Czy popularni profesorowie to właściwi ludzie do odbudowywania lewicy?
Czy popularni profesorowie to właściwi ludzie do odbudowywania lewicy? Fot . Anna Krasko, Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

To niemożliwe, by w Polsce lewicowe ideały przemawiały jedynie do nieco ponad pół miliona wyborców. Tylko tyle głosów łącznie uciułali jednak Magdalena Ogórek i Janusz Palikot. Tuż po tej kompromitacji do ofensywy przystąpili popularni profesorowie związani z lewicą, którzy podjęli się jej zjednoczenia i odbudowy. Już zarzuca im się jednak, że sami jak na socjalistów zbyt dobrze sytuowani, a do tego nową formację chcą budować na dobrze znanych już działaczach, co może tylko lewicy zaszkodzić.

REKLAMA
Profesorowie w walce o jedność i przeciw nacjonalizmowi
Zaledwie kilka godzin po faktycznym upadku Sojuszu Lewicy Demokratycznej, który przypieczętował zawstydzający wynik popieranej przez to ugrupowanie Magdaleny Ogórek, czworo związanych z lewicą profesorów zawarło porozumienie mające doprowadzić wreszcie do odbudowana tej części polskiej sceny politycznej. "Szczególnym zagrożeniem wydaje się nacjonalistyczny populizm, powiązany z demagogią ekonomiczną i ksenofobią" – grzmieli w swoim manifeście prof. Magdalena Środa, prof. Genowefa Grabowska, prof. Jan Hartman oraz prof. Kazimierz Kik.
To oni szybko postanowili wziąć na siebie ciężar zbudowania na lewicy takiej struktury, będącej znowu będzie jednością i będącej w stanie przekonać do siebie więcej niż tych zaledwie 565 125 osób, które w pierwszej turze wyborów prezydenckich poparły Magdalenę Ogórek i Janusza Palikota. Profesorowie nie wytrzymali już sytuacji, w której obecni liderzy lewicy potrafili ponosić tylko kolejne sromotne klęski.
Oni tylko lewicy zaszkodzą?
Równie szybko co ich "apel o zjednoczenie sił postępowych" pojawiły się jednak w poniedziałek i głosy krytyki. Na wieść o inicjatywie Środy, Grabowskiej, Hartmana i Kika wielu Polaków wysunęło zarzut, że to akurat najmniej odpowiednie osoby do odbudowywania lewicy. Od dawna są bowiem związani z SLD, Twoim Ruchem lub innymi formacjami kojarzonymi dziś raczej z polityczną kompromitacją.
Co więcej, profesorowie przyznali, iż nową lewicową ofertę chcą budować na wypracowaniu zgody między innymi dobrze znanymi twarzami. Ich zdaniem kluczem do sukcesu ma być porozumienie sięgające od Ryszarda Bugaja, przez Grzegorza Napieralskiego i Andrzeja Rozenka po Piotra Ikonowicza.
Grzegorz Napieralski ma być jedną z głównych postaci zjednoczonej lewicy... / Fot. YouTube.com/Gazeta.pl
Gdy coraz więcej Polaków jest uwodzonych przez Pawła Kukiza, który dotąd z polityką miał styczność jedynie poprzez wieloletnie wspieranie swoim wizerunkiem Platformy Obywatelskiej, nic więc dziwnego, że oferta nakreślona wstępnie przez lewicowych profesorów nie rodzi wielkiego entuzjazmu. Co więcej, pojawiają się opinie, iż Środa, Grabowska, Hartman, Kik i spółka odrodzeniu jakiejkolwiek prawdziwej lewicy jedynie zaszkodzą.
Najdobitniej ujął to w swoim poniedziałkowym komentarzu bloger Bogumił Kolmasiak. Zarzucił on profesorom, iż ich oferta jest naznaczona elitaryzmem, nie posiada identyfikacji klasowej i nie zachęca przeciętnych Polaków, budowana jest na politycznych celebrytach, którzy skupią uwagę mediów na swoich filozoficznych wywodach, odbierając głos ludziom lewicowego czynu. No i zarzut najpoważniejszy. Że staną się "SLD-bis".
Sojusz pokiereszowanych. Przez Millera...
