fot. Dancing Międzypokoleniowy

- Przepraszam, ale jesteśmy trochę zaspani. Do późna w nocy oglądaliśmy w telewizji dokument o seksie seniorów - tłumaczy mi na powitaniu Paulina Braun. Spotykamy się na warszawskim Dworcu Centralnym w czwórkę: z Wiesią i DJ Romanem, stałymi bywalcami klubowych imprez. Oboje po 60-tce, z włosami przyprószonymi siwizną. - Poznaj ekipę Dancingu Międzypokoleniowego - śmieje się Paulina Braun.

REKLAMA
Idea pojawiła się trzy lata temu, kiedy Paulina, aktywistka i animatorka, po raz pierwszy spotkała DJ Vikę. Znana dzisiaj z radia Eska i występów w najmodniejszych warszawskich klubach didżejka ma ponad 76 lat, ale duszę i wigor nastolatki. - Wtedy grała tylko dla seniorów. Zaproponowałam Wice współpracę i zaprosiłam seniorów na dancefloory warszawskich klubów – opowiada Paulina Braun.
Zawsze miała dryg do organizowania społecznych akcji, więc wzięła się do roboty. I stworzyła Dancingi Międzypokoleniowe, czyli cykliczne imprezy, które łączą generacje. Bawią się na nich wspólnie młodzi i ci starsi, podrygując przy elektronicznych rytmach jak i evergreenach Skaldów. Ale tak naprawdę to cała organizacja: seniorzy z Dancingów Międzypokoleniowych nie tylko tańczą i grają jako didżeje w najmodniejszych warszawskich klubach, ale spotykają się na ploteczkach, umawiają na kawę, zwiedzają...słowem: żyją aktywnie. I być może dlatego inicjatywa budzi takie zdziwienie i ciepłe reakcje: starsza pani z głębokim dekoltem, która wywija na parkiecie zamiast gnuśnieć w fotelu nie jest tym, do czego przywykliśmy.
Kiedy Paulina Braun opowiada o początkach Dancingów, ustawiamy się w kolejce do kasy biletowej na Centralnym. Po podboju stołecznych klubów - gdzie ta inicjatywa ma już status kultowej - seniorzy chcą rozkręcić Dancingi w innych polskich miastach. - Pora rozruszać towarzystwo - żartują. A gdzie, jeśli nie w nadmorskim zagłębiu imprez i klubów, jakim jest Sopot? - Dwa normalne i dwa Bilety Seniora poproszę na Pendolino o 8.39 do Sopotu – mówi Paulina i dziesięć minut później siedzimy w pociągu. DJ Roman i Wiesia rozglądają się ciekawie. - Fiu, fiu. No tak to można podróżować – mówi „starsza pani” - Trochę się tu zmieniło. Kiedyś musiałam wykupić najpierw taką Kartę Seniora, na której przybijali mi stempelki. A teraz mam stałą zniżkę...ile? 30 proc. A kawkę też przyniosą? - dopytuje pani Wiesia.
Tak, po chwili przynoszą kawkę a Paulina Braun kończy opowiadać o Dancingach. DJ Roman, który uśmiecha się nieśmiało z naprzeciwka, jest jedną z osób ściśle zaangażowanych w ten projekt. W czerwcu zostanie pradziadkiem. Kilka razy w miesiącu staje za konsolą i gra na imprezach jako didżej. - A co? - podpytuję. - Różnie. Mało polskiej muzyki, bo za nią nie przepadam. Staram się też unikać disco polo - wyjaśnia - Muzyka zależy od publiczności. Jeśli jest więcej kobiet, to gram szybsze kawałki, bo panie lubią sobie potańczyć w kółeczku. Jeśli towarzystwo na parkiecie jest mieszane, gram więcej przytulanek - uśmiecha się. Niedawno DJ Roman dostał od wnuków ubrania, które bardziej pasują do jego „młodzieńczego” stylu. - Takie z grafikami i napisami. Ale jeszcze nie odważyłem się ich założyć, zostaję przy swojej klasyce - wzbrania się żartobliwie.
logo

