Matka sukcesu wyborczego Andrzeja Dudy i wiceprezes PiS, jakiej nie znaliśmy. Kim jest Beata Szydło?

Wiceprezes PiS Beata Szydło jako szefowa sztabu Andrzeja Dudy dała się poznać jako pracowity i doskonale zorganizowany polityk.
Wiceprezes PiS Beata Szydło jako szefowa sztabu Andrzeja Dudy dała się poznać jako pracowity i doskonale zorganizowany polityk. Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Wygrany wyborów prezydenckich to nie tylko Andrzej Duda. Zdecydowanym zwycięzcą (a właściwie zwyciężczynią) całej kampanii jest niewątpliwie Beata Szydło – szefowa jego sztabu. Jeszcze kilka tygodni temu wydawała się mało charyzmatyczną posłanką, której mało kto dawał szansę na odnalezienie się w nowej, trudnej roli. Patrząc na nią dziś – widzimy zupełnie nowego polityka. A przede wszystkim kandydatkę na premiera, która będzie dla Ewy Kopacz trudnym przeciwnikiem.


Szefową miała być Stachowiak-Różecka
Przed oficjalnym startem wyborczego „zamieszania”, długo trwał spór o to, kto poprowadzi kampanię Andrzeja Dudy. Pewniakiem wydała się startująca na prezydenta Wrocławia Mirosława Stachowiak-Różecka. Radna PiS osiągnęła dobry wynik w wyborach samorządowych stając naprzeciw Rafała Dutkiewicza, okazała się charyzmatycznym i sprawnym politykiem i udowodniła, że potrafi szybko zdobyć zaufanie obywateli. Za jej kandydaturą optować miał sam Andrzej Duda.


Ostatecznie Stachowiak-Różecką mianowano koordynatorem prac Rady Programowej, a szefową sztabu została wiceszefowa Prawa i Sprawiedliwości. Decyzja o powierzeniu tak ważnej roli w kampanii akurat posłance Szydło wywołała niemałe zaskoczenie. Pozycję w partii posiadała wprawdzie silną – nie tylko jako wiceprezes, ale też jako trzymający partyjne pieniądze skarbnik. Większy problem miała natomiast ze skupieniem na sobie uwagi dziennikarzy, publicystów oraz politycznych adwersarzy.

Nikt nie wierzył w Szydło
Jej mało porywające wystąpienia z mównicy sejmowej nie budziły większej kontrowersji. Zawsze wydawała się trochę wycofana, mało charyzmatyczna i raczej niepewna siebie. – Taka osoba ma poprowadzić kampanię PiS? – pytano ze zdumieniem. A jednak...

Beata Szydło musiała długo nad sobą pracować, ale efekty tej pracy również szybko było widać. Zabierała głos na każdej wyborczej konwencji Andrzeja Dudy, gdzie w pewien sposób zastępowała również nieobecnego wciąż prezesa. Przełom nastąpił podczas pierwszej konwencji, na początku lutego. – Wtedy uwierzyłam, że zwyciężymy – mówi dziś o tamtym wydarzeniu.
Beata Szydło

Powiedziano mi, że na początku ma być zabawne intro, żeby sala się rozgrzała. Myślę, że zabawne jest to, że to ja mam być tym charyzmatycznym mówcą, który zagrzeje Was do boju. Jeśli ja uwierzyłam, że mogę wygłosić taką charyzmatyczną mowę i zagrzać Was do boju, to Wy uwierzcie, że zwyciężymy.

Kampania skazana na porażkę
Kampania Andrzeja Dudy – pierwotnie skazana na porażkę – nie była łatwym przedsięwzięciem. Podstawowym problemem był początkowo sam kandydat. Kompletnie nowy i obcy dla Polaków, a w dodatku mylony z innym zdecydowanie bardziej rozpoznawalnym Dudą-związkowcem. – Startowaliśmy z bardzo niskiego poziomu popularności Andrzeja Dudy. Pamiętam taki pierwszy sondaż (…) 12 proc. Nikt nie wierzył – przekonywała w porannym Kontrwywiadzie RMF FM.
Kiedy udało się wypracować rozpoznawalność, pojawiły się kolejne wyzwania. Ciągłe wyjazdy po całej Polsce, setki spotkań z wyborcami, konferencje prasowe i coraz to nowe akcje, które miały skupić na sobie uwagę mediów. Ona była „mózgiem” tej kampanii, więc na jej głowie leżało przygotowanie i zgranie ze sobą wszystkich tych przedsięwzięć.
Andrzej Duda

Beata była wspaniałym, dobrym duchem tej kampanii. To dzięki niej sztab pracował tak sprawnie, a ja mogłem odbyć tyle spotkań.

