
Prezydent Bronisław Komorowski w pierwszej turze kampanii trzymał Platformę Obywatelską na dystans. Widocznie przegrana dała mu do myślenia, bo teraz nastąpiło wyraźne ocieplenie relacji na linii prezydent - PO. Komorowski już nie podkreśla, że jest kandydatem niezależnym.
REKLAMA
Wczoraj odbyło się spotkanie prezydenta z klubem PO. Podczas nieformalnego zebrania prezydent razem z premier Ewą Kopacz, Radosławem Sikorskim i innymi działaczami uzgadniali, jak ma wyglądać współpraca polityków i ich pomoc w kampanii.
W obliczu widma przegranej, w PO następuje pełna mobilizacja. Już po spotkaniu, marszałek Sejmu obwieścił, że nadchodzące rozstrzygnięcie kampanii będzie korzystne dla Komorowskiego. Dzisiaj z kolei Ewa Kopacz zapewniała, że Bronisław Komorowski to "przyzwoity, ciepły człowiek, który kocha swoją rodzinę i swój kraj".
Premier na piątkowej konferencji prasowej wychwalała obecnie urzędującego prezydenta, skorzystała też z okazji i jednocześnie skrytykowała Andrzeja Dudę za składanie obietnic, które mogłoby doprowadzić finanse państwa do ruiny.
– Dlaczego Andrzej Duda straszy Polaków tym, że kraj się rozpada, kiedy fakty i konkretne liczby mówią coś innego? – mówiła premier, przywołując 3,5-procentowy wzrost gospodarczy, zmniejszenie liczby bezrobotnych o 130 tys. w dwa lata, zwiększenie minimalnej i średniej płacy, a także przewagę eksportu nad importem. – Jako obywatel chciałabym usłyszeć, jak Andrzej Duda wytłumaczy swoje słowa o tym, że Polska jest w ruinie, że Polskę trzeba odbudować – pytała.
Chciałabym usłyszeć szczerą odpowiedź Andrzeja Dudy. Czemu służy straszenie Polaków tym, że kraj się rozpada, że gospodarka nie funkcjonuje, kiedy fakty i konkretne liczby mówią coś innego?
Jej zdaniem mówienie rzeczy, które mają dać mu tylko popularność, sprawiają, że nie będzie wiarygodny, jako prezydent.
Zarówno Komorowski, jak i Duda do tej pory nie podkreślali swojej partyjnej przynależności. Stawiali na umiarkowanie, a dzięki nieidentyfikowaniu się z żadną konkretną siłą polityczną, chcieli zdobyć zaufanie większej części wyborców. Najbardziej charakterystyczni politycy obydwu partii, na czas kampanii, zniknęli z programów telewizyjnych, a jeśli już się wypowiadali, to wyjątkowo powściągliwie.
