Jarosław Kaczyński wysyła niejednoznaczne sygnały po zwycięstwie Andrzeja Dudy. Nie oznacza, że nowy prezydent nie jest mu na rękę
Jarosław Kaczyński wysyła niejednoznaczne sygnały po zwycięstwie Andrzeja Dudy. Nie oznacza, że nowy prezydent nie jest mu na rękę Fot. Sławomir Kamiński / AG

Już w kampanii wyborczej pojawiały się głosy, że Jarosław Kaczyński wcale nie chce zwycięstwa Andrzeja Dudy, a drugi lider prawicy oznacza wojnę na szczycie PiS. Dziś wciąż są aktualne, bo jedna z największych zagadek dotyczy tego, jak ułożą się relacje prezesa z nowym prezydentem. – Jeśli konflikt, to na pewno nie dziś. Pierwszy rok będzie rokiem współpracy. Potem może być gorzej – przekonuje były polityk PiS.

REKLAMA
Wątpliwa radość prezesa
Przed wyborami prezydenckimi Jarosław Kaczyński usunął się w cień, wraz z politykami, którzy mogliby zniweczyć wykreowany przez Dudę umiarkowany wizerunek. Teraz, gdy kandydat PiS prezydenturę w kieszeni, poglądy i intencje prezesa wciąż pozostają tajemnicą, bo moment ogłoszenia wyników nie sprawił, że Kaczyński wrócił do pierwszego szeregu. Co więcej, wywołał konsternację nie gratulując Dudzie sukcesu, nie pojawiając się w jego sztabie i niejednoznacznie wypowiadając się o kampanii. Pytany o to, czy jest zadowolony z jej rezultatów, stwierdził tylko: "nie pod każdym względem".
Kaczyński o zwycięstwie Dudy

Chwila jest miła, wyjątkowa… Oczywiste, że gratulowałem Dudzie.

W ten sposób prezes otworzył pole dla spekulacji. Niektórych komentatorów nie przekonują informacje, ze partia przyjęła wynik swojego kandydata entuzjastycznie, a Kaczyński pogratulował Dudzie w siedzibie partii na Nowogrodzkiej. Medialna wstrzemięźliwość patrona prezydenta elekta mnoży interpretacje.
logo
Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński Fot. Sławomir Kamiński / AG
Jedna jest wręcz sensacyjna. Według niej prezes nie ma powodów do radości, bo u boku wyrósł mu konkurent, który na dodatek dowiódł, że najskuteczniejsza kampania PiS to ta robiona bez twarzy prezesa partii. – Planem Kaczyńskiego wcale nie była wygrana Dudy – uważa Marek Migalski, politolog i były eurodeputowany PiS. Powtarza tezy, które głosił już w kampanii – że Kaczyński zakładał porażkę kandydata PiS w drugiej turze wyborów i że dzisiejsza sytuacja jest impulsem, by odsunąć go od władzy.
"Czy nie byłby to jasny sygnał dla wyborców i dla części aparatu, na kogo należy obstawiać i kto może zapewnić im zwycięstwo nad znienawidzoną Platformą? Czy nie świadczyłoby to o tym, że należy zastanowić się nad odsunięciem Kaczyńskiego od władzy, choćby w aksamitnej formie, jaką zaproponował prof. Andrzej Nowak?” – pisał przed wyborami na swoim blogu.
Marek Migalski

Wygrana Dudy byłaby dla Kaczyńskiego także w jeszcze inny sposób kłopotliwa – w naturalny sposób powodowałaby, że duża (większa?) część obozu PiS zaczęłaby orientować się na urzędującego prezydenta, a nie na prezesa PiS. Byłoby całkowicie zrozumiałe, że pewna (wcale niemała) grupa polityków i jeszcze większa grupa wyborców to w prezydencie Dudzie, a nie w prezesie Kaczyńskim, upatrywałaby ojca narodu i obrońcy polskości.