Zgrać należało nie tylko wyborcze eventy, ale również cały zespół. W czym także posłanka PiS wzorowo sobie poradziła. Sztab Dudy nie miał takich problemów, jak otoczenie Bronisława Komorowskiego. Nie było wewnętrznych „przepychanek” ani jakiejkolwiek niespójności. Wszyscy grali na swojego kandydata – to było widać na pierwszy rzut oka i to również duży sukces – jej sukces.
Beata Szydło

Na razie jeszcze do końca nie dochodzi do mnie ten sukces, ale cieszę się, bardzo się cieszę i przede wszystkim mam ogromną satysfakcję dlatego, że jak startowaliśmy nikt nam nie dawał szans Andrzejowi jako kandydatowi a też niewielu mi jako szefowej sztabu. Daliśmy radę. Czytaj więcej

Od burmistrza po wiceprezesa PiS
Beata Szydło, podobnie jak nowy prezydent, związana jest z Krakowem. Tam początkowo studiowała w Katedrze Etnografii Uniwersytetu Jagiellońskiego, a później była doktorantem na Wydziale Filozoficzno-Historycznym. Jej polityczna kariera to klasyczny przykład wspinania się na szczyt małymi krokami, choć z mocnym i nieoczekiwanym „tąpnięciem” na koniec.


Zaczynała od aktywności lokalnej. Była radną – najpierw powiatu oświęcimskiego, później sejmiku małopolskiego. Przez siedem lat sprawowała funkcję burmistrza gminy Brzeszcze i stamtąd trafiła prosto do Sejmu. Pierwszy raz starowała w 2005 roku i mimo tego że był to jej debiut – zdobyła najwyższy wynik w swoim chrzanowskim okręgu.

"Tąpnięcie" – Szydło wiceprezesem
Wiceprezesem partii została w lipcu 2010 roku i to właśnie było owe wspomniane „tąpnięcie”. Decyzja prezesa Kaczyńskiego wydawała się po pierwsze – zaskakująca, a po drugie – niezrozumiała. Szydło była osobą mało znaną nawet dla wielu czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości, traktowana raczej jako poseł szeregowy niż kandydatka do władz w partii.

Kiedy Jarosław Gowin sugerował pięć lat temu, iż jej awans służy tylko temu, aby pokazać innym politykom PiS, iż wszystko „w partii zależy od jednego człowieka” – Szydło broniła swojej pozycji. Wiedziała, że nie jest „medialna”, ale wiedziała też, że poza światłami kamer ciężko pracuje i to właśnie to jest jej sukcesem.
Beata Szydło

...jeśli przez szeregowego posła rozumie się osobę, która pracuje, ale nie ma jej w mediach, to zgadza się z tym, że do tego grona się zalicza. Czytaj więcej

Z czasem polityczni współpracownicy zaczęli określać ją „Kaczyńskim w spódnicy”. Była konkretna, konsekwentna i pracowita, ale nie zawsze doceniana. Kiedy po odejściu Stanisława Kostrzewskiego przejęła kontrolę nad partyjnymi finansami zarzucano jej, że na liczbach w ogóle się nie zna. Z wykształcenia jest bowiem etnografem, a nie ekonomistą.
Nie chciałam tworzyć PO
Szeregi Prawa i Sprawiedliwości zasiliła w 2005 roku, wraz z objęciem pierwszego mandatu. Na jej politycznej karcie pojawia się jednak również nazwa Platformy. Ubieganie się na listach PO wypominał jej swego czasu wspomniany już poseł Jarosław Gowin. Sama Beata Szydło plotki dementowała. – Nie próbowałam startować z list PO – mówiła, przyznając jednak, że proponowano jej, aby wraz z grupą swoich współpracowników utworzyła w swojej gminie lokalną Platformę. – Odmówiłam, bliżej mi było do Prawa i Sprawiedliwości – przekonywała.

Szydło jak Kluzik-Rostkowska?
Przed pięcioma laty – Joanna Kluzik-Rostkowska, dziś – Beata Szydło. Prawo i Sprawiedliwość ma szczęście do sprawnych organizatorek, które potrafią – nawet niełatwą kampanię – przekuć w prawdziwy sukces. Kluzik-Rostkowska (dziś minister w rządzie PO-PSL) nie zdołała wprawdzie wprowadzić prezesa Kaczyńskiego do Pałacu Prezydenckiego, ale udało jej się równie sprawnie zorganizować cały zespół, pracę i ocieplić wizerunek prezesa.

A wszystko w bardzo trudnym momencie zarówno dla samego Kaczyńskiego, jak i całej partii. Pamiętamy przecież, że poprzednia kampania toczyła się zaraz po katastrofie smoleńskiej, a kandydatem PiS miał być zmarły w niej Lech Kaczyński.

– Beata była wspaniałym, dobrym duchem tej kampanii – mówił o niej na wieczorze wyborczym Andrzej Duda. Dziś była już szefowa sztabu jest coraz częściej wymienianą kandydatką na szefową Kancelarii nowego prezydenta. O to stanowisko będzie walczyć prawdopodobnie z Jackiem Sasinem.

Napisz do autora: karolina.wisniewska@natemat.pl