Od lewej: Francois Hollande, Wiktor Juszczenko i Włodzimierz Cimoszewicz
Od lewej: Francois Hollande, Wiktor Juszczenko i Włodzimierz Cimoszewicz

Główny rywal Nicolasa Sarkozy'ego w kwietniowych wyborach prezydenckich otrzymał przesyłkę z groźbą śmierci. Sam zainteresowany robi dobrą minę do złej gry, ale widać, że na finiszu kampanii wyborczej jest naprawdę gorąco. To nie pierwszy raz, gdy mówi się o wyeliminowaniu kontrkandydata z wyścigu o fotel prezydenta. Podobnych historii było już wiele, a kilka zdarzyło się nawet na naszym, krajowym podwórku.

REKLAMA
Socjalistyczny kandydat na prezydenta Francji, Francois Hollande otrzymał przesyłkę, w której znajdował się rysunek trumny z napisem "do tej pory wszystko idzie dobrze" i zdjęcie byłego prezydenta Charlesa de Gaulle'a. Co ciekawe, współpracownicy polityka twierdzą, że o niczym nie wiedzieli, a Hollande bagatelizuje sprawę odpowiadając dziennikarzom: - Jak widzicie wyszedłem z tego cało.
Hollande jest nie tylko głównym rywalem Sarkozy'ego, ale i faworytem w wyścigu o fotel prezydenta. Jednak nie tylko z tego powodu jest o nim głośno. Niespełna trzy tygodnie temu podczas przemówienia został obsypany mąką przez jedną z kobiet z widowni.
Nie podskakuj Sarkozy'emu
To nie pierwszy raz, gdy obok realnego przeciwnika Sarkozy'ego robi się gorąco. Wszyscy pamiętają głośną sprawę z zeszłego roku, gdy szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Dominique Strauss-Kahn został oskarżony o napaść seksualną na nowojorską pokojówkę. W tym samym czasie francuska dziennikarka chciała pozwać go za próbę gwałtu. Ostatecznie pozew do sądu nie wpłynął, a popularny DSK został uniewinniony od zarzutów z Nowego Jorku. Sprawa nie przeszła jednak bez politycznego echa, bo Strauss-Kahn według sondaży uważany był wtedy za mocnego kandydata w wyborach prezydenckich. Sprawa miała pogrzebać jego szanse w starciu z Sarkozym. Niezależnie od jej ewentualnych powodów, tak też się stało, bo DSK ostatecznie nie tylko nie wystartował, ale i zrezygnował z szefowania MFW.
Jak otruli Wiktora Juszczenkę
W Europie znane są jeszcze bardziej drastyczne próby usunięcia politycznych kontrkandydatów. I wcale nie trzeba szukać daleko, bo za naszą wschodnią granicą. Na Ukrainie kandydat na prezydenta z 2005 roku, Wiktor Juszczenko miał zostać otruty przez swoich przeciwników. Ówczesne władze oczywiście wszystkiemu zaprzeczały, ale trudno było tym zaprzeczeniom uwierzyć patrząc na twarz i stan zdrowia Juszczenki, który prezydentem ostatecznie został.
Równie skrzywdzony mógł się czuć Michaił Chodorkowski, rosyjski miliarder, który wielokrotnie krytykował rządy Putina. Choć sam nie był nigdy oficjalnie kandydatem na prezydenta, mówiło się, że może się nim stać. Dlatego sprawą wystarczająco wcześnie się zajęto - Chodorkowski został oskarżony o nieprawidłowości przy prywatyzacji przedsiębiorstw i aresztowany, a następnie zesłany do kolonii Karnej na osiem lat.
Dziadek z Wehrmachtu i czarna teczka
Prób zdyskredytowania swoich politycznych rywali nie trzeba jednak szukać zagranicą. U nas co prawda gróźb śmierci nie było, ale też mamy się czym "pochwalić". Włodzimierz Cimoszewicz, jeden z faworytów wyborów prezydenckich w 2005 roku ostatecznie zrezygnował nie tylko z kandydowania, ale i życia publicznego. Powodem były ataki ze strony politycznych przeciwników na polityka i jego rodzinę. Chodziło o sprawę Anny Jaruckiej, która twierdziła, że Cimoszewicz upoważnił ją do zmiany treści swojego oświadczenia majątkowego. Oskarżenia podobnie jak w przypadku DSK okazały się nieprawdziwe, ale Cimoszewicz prezydentem nie został.
W tych samych wyborach atakowano też Donalda Tuska, którego dziadek według Jacka Kurskiego miał "ochotniczo wstąpić do Wehrmachtu". Kandydat PO stanowczo odrzucił te oskarżenia, samego Kurskiego wyrzucono nawet z PiS, ale jak dobrze wiemy obecny premier w 2005 roku prezydentem nie został.
Cofając się pamięcią kilkanaście lat wcześniej, bo do wyborów prezydenckich z 1990 roku nie sposób nie wspomnieć o Stanie Tymińskim i jego "czarnej teczce". Teczka choć nie użyta weszła na stałe do kanonu polskiego języka politycznego. Podczas kampanii wyborczej Tymiński posługiwał się "czarną teczką", w której rzekomo miał mieć dokumenty kompromitujące Lecha Wałęsę. Koniec końców nie dowiedzieliśmy co dokładnie w niej było, ale od tego czasu "teczka" jest politycznym synonimem materiałów służących do szantażowania kontrkandydatów.