
– Rozwiązanie polegające na istnieniu dwóch państw, Izraela i Palestyny, ma absolutnie żywotne znaczenie dla bezpieczeństwa Izraela – oświadczył Barack Obama podczas swojego wystąpienia z okazji 67. rocznicy proklamowania niepodległości Izraela. Uznaniu suwerenności Państwa Palestyńskiego konsekwentnie sprzeciwia się jednak sam Izrael.
Amerykański prezydent przyznał, że choć pokój między Izraelem a Palestyną jest w tej chwili perspektywą odległą, pozostaje to ważna kwestia w relacjach nie tylko w regionie, ale i na arenie międzynarodowej. Zaznaczył, że – mimo sceptycyzmu rządu w Jerozolimie – jest też jego zdaniem jak najbardziej możliwa. Obama nie skomentował jednak przy tym zawartego w ostatnich dniach porozumienia między Watykanem a Palestyńczykami, w którym Stolica Apostolska uznała niepodległość Palestyny
Eksperci wróżą, że takie słowa Obamy spowodują dalsze ochładzanie się relacji na linii USA–Izrael. Wcześniej Jerozolimie nie podobało się m.in. podpisane niedawno między Iranem a Zachodem ramowe porozumienie w sprawie irańskiego programu nuklearnego. Dzięki temu dokumentowi zażegnano, jak przekonują eksperci, widmo wyprodukowania przez Iran bomby atomowej.
Iran mógł stworzyć bombę wykorzystując jedną z dwóch możliwości. Po pierwsze, mógł wyprodukować plutonowy ładunek bomby wykorzystując do tego reaktor w Araku. Po drugie, był w stanie stworzyć wysoko wzbogacony uran, który powstaje w tzw. wirówkach. Teheran deklaruje, że ma ich przynajmniej kilkanaście tysięcy.
Władze w Jerozolimie jednak tuż po ogłoszeniu treści porozumienia zdecydowanie odrzuciły jego treść i zapowiedziały lobbowanie przeciwko dokumentowi.
Cytowani w mediach izraelscy dyplomaci anonimowo informują, że zawarta w Szwajcarii wstępna umowa nie zabroni, a wręcz przeciwnie – umożliwi Teheranowi produkcję broni jądrowej. Ramowe porozumienie nazywają historycznym błędem i wyrazem akceptacji dla nuklearnych dążeń Iranu.
Źródło: „The Jerusalem Post”
