
Leszek Miller, szef SLD odcina się od Magdaleny Ogórek i czeka na to, aż któryś z kandydatów go przekona do oddania na niego głosu, ale sympatykom lewicy pozostawia już wolną rękę: "Nasi wyborcy są mądrzy i sami zdecydują, kto powinien zostać głową państwa".
REKLAMA
Szef Sojuszu jest przekonany, że druzgocąca porażka Magdaleny Ogórek to wina samej kandydatki, która podkreślała swoją niezależność, zamiast odwoływać się do spuścizny lewicy, czym mogłaby sobie zjednać elektorat SLD.
– Gdyby pani Ogórek współpracowała z SLD, to wynik byłby znaczenie lepszy. Ale prowadziła niezależną kampanię odcinając się na każdym kroku od Sojuszu, za co zapłaciła 10 maja. (...)Sojusz całkowicie zakończył współpracę z Magdaleną Ogórek – mówił w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".
Przy okazji, po raz kolejny umywa ręce od kiepskiego wyniku Ogórek w kampanii prezydenckiej i podkreśla, że dla niego prawdziwym sprawdzianem będą dopiero nadchodzące wybory parlamentarne. – Od początku powtarzam, że szefa partii weryfikują wybory parlamentarne, a nie prezydenckie. Tym bardziej, że ja o Pałac Prezydencki nie chciałem się ubiegać i nie ubiegałem. Mnie rozliczą jesienne wybory do Sejmu.
Najnowsze sondaże nie są łaskawe dla Sojuszu, w niektórych partia Millera znajduje się pod kreską, co oznacza, że politycy lewicy mogą nie zasiąść w poselskich ławach w następnej kadencji. Lider partii nie wierzy w te prognozy.
– Nie przejmuje się sondażami, które w ostatnich wyborach się skompromitowały. SLD wejdzie do Sejmu z godną reprezentacją. I nie wykluczam, że Sojusz na jesieni będzie współrządził Polską.
Według byłego premiera, SLD nie musi się też martwić rosnącą konkurencją na lewicy. –SLD nie ma konkurencji na lewicy. Dzisiaj ci, którzy chcą silnej lewicy powinni przyłączyć się do Sojuszu – mówi Miller.
Źródło: Rzeczpospolita