Wiesia co prawda nie bawi się w didżejkę, ale kilka razy w miesiącu wyciąga z szafy najbardziej eleganckie kobiece fatałaszki i idzie na dancing, potańczyć z „młodzikami”. Fenomen Dancingów Międzypokoleniowych polega na tym, że na jednym parkiecie świetnie bawią się i nastolatki i 70-latki z wypiekami na twarzy. - Okazuje się, że jedni i drudzy doskonale się dogadują. Seniorzy dorównują krokiem młodszym, ustawiają się kolejki, żeby z nimi potańczyć – śmieje się Paulina Braun.
Dancingi nie tylko integrują pokolenia, ale pozwalają starszym ludziom wyjść z domu. Przełamują stereotyp tego, jak wyobrażamy sobie dziadka i babcię. Poza tym, szybko stały się jednymi z najmodniejszych imprez w stolicy, na których po prostu wypada bywać. - Ostatnio zrobiliśmy domówkę w mieszkaniu Henryka, który ma 90 lat. Na imprezie zagrali EXBOYFRIENDS i DJ Roman, a dywan w gabinecie Henryka zamienił się w dancefloor – śmieje się Paulina. Teraz ma ambicję, by rozwijać projekt. Chce rozruszać równolatków Romana i Wiesi: najpierw w Sopocie, potem być może przyjdzie pora na Kraków.
Kiedy po trzech godzinach wysiadamy w nadmorskim kurorcie, Paulina przekuwa słowo w czyn i od razu zaczepia na ulicy kilku seniorów, opowiadając o Dancingach Międzypokoleniowych. Wiesia i Roman poganiają, bo za pół godziny zaczyna się spotkanie w Domu Pomocy Społecznej. - Mamy ambicję, aby wciągnąć starszych podopiecznych z tego ośrodka do naszej inicjatywy – wyjaśnia mi Paulina Braun.
Kiedy docieramy na miejsce, zaczynam wątpić w powodzenie tych planów. Wygląda typowo i dość smutno. Starsi ludzie, część porusza się o kulach i na wózkach, a ich miny wcale nie mówią, że mają ochotę poszaleć na parkiecie przy dźwiękach rapu i Skrilexa. Paulina zaczyna opowiadać o Dancingach i puszcza im teledysk grupy Rasmentalism "OFF", w którym wystąpiła ekipa Dancingu Międzypokoleniowego. W klipie starsi panowie popijają szoty przy barze i rozrabiają na parkiecie. „Chyba trochę zbyt szokujące na pierwszy raz” - wątpię.
Okazuje się, że jednak nie. Piętnaście minut później podopieczni sopockiego Domu Pomocy Społecznej z ekscytacją dopytują Wiesię i Romana o najdrobniejsze szczegóły. Sceptycyzm gdzieś zniknął. - Wygląda na to, że zyskaliśmy nowe towarzystwo – kwituje Paulina.
logo
Przeniesienie Dancingów Międzypokoleniowych do imprezowej mekki, jaką jest Sopot, okazuje się wcale nieproste i wymaga wielu przygotowań. I dlatego z Domu Opieki gonimy na kolejne spotkanie: do Zatoki Sztuki, tuż przy plaży. Tutaj czeka już DJ Darek, który będzie grać na sopockich Dancingach. - Może weźmy na tapetę marynistykę? Wszystkich marynarzy i stoczniowców, którzy są na emeryturze i jeszcze nie mają pomysłu, jak ją spędzić – proponuje. Ustalanie szczegółów trochę trwa. Wiesia i Roman są już trochę zmęczeni, a chcą jeszcze zobaczyć morze i kawałek plaży. - Wieki nie byłam w Sopocie. Dużo się tu pozmieniało, teraz jest tak ładnie – mówi Wiesia – A Tobie nie zimno tak bez szaliczka? - pyta, a ja nie mogę uśmiechnąć się pod nosem na skojarzenie z moją własną Babcią. Kiedy wsiadamy do pociągu w trzygodzinną drogę powrotną do Warszawy myślę sobie, że chyba muszę ją zabrać na kolejny Dancing. Najlepiej do Sopotu.
logo
fot. instagram.com/ DancingMiędzypokoleniowy

Tekst powstał dzięki współpracy z PKP Intercity