostępnienie niezwykle rozwiniętego technologicznie urządzenia wyznaczy standardy na kolejne lata. Strategia rozwoju Apple jest problematyczna w ocenie głównie dlatego, że w dużej mierze opiera się na rozwiązaniach marketingowych. Co to znaczy?
Podczas gdy Samsung chce przejmować rynek maksymalnie dopracowanym produktem, koncern Tima Cooka bazuje na tworzeniu historii wokół marki i rozmytego efektu pożądania. Owszem, takie rozwiązanie plasuje Apple na pierwszym miejscu pod względem wyceny, ale nie sprawia, że jako społeczeństwo technologiczne przemy w rozwoju dalej.
Internet Rzeczy
Superwydajne sprzęty są dziś "ślepe" – choć od dawna korzystają z protokołu GPS, nie są w stanie "wyczuć", że właśnie weszliśmy do kuchni albo usadowiliśmy się ze znajomymi przed telewizorem.
Internet Rzeczy ma właśnie dać technologii "oczy". Granice między rzeczywistością realną a wirtualną prędzej czy później ulegną zatarciu. Na placu boju pozostaną zaś te firmy, które zaproponują użytkownikowi rozwiązania całościowe – gdzie telefon, smartwatch, tablet, telewizor, fit-opaska czy nawet lodówka i oświetlenie w domu będą się doskonale uzupełniać.
Oto wizja Internet of Things w perspektywie Samsunga:
Kluczowym "pilotem" jeszcze przez lata najpewniej będzie właśnie smartfon. Wraz z rozwojem rynku rosną jednak wymagania konsumentów - na sklepowych półkach robi się coraz tłoczniej, więc nie ma rady, nawet najwięksi - a może przede wszystkim oni - muszą się wyróżniać.
Z Chaosu Rzeczy uczynić Internet Rzeczy
Samsung składa kolejne elementy układanki sukcesywnie od kilku lat, w efekcie czego dziś mamy już niemal cały, pełny obraz. Powstały przede wszystkim protokoły, normy i zarys ekosystemu, opracowywane są kwestie bezpieczeństwa (choć jak swojego czasu pisał "Wired", zhakowanie lodówki to nie największy problem IoT). Dziś nie ma firmy, która wiedziałaby tyle o funkcjonowaniu Internetu Rzeczy, co Samsung.
Samsung składa kolejne elementy układanki sukcesywnie od kilku lat, w efekcie czego dziś mamy już niemal cały, pełny obraz. Powstały przede wszystkim protokoły, normy i zarys ekosystemu, opracowywane są kwestie bezpieczeństwa (choć jak swojego czasu pisał "Wired", zhakowanie lodówki to nie największy problem IoT). Dziś nie ma firmy, która wiedziałaby tyle o funkcjonowaniu Internetu Rzeczy, co Samsung.
Już teraz można wziąć kilka pozornie niezwiązanych ze sobą rzeczy – na przykład smartwatch, okulary VR, smartfon i np. słuchawki z modułem Bluetooth i – za pomocą SDK Samsunga - napisać na ten zbiór urządzeń aplikację.
Na początku tego roku najważniejsze branżowe portale informowały, że Koreańczycy nie zamierzają zamykać się w swoich laboratoriach R&D (których na całym świecie mają 26, z czego najwięcej, po Korei, znajduje się w Polsce). Zamiast tego proponują całkowicie otwarty ekosystem – tak, by zamki w drzwiach, bramy garażowe czy ekspresy do kawy mówiły tym samym językiem.
By to osiągnąć, jeden z dwóch CEO Samsunga, BK Yoon, zapowiedział przeznaczenie 100 milionów dolarów na inwestycje w startupy chcące rozwijać tę technologię. Trudno mi sobie wyobrazić, by Apple chciał dzielić się swoją gotówką – której ma ponad 140 miliardów dolarów - z maleńkimi podmiotami, tylko po to, by uczynić otoczenie IoT bardziej otwartym.
SUHD TV
Pamiętam, jak wszyscy zachwycali się monitorami LCD – cienkimi, pobierającymi niewiele – w stosunku do znikających z rynku telewizorów CRT – prądu i pierwszymi próbami implementacji SmartTV.
Przyćmiły je tzw. plazmy – i choć pod względem prezentowanego obrazu zdecydowanie przeganiały LCD-ki, były drogie w produkcji i potwornie prądożerne. Samsung w porę zdał sobie sprawę, że ta technologia nie ma przyszłości i wycofał się z dalszego rozwijania tego segmentu.
Ale oczywiście rynek telewizorów jest olbrzymi, daje także spore pole do popisu, jeśli chodzi o stosowanie ciekawych innowacji. Przez kilka lat strasznie kombinowano z 3D, ale zaporowa cena tego typu sprzętów i chyba większa podaż niż popyt sprawiły, że ponownie położono nacisk na wykorzystanie znanych już patentów.
Wkrótce do sklepów trafiły pierwsze matryce SUHD, ale jeszcze doskonalszą jakość obrazu zaczęto oferować w telewizorach typu OLED.
Problem polegał jednak na tym, że ta ostatnia technologia miała generalnie problem z właściwym wyświetlaniem... bieli. Próbowano na różne sposoby ten problem rozwiązać, aż w tym roku Samsung zaprezentował swoją propozycję – SUHD. Jakościowo prezentuje się to na poziomie OLED-ów z tą przewagą, że nie ma problemu z kolorem białym.
