Ludwik Dorn przyznaje, że sam chciał głosować na PBK, ale zniechęciła go prezydencka zachowawczość.
Ludwik Dorn przyznaje, że sam chciał głosować na PBK, ale zniechęciła go prezydencka zachowawczość. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

– O ile poprzednie partie antyestablishmentowe (Samoobrona, formacje Janusza Korwin-Mikkego, partia Janusza Palikota) też były partiami hejtu, to jednak wiadomo było w imię czego. Mogliśmy się domyślić, czego chcą, a czego nie. Natomiast Kukiz to formuła czystego, wydestylowanego hejtu – mówi były poseł PiS Ludwik Dorn.

REKLAMA
Polityk zwraca uwagę na to, że wśród wyborców Pawła Kukiza znaleźli się przede wszystkim młodzi ludzie. W jego przekonaniu na muzyka zagłosowali przede wszystkim ci, którzy mają poczucie odrzucenia przez system.
– To efekt m.in. boomu edukacyjnego ostatnich 20 lat, kiedy w licznych prywatnych szkołach wyższych milionom młodych ludzi dano za prawdziwe pieniądze fałszywe wykształcenie bardzo niskiej jakości, rozbudzając w nich jednocześnie nadzieje i aspiracje – przekonuje Dorn.
Polityk ocenia też przyczyny porażki, za jaką wielu uważa wynik Bronisława Komorowskiego. Zdaniem Dorna istotna okazała się tu dominująca wśród wyborców chęć zmian. Zaś PBK był w jego przekonaniu jedynym kandydatem, który bronił statusu quo. – Usłyszeliśmy, że będzie to, co było – przypomina Dorn. – Czyli chcemy doskonalić stan daleko posuniętej szczęśliwości, w którym żyjemy. Co gorsza, prezydent powiedział to już na początku kampanii, wytykając, że wszyscy, którzy chcą zmiany, to frustraci. To był jego podstawowy błąd. (…) Szlag mnie trafił, bo naprawdę chciałem go poprzeć. Nie dał mi cienia szansy.
Dorn zauważa przy tym, że to właśnie kategoryczna postawa domagająca się zmian jest podstawowym atutem Kukiza. Choć przyznaje, że istotne jest tu także to, że muzyk jak dotąd nie wszedł w żaden układ z inną siłą polityczną. Przypomina, że to właśnie te czy inne kontakty partyjne stały się początkiem końca innych „antysystemowców” – Leppera, Palikota czy Korwin–Mikkego. – Gdyby Kukiz wszedł w inną konwencję, wtedy przestałby być czystym hejtem – kwituje polityk.
Sam Kukiz zadeklarował wczoraj chęć zorganizowania i poprowadzenia jednej z debat prezydenckich. "Skoro zabiegacie o głosy mojego elektoratu to spotkajcie się z nim! Przyjmijcie zaproszenie do Hali Widowiskowo-Sportowej w Lubinie. To ta sama, w której odbywał sie nasz wieczór wyborczy. Termin do ustalenia. Spotkajcie się z ludźmi, którzy zapytają Was o naszą przyszłość. O Polskę. Zróbcie debatę, którą z przyjemnością poprowadzę. Odpowiedzcie na nasze pytania a wówczas każdy z nas będzie wiedział czy iść na wybory a jeśli tak to na kogo oddać swój głos. Na tym własnie polega demokracja" – czytamy w zaproszeniu do Komorowskiego i Dudy.