
Platforma dostała w wyborach prezydenckich żółtą kartkę. – Chęć przypodobania się wyborcom Pawła Kukiza była wręcz humorystyczna. Przecież większość wyborców Kukiza hasło JOW rozszyfrowywała jako "Je***ć Obecną Władzę" – mówi w "Bez autoryzacji" Joanna Senyszyn z SLD.
REKLAMA
Miesiąc temu mówiła pani w "Bez autoryzacji", że wygra Bronisław Komorowski, a Magdalena Ogórek ma szanse na trzecie miejsce. Rozumiem, że to był urzędowy optymizm?
Joanna Senyszyn: Naturalnie. Trudno było niżej plasować naszą kandydatkę, by nie demobilizować naszego elektoratu.
Kiedy Bronisław Komorowski przegrał te wybory? Kiedy zauważyła pani, że prezydent może nie uzyskać reelekcji?
Zaczął je przegrywać od początku. Startował z poparciem 65 proc. i tracił je z każdym dniem. Może gdyby kampania trwała jeszcze dwa miesiące, nie wszedłby nawet do drugiej tury. Błędne było założenie kampanijnego podziału Polski na racjonalną i radykalną. To było zaprzeczenie istoty prezydentury.
Prezydent powinien łączyć, więc jeśli Bronisław Komorowski nie zdołał połączyć Polaków przez pięć lat, to większość z nich uznała, że nie da mu już drugiej szansy. Katastrofalne były też dwa tygodnie kampanii przed drugą turą. On zaprzeczył wtedy swojemu wizerunkowi, bo przez pięć lat był prezydentem przewidywalnym i spokojnym. Nagle, dzień po pierwszej turze, zaczął nerwowe ruchy.
Bronisław Komorowski przedstawił się jako zwolennik JOW-ów. Czyli strażnik konstytucji dla własnych celów wyborczych postanowił z dnia na dzień ją zmienić. Dla wielu jego zwolenników to było przerażające. Dlatego ponad siedem procent wyborców Komorowskiego z pierwszej tury nie zagłosowało na niego w drugiej turze. Być może to przeważyło, bo Duda wygrał różnicą trzech punkty procent.
Chęć przypodobania się wyborcom Pawła Kukiza była wręcz humorystyczna i dowodziła oderwania oderwania prezydenta Komorowskiego i jego sztabu od rzeczywistości. Przecież większość wyborców Kukiza hasło JOW rozszyfrowywała jako "J***ć Obecną Władzę". To wie każdy, kto czyta media społecznościowe. Dlatego nagle prezydent mówi "popieram JOW", a połowa wyborców Kukiza rozszyfrowuje je tak, jak powiedziałam. Hasło walki z obecną władzą w ustach prezydenta było komiczne.
Istotne znaczenie miało też zmęczenie i niezadowolenie z rządów Platformy Obywatelskiej. Bronisław Komorowski stał się swoistym kozłem ofiarnym.
To ujście negatywnych emocji już się dokonało, czy też jego druga część dopiero nastąpi w wyborach parlamentarnych, które Platforma niechybnie przegra?
Niewątpliwie wynik wyborów pokazał, że straszenie PiS-em już nie działa. Trzeba szukać innych metod dotarcia do Polaków. Młodzi już nie pamiętają kaczyzmu i prób tworzenia państwa policyjnego.
Daje pani kredyt zaufania prezydentowi-elektowi?
Każdy demokratycznie wybrany prezydent zasługuje na kredyt zaufania. Sojusz Lewicy Demokratycznej oczekuje, że prezydent Duda będzie realizował obietnice, a część z nich to nasz program. Może więc liczyć na poparcie projektów ustaw ws. obniżenia wieku emerytalnego czy podniesienia kwoty wolnej od podatku.
Wyniki wyborów były ostrzeżeniem dla PO, ale też dla SLD. Pewnie zaraz powie pani, że to była kandydatka niezależna popierana tylko przez SLD, ale jakoś będziecie musieli zmobilizować wyborców, którzy odwrócili się od was przez Magdalenę Ogórek. Jaki jest plan?
Sojusz Lewicy Demokratycznej już przeprosił tych, którzy poczuli się dotknięci wysunięciem tak niefortunnej kandydatury. Podziękował też tym wyborcom, którzy z lojalności dla partii zagłosowali na popieraną przez nas kandydatkę. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że pani Ogórek bardzo się zmieniła w czasie kampanii wyborczej i to, co oferowała podczas rozmów z Sojuszem przed ogłoszeniem kandydatury rozminęło się z tym, co realizowała.
Ten etap jest już całkowicie zakończony. Teraz będziemy przedstawiać wyborcom lewicy atrakcyjną ofertę, jej zarys zostanie przedstawiony już podczas Rady Krajowej 30 maja. Widać wyraźnie, że w Polsce jest duży elektorat lewicowy, szacujemy go na ponad 30 proc. Część jest zajęta przez prosocjalny PiS, teraz słyszymy, że również Platforma chce sięgać po ten elektorat.
Wybory prezydenckie pokazały jednak, że Polacy są zmęczeni ośmioletnimi rządami Platformy Obywatelskiej i chcą zmiany. Myślę, że będzie ona oczekiwana także jesienią, ale w jakim kierunku pójdzie, to będzie zależało także od pierwszych miesięcy urzędowania nowego prezydenta. Polacy już dwukrotnie przekonali się, że niekoniecznie korzystne jest łączenie większości parlamentarnej z prezydenturą: raz za rządów PiS, później za rządów PO. Nie wykluczam więc, że zechcą jesienią kolejnej zmiany i to będzie szansa dla SLD.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
