Sztab Komorowskiego próbuje obudzić w Platformie i elektoracie nadzieję na zwycięstwo.
Sztab Komorowskiego próbuje obudzić w Platformie i elektoracie nadzieję na zwycięstwo. Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Pierwsze dni kampanii po II turze to nie był dobry czas dla Bronisława Komorowskiego. Zaczęła się więc psychoterapia kandydata, struktur Platformy i przede wszystkim jej elektoratu. Komorowski przestał adorować elektorat Kukiza i zaczął swój, który nie poszedł do głosowania w I turze.

REKLAMA
Bronisław Komorowski dotkliwie przeżył porażkę w I turze wyborów. Mocno przeżyły to także struktury Platformy Obywatelskiej i ta część elektoratu, która poszła zagłosować na urzędującego prezydenta. Oszołomiony przegraną sztab i kandydat zaczęli się miotać i popełniać błędy. Zaczęło się od nieszczęsnego referendum ws. JOW-ów.
Początek błędów
Prezydent próbował tym ruchem zdobyć przynajmniej część z 20 proc. elektoratu Pawła Kukiza. Efekt był odwrotny od zamierzonego, bo wyborcy Komorowskiego poczuli, że są potraktowani jak idioci, a ci, którzy głosowali na muzyka nie zrobili tego ze względu na JOW-y. Poza tym piętrzyły się wątpliwości konstytucyjne i prezydentowi zarzucano brak poszanowania dla ustawy zasadniczej.
Do tego doszły niezbyt fortunne akcje kampanijne, które poskutkowały kilkoma wpadkami. To przywróciło obraz Komorowskiego jako pana z wąsami (przynajmniej mentalnymi), który popełnia wpadkę za wpadką i dobrze czuje się tylko pod żyrandolem, a w spotkaniu z wyborcami na ulicy pokazuje zupełne oderwanie od realiów. Z Komorowskiego zaczęto się po prostu naśmiewać, a to dla polityka zabójcze.
W cieniu Dudy
Zastanawiano się jak to możliwe, że popularnego prezydent ktoś pokonał. I to ktoś z II ligi polityków, kto dopiero nabiera doświadczenia. Już w wieczór wyborczy zaczęły się więc rozliczenia, krytykowano sztab i prezydenta. Do tego nie było wiadomo kto tym wszystkim rządzi. W mediach mnożyły się informacje o odsunięciu szefa sztabu, o przejęciu kampanii przez Grzegorza Schetynę czy o tarciach z prezydenckimi urzędnikami.
W tym czasie Duda błyszczał: kampanię przed II turą zaczął w poniedziałek o 7 rano od spotkań z wyborcami właśnie. Sztab pierwsze wiece zorganizował tam, gdzie mógł ściągnąć tłumy, co także zrobiło wrażenie. Wykorzystywano też umiejętnie wpadki, które popełniał Komorowski: kandydat PiS spotkał się z ojcem, któremu sąd odebrał dzieci, a prezydent go zignorował. Sztab PO zachowywał się po amatorsku, a PiS-owi sprzyjał los.
Rodzina na pomoc
Fali kpin nie da się tak łatwo zatrzymać. Adam Hofman, doświadczony w kampaniach były polityk PiS mówił w TVN24, że zatrzymanie tego trendu nie będzie łatwe i potrwa ok. tygodnia. Pierwszą próbę podjęto w czwartek, kiedy ogłoszono nowe hasło "Prezydent naszej wolności". Choć niezbyt szczęśliwie wybrano miejsce (kolejne muzeum), to przemówienie prezydenta zawierało element ukorzenia i zapewnienie o woli walki.
Kolejnym krokiem jest spot nagrany przez dzieci prezydenta. Mało kto wierzy, że odbyło się to bez udziału sztabu, ale filmik wygląda naturalnie i jest nieszablonowy. A przede wszystkim wywołuje emocje, nie tylko w prezydencie. – Dawno się tak nie wzruszyłem – przyznał Komorowski w piątkowy poranek. – To było niełatwe dla nich, bo dotychczas trzymali się z dala od polityki – dodał Komorowski. Z odsieczą ruszyła też unikająca jupiterów Anna Komorowska, która pojawiła się w piątek w Radiu ZET i w "Super Expressie".
Być cool
Zarówno spot, jak i zapowiedziany w czwartek wieczorem występ w talk show Kuby Wojewódzkiego mają stworzyć wrażenie, że "Bronek to nie obciach". A przede wszystkim budzić emocje. Dotychczas kampania Komorowskiego była piekielnie nudna, a sam prezydent zachowywał się jakby połknął kija. Teraz to się zmienia.
Ale najistotniejszą zmianą jest to, że Komorowski zaczął mówić do swojego elektoratu. Ogłoszony w piątkowy poranek program "Praca dla młodych" to odpowiedź na potrzeby elektoratu Komorowskiego, a nie elektoratu Pawła Kukiza (i to źle zdiagnozowane). Komorowski pokazuje też, że jednak coś może, że nie jest tylko od pilnowania żyrandola.
To dopiero początek
Zatarło się też nieco złe wrażenie po słowach ministra finansów Mateusza Szczurka, który de facto powiedział, że inicjatywa prezydenta ws. prawa podatkowego jest bez sensu, bo zanim odbędzie się referendum proponowane przez głowę państwa, prawo już będzie zmienione. Wielu odczytywało to jako dowód złej współpracy prezydenta z rządem.
Pierwsze w drugiej części kampanii kroki, które nie kończą się potknięciem, to dopiero początek walki o wygraną dla Komorowskiego. Ale to droga pełna wybojów i sytuacji, w których można się potknąć. A sztab prezydenta pokazał, że ma do tego niebywały talent.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl