
Po Kamilu Durczoku i Jacku Żakowskim do grona dziennikarzy publicznie deklarujących niechęć wobec mistrzostw Europy w piłce nożnej dołączyła dziś Dorota Gawryluk. Prowadząca "Wydarzenia" telewizji Polsat napisała, że ma "gdzieś całe to Euro". Podobne zdanie ma duża część internautów, a amunicji dostarczają im ekonomiści. Raport Instytutu Globalizacji wykazuje, że do każdego biletu na mecz Polacy dopłacą 12 tys. złotych.
REKLAMA
Do głośnego incydentu doszło wczoraj podczas prezentacji Pucharu Mistrzostw Europy w Kijowie. Aktywistka feministycznego ruchu FEMEN stanęła przy trofeum i obnażyła się od pasa w górę. Na piersiach miała napis "Fuck Euro 2012". Gdy ochrona próbowała usunąć ją z podestu, puchar spadł na ziemię. Feministki zza wschodniej granicy protestują, bo uważają, że mistrzostwa zwiększą skalę prostytucji w tym kraju. Wczorajszy protest to tylko jeden z wielu aktów sprzeciwu wobec mistrzostw w Polsce i na Ukrainie.
Na Facebooku funkcjonuje strona "Fuck Euro 2012", która ma ponad 2 700 zwolenników, i często zamieszcza zdjęcia kibiców protestujących przeciwko mistrzostwom. - Od czasu, kiedy Polska otrzymała wraz z Ukrainą organizację Euro, represje wobec takich właśnie kibiców jak ja zaczęły rosnąć. Nagle komuś zaczęły przeszkadzać race na stadionie, transparenty odnośnie naszych narodowych bohaterach zaczęły być traktowane jako niezwiązane z meczem - ocenia w rozmowie z naTemat założyciel strony. Jak mówi jest "zwykłym aktywnym kibicem swojej lokalnej drużyny", czyli GKS Katowice. Kibicuje od 8 lat, a od sierpnia 2011 roku prowadzi fan page na Facebooku. Jedną z form protestu są koszulki z przerobionym logo mistrzostw, gdzie zamiast charakterystycznego kwiatka umieszczono wyprostowany środkowy palec. Według naszego rozmówcy cieszą się sporym zainteresowaniem.
Jednak nie tylko zagorzali kibice narzekają na problemy spowodowane zbliżającymi się mistrzostwami Europy. Wielu ludziom przeszkadza rozkręcona przez sponsorów machina promocyjna. "Nie jest łatwo nie widzieć, nie czytać i nie oglądać. 'Okrągły fetysz' jest na połowie butelek, twarogów, stron www, w każdym programie TV. Za wtyczkę do przeglądarki 'fotball remover' chętnie zapłacę. Żebyście przeżywali bez ofajdywania całej przestrzeni publicznej zapewne nikt by się nie czepiał" - napisała Anna Maria w komentarzu do [Waszym zdaniem] na temat deklaracji Kamila Durczoka.
W komentarzach wielu czytelników naTemat nie zgadza się z podejściem szefa "Faktów" TVN i ocenia, że piłka nożna wcale nie jest głupsza niż "skakanie na dwóch deskach z wielkiej zjeżdżalni, czy bieganie w kółko na czas…". Inni przyznają, że wielkie imprezy sportowe to współczesne odbicie rzymskich igrzysk.
Dalece sceptyczny wobec Euro 2012 jest raport Instytutu Globalizacji, którego autor Marek Łangalis dowodzi, że organizacja mistrzostw nie ma ekonomicznego sensu. Według jego obliczeń każdy podatnik dołoży do biletu dla zwykłego kibica od 11 do nawet 13,4 tys. złotych. Takie liczby daje podzielenie kosztów budowy stadionów przez ilość wejściówek, które otrzymają zwykli kibice (nie działacze ani sponsorzy). - Ten raport wziął się z awersji na głupotę - mówi naTemat jego autor. - Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu ten dokument został bardzo pozytywnie przyjęty przez organizacje feministyczne, które wykorzystały go jako narzędzie do walki z tą imprezą, którą uznają za typowo męską - chwali się Łangalis.
Jego opracowanie stoi w kontrze do raportu przygotowanego przez zespół ekonomistów pod kierownictwem dra Jakuba Borowskiego. Pytamy, czy w takim razie Łangalis jest antyfanem piłki nożnej? - Ja kocham piłkę nożną, jestem jej wielkim fanem i bardzo się cieszę, że organizujemy mistrzostwa. Ale nie mówmy, że Euro przyniesie nam jakieś zyski. To po prostu igrzyska dla mas, dla ludzi takich jak ja, które będą nas kosztowały - podsumowuje.
