
Niemiecki koncern technologiczny miał przekazać jednej z rosyjskich agencji technologię łączności wywiadowczej. Wszystko odbyło się w ramach partnerstwa umownego Siemensa z rosyjską Federalną Agencją Rządowej Łączności i Informacji (FAPSI). O sprawie pisze dziś niemiecki dziennik „Bild am Sonntag”, sprawie przeczy jednak rzecznik koncernu.
REKLAMA
Sprawą zainteresowano się po opublikowanym w piątek (link do) wywiadzie z Edwardem Snowdenem. Na swojej stronie internetowej zamieścił go „Der Spiegel”. Były współpracownik CIA, który uciekł ze Stanów Zjednoczonych po tym jak w 2013 r. opublikował tysiące poufnych dokumentów amerykańskich służb wywiadowczych, stwierdził w nim m.in., że USA uprawiają szpiegostwo gospodarcze. Przyznał też, że doniesienia o współpracy Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) z niemieckim wywiadem potwierdzają te przypuszczenia. NSA miała interesować się takimi firmami jak EADS czy Eurocopter.
Te informacje poniekąd potwierdził wicekanclerz Niemiec Sigmar Gabriel. W rozmowie z mediami stwierdził on, że „został zapewniony przez szefową rządu, iż poza inwigilacją firm EADS i Eurocopter nie ma żadnych przesłanek na szpiegostwo gospodarcze na szerszą skalę".
To nie pierwszy raz, gdy niemieckie media zarzucają rodzimemu wywiadowi szpiegostwo na rzecz USA. Poza kwestiami gospodarczymi mowa także o inwigilacji polityków. Krytyka dotknęła też ministar spraw wewnętrznych Niemiec Thomasa de Maiziere. Zarzuca się mu nie tylko brak reakcji na działania NSA, ale też wprowadzenie w błąd parlamentu.
Sama Angela Merkel broni niemieckiej współpracy z USA przekonując, że jest ona niezbędna wobec zagrożeń, jakie niesie ze sobą międzynarodowy terroryzm.
Kilka miesięcy temu Edward Snowden ujawnił z kolei, że brytyjski wywiad elektroniczny, agencja GCHQ, w 2008 roku przechwycił 70 tys. maili od najważniejszych mediów w USA i w Wielkiej Brytanii, w tym m.in. BBC, "NY Times", "The Guardian". Agencja wpisała dziennikarzy śledczych na listę zagrożeń dla bezpieczeństwa kraju, obok terrorystów i hakerów.
Cała korespondencja miała się znaleźć w rękach GCHQ (Government Communications Headquarters, czyli Centrali Łączności Rządowej) w ramach testu systemu. Wewnątrz organizacji udostępnione zostały e-maile dotyczące pracy redakcyjnej, jak i zwykły, trafiający do skrzynek dziennikarzy spam.
Źródło: „Bild am Sonntag”