W jaki sposób? Dzięki kwantowej kropce.
Z angielskiego Quantum Dot to rodzaj powłoki, stworzonej z nanokryształów, która wykorzystuje niebieskie światło LED-owej diody, w ten sposób precyzyjnie odwzorowując wszystkie barwy. Głębsza czerń, automatycznie sterowany kontrast bazujący i większa jasność obrazu sprawia, że obecnie SUHD jest najbardziej zaawansowanym technologicznie telewizorem na rynku.
Podobnie jak w przypadku Samsunga S6 Edge, tu także zastosowano zakrzywienie ekranu, choć w odwrotnym kierunku. Dzięki temu, ma się nieodparte wrażenie, że jesteśmy "otoczeni" przez akcję na telewizorze, a wszystko prezentuje się żywiej i bardziej realistycznie.
Telewizory produkowane będą w 9 rozmiarach, z największym, liczącym 88 cali. Do sklepów trafią trzy modele z zakrzywionym ekranem: JS9500, JS9000 oraz JS8500. Co ciekawe, podczas przedsprzedaży prowadzonej w marcu, Polska zajęła pierwsze miejsce pod względem liczby sprzedanych sztuk, wyprzedzając choćby takie kraje, jak Wielka Brytania czy Niemcy.
Podczas oficjalnej premiery urządzenia, światowej sławy polski operator Paweł Edelman wyjaśniał, że obraz prezentowany na ekranie SUHD jest bardzo mocno zbliżony do tego, co filmowiec uzyskuje w laboratorium podczas prac postprodukcyjnych.
GEAR VR
O ile Internet Rzeczy zdaje się być rozwiązaniem ważniejszym, bo proponującym usprawnienie życia na wielu płaszczyznach, nic tak nie rozpala wyobraźni, jak wirtualna rzeczywistość (z angielskiego, "Virtual Reality", czyli po prostu - VR). Gdy w zeszłym roku Facebook zapowiedział przejęcie firmy Oculus, której produkt jak do tej pory wydaje się być najkonsekwentniej rozwijanym ze wszystkich tego typu rozwiązań proponowanych na przestrzeni ostatniej dekady, za kwotę ponad 2 miliardów dolarów, wiadomo było, że prawdziwa rewolucja dopiero nas czeka.
Premiera urządzenia jest co jakiś czas przesuwana (według najświeższych informacji, Oculus Rift ujrzy światło dzienne w pierwszym kwartale 2016 r.), Samsung wpadł więc na pomysł, by stworzyć własną propozycję sprzętu umożliwiającego wyświetlanie przestrzennego obrazu. Współpracując z inżynierami Oculusa, stworzono Gear VR - rodzaj gogli, do których doczepia się Samsunga S4 Note. Dzięki temu udało się zaproponować całkiem osiągalną cenę na poziomie 199 dolarów.
Z ostatnich doniesień wynika, że jeszcze w maju możliwy będzie zakup kolejnej wersji urządzenia, dostosowanego rozmiarami do najnowszych flagowców firmy, S6 i S6 Edge. Prócz tego, wprowadzono wygodniejsze mocowanie gogli na głowie oraz zamontowano wiatraczek, który będzie zapobiegał przegrzewaniu się urządzenia.
Do czego można wykorzystać Gear VR? Oczywiście, na myśl przychodzi interaktywna rozrywka. Jak się jednak okazuje, póki co zdecydowana większość projektów wykorzystujących gogle odbywa się w relacji B2B! Nic dziwnego - biznes nie potrzebuje tak rozbudowanego wsparcia i dedykowanej społeczności, co gracze; wymaga jedynie urządzenia, oprogramowania i dobrego pomysłu.
Gear VR wykorzystywany jest więc przez branżę turystyczną (możliwość obejrzenia destynacji wyjazdu na żywo), architektoniczna (szczególnie architektura wnętrz z wizualizacją budowanych obiektów), działy sprzedaży (prototypowanie towarów). Niezwykle interesującą działką zdaje się być e-learning, dający zupełnie nowe możliwości przyswajania wiedzy (ostatnio głośno było o interaktywnej wystawie "Pompeje" na Stadionie Narodowym).
Przykłady można mnożyć. Kurs na pilota albo kierowcę? Symulacje wojskowe trudnych do odtworzenia warunków podczas pokoju? Ćwiczenia z ratownictwa medycznego albo wirtualne podróże po świecie? Pomysły można mnożyć.
To dopiero początek
Wnioski, jakie płyną z powyższych rozważań, są następujące: koncerny technologiczne nie mogą "dotrzymywać kroku" klientom. Muszą być przynajmniej dwie długości przed nimi, po to, by proponować rozwiązania mające usprawnić różne dziedziny życia.
Wnioski, jakie płyną z powyższych rozważań, są następujące: koncerny technologiczne nie mogą "dotrzymywać kroku" klientom. Muszą być przynajmniej dwie długości przed nimi, po to, by proponować rozwiązania mające usprawnić różne dziedziny życia.
To niesie potencjalne ryzyko - szybki rozwój wymaga... jeszcze szybszego rozwoju. Samsung chce udowodnić, że udostępnienie prawdziwie innowacyjnego produktu, takiego jak Galaxy S6 czy Gear VR, nie jest celem ostatecznym. To dopiero początek; wyznaczenie kierunku, w którym zmierzać będą wszyscy liczący się na rynku gracze.
Materiał powstał we współpracy z firmą Samsung.