To chyba jednak im nie grozi, skoro w rozmowie z naTemat jeden z pomysłodawców nowego lewicowego ruchu, prof. Kazimierz Kik swój komentarz na dobre zaczyna od stwierdzenia, że w projekcie tym jest miejsce dla SLD, ale tylko bez Leszka Millera. – On jest bowiem główną przeszkodą do jednoczenia lewicy i powinien wreszcie zrozumieć swoje błędy. Powinien wiedzieć, że stanowi jedynie przeszkodę. Bo ci wszyscy lewicowi działacze, zmarginalizowani dziś, są pokiereszowani właśnie przez niego. Cała lewica jest pokiereszowana głównie z jego powodu – oburza się profesor.
logo
– Ci wszyscy zmarginalizowani dziś lewicowi działacze są pokiereszowani właśnie przez Leszka Millera. Cała lewica jest przez niego pokiereszowana – oburza się prof. Kazimierz Kik. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Kazimierz Kik zwraca też uwagę, że on i jego koledzy nie mają dziś ochoty zbyt wiele uwagi poświęcać temu, co po polskiej lewicy zostało obecnie w postaci upadłego SLD. Choćby ze względu na fakt, iż politycy tego ugrupowania nawet teraz uparcie próbują bronić swoich partykularnych interesów i kuriozalnej ambicji. – Oni jeszcze przez jakiś czas będą funkcjonowali na zasadzie oblężonej twierdzy, w której walczyć będzie się o utrzymanie przywództwa Leszka Millera i zjednoczenie lewicy pod jego skrzydłami. Ale na to już nie ma zgody – tłumaczy.
Krytykuje wielu, do walki chętnych brak
Profesor przyznaje też, że teoretycy tacy, jak on, Magdalena Środa, Genowefa Grabowska i Jan Hartman nie są tymi, którzy porwą nagle tłumy Polaków. Kazimierz Kik nie ma też złudzeń, że łatwo nie pójdzie to także Grzegorzowi Napieralskiemu, Andrzejowi Rozenkowi, Barbarze Nowackiej i wielu innym mniej znanym działaczom lewicowych ruchów i stowarzyszeń, których profesorowie planują namaścić do walki przed wyborami parlamentarnymi już w najbliższy piątek. – Ale jeśli nie oni, to kto? – pyta wprost. – Przecież jak dotąd nie wiemy nic, tym by byli w Polsce inni ludzie lewicy, którzy chcą dziś działać. Takich na razie nie ma – tłumaczy.
Kazimierz Kik zwraca również uwagę, że plan który współtworzy tylko w chwili obecnej zakłada postawienie na znane twarze. Docelowo nowa oferta ma dać nam znowu lewicowe postulaty gospodarcze, liberalne podejście do spraw światopoglądowych, ale i "narodowy charakter", który kiedyś dawał polskim socjalistom receptę na sukces, a o którym w ostatnich latach zapomniano.
– Ten szeroki ruch musi objąć ludzi dawnej "Solidarności", lewicowych katolików i wyjść poza opłotki postkomunizmu. Polska lewica może i musi powstać z połączenia tych właśnie trzech wielkich nurtów. Można połączyć tylko te dwa pierwsze nurty, bo postkomuniści wreszcie wymrą, ale po co czekać tak długo i pozwolić na zdominowanie Polski przez same ugrupowania prawicowe – stwierdza mój rozmówca.
logo
– To nie jest elektorat, któremu się należą tego rodzaju niespodzianki czy eksperymenty – mówił w "Tomasz Lis na żywo" Aleksander Kwaśniewski o zaproponowaniu wyborcom lewicy kandydatury Magdaleny Ogórek. Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
"Lewica narodowa", albo... poparcie Kukiza
Prof. Kik szczerze przyznaje jednak, iż już pierwsze spotkania i negocjacje, w których miał okazję uczestniczyć nie pozwalają mu złożyć obietnicy, że tym razem lewicę uda się zjednoczyć i odbudować jej siłę przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi. Ambicje części zaangażowanych w ten projekt osób każą im bowiem domagać się utworzenia od razu nowej partii, inni – w tym Kazimierz Kik – twardo stawiają na spokojną ewolucję i skonstruowania jednej listy wyborczej, ale pod egidą ruchu społeczno-politycznego. Wzorowanego nieco na SDRP, a później SLD z czasów renesansu tej formacji z lat 90-tych.
– Jeżeli ten pomysł chybi, wtedy rzeczywiście lepiej już to wszystko rozbić i żyć nadzieją, że to, co powstanie na tych zgliszczach sceny politycznej będzie bliższe tym ludziom, o których zadbać powinna lewica – podsumowuje Kazimierz Kik.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl