
Tak szybkiego i pozytywnego finału incydentu w pralni "5aSec" chyba nikt się nie spodziewał. Po wczorajszym zgłoszeniu o tym jak potraktowano czarnoskórego klienta w jednej z placówek, firma podjęła natychmiastowe działania. Jej pracownica została ukarana, pouczona i przeniesiona do innej placówki. Ale na tym nie koniec. Firma rozszerzy również szkolenia dla pracowników o specjalny blok antydyskryminacyjny.
O zdarzeniu poinformowała dziennikarka "Newsweeka" Aleksandra Karasińska, która w niedzielę była w pralni 5aSec na Placu Unii Lubelskiej. W kolejce stał przed nią czarnoskóry mężczyzna z małym chłopcem. Jak relacjonuje, był grzeczny, mówił czystą polszczyzną i oddawał garnitury do prania. Mimo to, nie spodobał się młodej pracownicy.
Aleksandra Karasińska
Karasińska zgłosiła sprawę do firmy EBS, właściciela sieci pralni "5aSec", a post opublikowany przez nią na Facebooku zaczął się szybko rozchodzić po sieci.
Szybka reakcja W poniedziałek autorka postu zamieściła kolejną, tym razem pozytywną, informację na swoim Facebooku. Z posta dowiadujemy się, że po wczorajszym mailu do Karasińskiej zadzwoniła pani Alina Zawadzka, dyrektor regionalnego biura firmy EBS.
Aleksandra Karasińska
Rafał Pankowski z antyrasistowskiego stowarzyszenia "Nigdy Więcej", profesor Collegium Civitas uważa zachowanie pracownicy pralni było szokujące. Twierdzi jednocześnie, że rasizm jest codziennością dla wielu obcokrajowców mieszkających w Polsce. Przyznaje również, że zgadza się z Bronisławem Komorowskim, który wymienił rasizm jako jeden z najważniejszych zagrożeń naszego społeczeństwa.
Tym razem jednak zadziałała nie tylko siła mediów społecznościowych, ale również służbowy adres mailowy, z którego Karasińska wysłała wiadomość o zdarzeniu. Niemniej, dziennikarka ocenia reakcję EBS bardzo pozytywnie. – To modelowy sposób załatwienia sprawy. Firma nie tylko uznała, że był to incydent, ale próbują zapobiegać takim przypadkom w przyszłości. To mnie bardzo cieszy, bo mam wrażenie, że żyjemy w kraju monokulturowym i jako społeczeństwie nie jesteśmy przyzwyczajenia do różnorodności – mówi Aleksandra Karasińska.
Rasizm, dyskryminacja rasowa
(z fr. le racisme od la race – ród, rasa, grupa spokrewnionych) – zespół poglądów głoszących tezę o nierówności ludzi, a wynikająca z nich ideologia przyjmuje wyższość jednych ras nad innymi. Przetrwanie tych "wyższych" ras staje się wartością nadrzędną i z racji swej wyższości dążą do dominowania nad rasami "niższymi". Rasizm opiera się na przekonaniu, że różnice w wyglądzie ludzi niosą za sobą niezbywalne różnice osobowościowe i intelektualne (ten pogląd znany jest w jęz. ang. jako racialism). Czytaj więcej
Rasizm to nie "pogląd" Pracownica pralni uznała, że rasizm jest akceptowalnym poglądem, który można stawiać na równi z innymi. Jak mówi Karasińska, dziewczyna nie wiedziała nawet, że jej zachowanie było złamaniem prawa. – Rasizm to zjawisko naganne moralnie, ale również przestępstwo. Zdarzenie opisane przez panią Karasińską również nosi znamiona przestępstwa. Kodeks karny zakazuje poniżania kogokolwiek ze względu na pochodzenie czy kolor skóry. Przestępstwem także jest dyskryminacja, zarówno według prawa polskiego jak i europejskiego – mówi Rafał Pankowski.
Rafał Pankowski
Stowarzyszenie "Nigdy Więcej"
Pankowski zauważa, że do zdarzenia doszło w placówce dużej, międzynarodowej firmy. – Z natury rzeczy jest to firma, która ma do czynienia każdego dnia z rozmaitymi klientami. Aby działać na rynku musi funkcjonować według pewnych reguł, w tym poszanowanie godności ludzkiej każdego z tych klientów – mówi działacz antyrasistowskiej organizacji.
Kwiaty? Nie dla gejów Podobne incydenty zdarzają się niestety na całym świcie. Jednym z najgłośniejszych przypadków dyskryminacji klienta ostatnich lat miał miejsce w Ameryce. Właścicielka kwiaciarni w Richland w stanie Waszyngton odmówiła sprzedaży kwiatów dwóm homoseksualistom. Robert Ingersoll i Curt Feed usiłowali kupić u niej bukiet ślubny, gdyż małżeństwa homoseksualne są w tym stanie legalne już od 2012 roku. Mimo to, Baronelle Stutzma nie chciała przyczyniać się do grzechu, jakim jej zdaniem jest związek homoseksualny.
Sprawa stała się na tyle głośna, że zajął się nią stanowy prokurator. Sąd uznał, że kwiaciarka złamała prawo i ukarał ją grzywną w wysokości 1000 dolarów oraz pokryciem kosztów procesu. Sędzia nakazał jej sprzedawanie kwiatów wszystkim, bez względu na orientację. To jednak nie zakończyło sprawy, bo skazana nie zamierzała się podporządkować.
Świadoma, że może stracić biznes i źródło utrzymania przyznała, że wiara w Boga jest dla niej ważniejsza, niż prawo. W reakcji na to zorganizowano zbiórkę pieniędzy dla wiernej swym zasadom kobiety. Zebrano 95 tys. dolarów od ponad 2 tysięcy internautów.
W ślad za kwiaciarką poszli właściciele pizzerii Memories Pizza w miasteczku Walkerton. Oni również powołując się na uczucia religijne powiedzieli w wywiadzie, że nie obsłużyliby pary gejów. – Jesteśmy biznesem chrześcijańskim – wyjaśniała współwłaścicielka pizzerii. Tym razem historia skończyła się jeszcze lepiej dla nietolerancyjnych właścicielek. Dla nich także ogłoszono zbiórkę pieniędzy, w czasie której zebrano 840 tys. dolarów. Kobiety zamknęły pizzerię i – podobno – wyniosły się z miasta.
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl
