
Dla wielu osób referendum stało się fetyszem. Teraz nawet prezydent chce, by to "głos ludu" zdecydował o zmianie ordynacji wyborczej, a jego główny rywal planuje dać społeczeństwu powszechną referendalną władzę. Hasła brzmią może szlachetnie, ale czy ktoś wyobraża sobie praktykę? Jest duża szansa, że nie spodobałaby się ona nawet najbardziej zagorzałym zwolennikom instytucji referendum. Wyobraźmy sobie, jak wyglądałąby Polska, gdybyśmy często sięgali po referendum.
Temat referendum ogólnokrajowego wrócił "na tapetę" za sprawą kampanii prezydenckiej, w której docenienie tak wyrażonego głosu obywateli stało się nagle priorytetem kandydatów. Bronisław Komorowski chcąc pozyskać elektorat Pawła Kukiza zaproponował, by społeczeństwo rozstrzygnęło trzy kwestie: Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, finansowania partii z budżetu państwa i zmian w systemie podatkowym. Wynik wyborów rzekomo uświadomił mu, że "konieczne są zmiany w relacji między obywatelem a państwem oraz wzmocnienie mechanizmów, które pozwalają obywatelom wpływać na bieg spraw w Polsce".
Referendum na sens, kiedy np. pyta się ludzi w zakresie ich kompetencji - np. czy chcą asfaltowej drogi czy most przez rzekę, który skróci podróż. Jeśli zaczniemy pytać o to, czy mamy kupić F-16 czy Su-27, to sobie tego nie wyobrażam. To będzie władza ludzi niekompetentnych, która nam grozi w przypadku upowszechnienia referendum.
Dziś, kiedy kandydaci na prezydenta na poważnie mówią o organizowaniu referendów, trzeba brać pod uwagę każdy scenariusz. I pytać, czy Polska, w której lud miałby referendalną decyzję na wyciągnięcie ręki, rzeczywiście wyglądałaby lepiej. Wyobraźmy więc sobie, że wyniki referendów w konkretnych sprawach pokrywałyby się z sondażami... Oto lista przykładowych zmian, które niesie za sobą wola społeczeństwa.
Obniżka zarobków prezydenta i posłów
W sondażach CBOS obywatele przekonują, że politycy zarabiają za dużo. I mówią o konkretach. Zdaniem większości prezydent powinien zarabiać nie 20 tys., a 14 tys. złotych. Z kolei zarobki posłów należy obciąć o ponad połowę – z 12 do 5,8 tys.. Dlaczego (do czego zachęca też przyszły prezydent) nie zebrać podpisów i nie zrobić z tym “porządku”?
Odrzucenie euro
Z badań wynika, że większość Polaków, dziś około 53 proc., jest przeciwnych przyjęciu wspólnej, europejskiej waluty. Można mieć wątpliwości, czy obywatele wiedzą, z czym by się to wiązało, ale prawa do decyzji przecież nie można im odmówić, prawda?
Obniżenie wieku emerytalnego, podwyższenie szkolnego
Powszechne przekonanie mówi, że nie powinniśmy pracować do 67. roku życia, a dzieci nie powinny chodzić do szkoły w wieku sześciu lat. Zbierano już podpisy pod referendami w tych sprawach – w sumie było ich około 1,5 miliona. Jeśli posłuchać tych głosów, trzeba by odwrócić dwie wprowadzone przez obecnie rządzących reformy.
Wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej
Zdaniem 3/4 Polaków oprócz płacy minimalnej w Polsce powinna obowiązywać również minimalna godzinowa stawka, dotycząca też osób zatrudnionych na umowie-zleceniu. Powinna ona wynosić około 15 złotych. Losy ewentualnego referendum w tej sprawie są więc teoretycznie przesądzone.
Dodatkowy podatek dla najbogatszych
Większość Polaków jest za wprowadzeniem dodatkowej stawki podatkowej dla najlepiej zarabiających. Ich zdaniem obowiązujące progi 18 i 32 proc. to za mało. Być może przy referendum kusząca okazałaby się propozycja Sojuszu Lewicy Demokratycznej, który chciał nałożyć na najbogatszych 50-proc. podatek.
Religia w szkołach
Religia nie ma ostatnio “dobrej prasy” i słychać głosy, że powinna być wyprowadzona ze szkół. Sondaże pokazują, że “wola ludu” jest inna. Większość chce, by lekcje odbywały się w szkołach, tyle że bez finansowania państwa. W innych sprawach dotyczących Kościoła też jest ciekawie. 88 proc. Polaków nie chce usuwania krzyża z miejsc publicznych, 81 proc. nie razi udział księży lub biskupów w uroczystościach państwowych, 78 proc. jest za święceniem przez nich miejsc i budynków użyteczności publicznej. “Świeckie państwo” z powszechnym referendum? Niekoniecznie…
Bez pomocy dla Ukrainy
65 proc. Polaków nie chce, by nasze państwo sprzedawało broń walczącej z prorosyjskimi separatystami Ukrainie. Jeśli dodać do tego sondaże, które mówią, że połowa obywateli jest nawet przeciwko pomocy politycznej, wniosek jest prosty – społeczeństwo nie chce zaangażowania w ten konflikt. Zgoda na powszechne referendum to zgoda także na taką decyzję.
Problem z upowszechnieniem referendum nie polega jednak wyłącznie na tym, że władza społeczeństwa mogłaby np. zrujnować budżet. Spekulować w ten sposób można, ale w rzeczywistości idea organizacji ogólnokrajowych głosowań skompromitowałaby się na wcześniejszym etapie.
Ile kosztuje ogólnopolskie referendum?
Dwudniowe referendum jest bardziej opłacalne dla państwowego "portfela". Na jednodniowe głosowanie musielibyśmy wydać 60 mln zł, a przedłużenie go o jeden dzień i dopłacenie 30 mln zł z pewnością zapewni większą frekwencję. Czytaj więcej
Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl
