
Kiedy przychodzi do rozmowy o pieniądzach, u Polaków pojawiają się mieszane uczucia. Z jednej strony jesteśmy jednym z najciężej pracujących narodów w Europie, z drugiej zaś – mamy problem z zarządzaniem zarobionym kapitałem. O zarobkach niechętnie mówimy, bo „pieniądze lubią ciszę”, a zresztą – „pierwszy milion trzeba ukraść”, nie ma się więc czym chwalić. Czy na pewno? Jaki jest Polak w świecie finansów osobistych?
Pieniądze mogą być narzędziem stygmatyzacji (np. „tak dużych pieniędzy nie sposób zarobić uczciwie”) lub tworzenia stereotypów (np. „pieniądze ma dzięki układom”). Ponadto pieniądze są miarą wartości naszej pracy (stawki godzinowe, pensje), pomagają w wycenie wartości dóbr i usług (ceny), ale są także miarą samego człowieka (np. kody konsumpcyjne emitowane za pomącą marek produktów). To rodzi problem postrzegania pieniędzy przez pryzmat pewnych norm (np. „wielkie pieniądze lubią ciszę”) i swoistej wstydliwości mówienia o pieniądzach – jeśli już, to bardziej w kontekście afer z nimi związanych niż uczciwego i systematycznego pomnażania kapitału.
Trzeba to przyznać otwarcie – oszczędzanie jest wbrew naszemu egoizmowi. Cały czas wpływają na nas rynkowe pokusy, pokazujące, że lepiej skorzystać z gratyfikacji od razu niż odkładać ją w czasie. Problem w tym, że dopóki nie odwrócimy prymatu potrzeb nad ostrożnością i roztropnością ekonomiczną, dopóty będziemi mieli grupy konsumentów o niepewnej przyszłości.