Nie jest w tym sądzie odosobniony. Publicysta Wojciech Mazowiecki stwierdził dziś, że "w PiS jest kac po zwycięstwie Dudy, a konflikt na linii Kaczyński-Duda jest nieuchronny". – Wygrana Dudy nie jest na rękę Kaczyńskiemu. Oceniam, że to może utrudnić kampanię i zdobycie władzy PiS. Dlatego, że prosta kampania, która się szykowała pod tytułem “znowu nas oszukali”, “dajcie nam szansę”, jest niemożliwa – skomentował z kolei Krzysztof Janik z SLD.
Rola mentora
Czy są podstawy, by wysnuwać tezę o niezadowoleniu Kaczyńskiego? Na pewno prawdą jest, że Duda przyciągnął elektorat szerszy niż ten stojący za PiS, a prezes w przeszłości surowo rozprawiał się z każdym, kto dorastał do roli lidera. Tak było np. ze Zbigniewem Ziobro, którego okrzyknięto "delfinem", a który skończył marnie. Dziś jednak – co podkreśla większość polityków i ekspertów - sytuacja jest inna. Spekulować zawsze można, ale nie ma żadnych dowodów, że prezydent Duda uwiera prezesa PiS.
– Kaczyński całe swoje postępowanie poddaje celowi nadrzędnemu: posiadaniu podwójnej władzy. Nie byłby w stanie się rozdwoić, a nawet poczucie, że pięć lat temu nie zdobył prezydentury i że Duda, czyli polityk z drugiego planu, to osiągnął, nie mąci tego planu. Dla PiS to moment euforyczny, wielkie święto. To, co niedawno wydawało się niemożliwe, dziś staje się bardziej niż prawdopodobne – mówi naTemat Paweł Poncyljusz, były polityk PiS i współtwórca kampanii Kaczyńskiego sprzed pięciu lat.
Jego zdaniem, przedłużająca się nieobecność prezesa ma zupełnie inne przyczyny, niż twierdzi np. Migalski. Skoro kampania udowodniła, że Kaczyński w cieniu, ale wciąż u władzy, to skuteczna strategia, dlaczego ktokolwiek miałby ją zmieniać? – PiS został odczarowany, zła legenda poszła na bok. Dla prezesa to tym bardziej jest sygnał, że strategia bycia mentorem partii jest najlepszą metodą. Myślę, że jego milczenie to kontynuacja tej metody, która ma przynieść wygraną w wyborach parlamentarnych – dodaje.
Dlatego też na półkę z teoriami spiskowymi trzeba odłożyć hipotezę, że PiS-owi grozi teraz wewnętrzny konflikt. Partia ma swój karnawał, a wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że wojenki między Pałacem Prezydenckim a Nowogrodzką oznaczałyby samobójstwo. – Ośrodek prezydencki będzie ośrodkiem obok. Duda nie stanie się przecież liderem kampanii parlamentarnej, on nie stwarza bezpośredniego zagrożenia dla prezesa – potwierdza dr Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
– Oczywiście Kaczyński wykreował sobie konkurenta, ale ta konkurencja jest bardzo odległa. Może dojdzie do niej za kilka lat. Nikt, ani Duda, ani Kaczyński, nie będzie stawiał teraz sprawy na ostrzu noża, bo to się po prostu nikomu nie opłaca – dodaje.
Nowi przejmują PiS?
Wciąż pozostaje pytanie, jak będą wyglądały relacje Dudy z Kaczyńskim przez najbliższe miesiące. Jedni przewidują, że nowy prezydent będzie sterowany przez prezesa i że nie zachowa niezależności. Inni, jak Poncyljusz, że Duda niekoniecznie da sobie wejść na głowę. – Politycy PiS powinni zrozumieć, że zbytnie wchodzenie z butami Dudzie do kancelarii może być tylko ze szkodą dla partii. Przewiduję, że przez najbliższy rok możemy być pewni ścisłej współpracy partii i prezydenta – ocenia.
Sporo będzie zależało także od tego, jak zachowa się "stara gwardia" PiS, czyli otoczenie Kaczyńskiego, które towarzyszy mu od 20 lat. W końcu kampania wykreowała nowe gwiazdy, m.in. Beatę Szydło czy młodego Marcina Mastalerka. Tyle że nawet jeśli reprezentanci "zakonu PC" mogą czuć się zagrożeni, raczej nie zaryzykują konfliktu.
– Reprezentantem starej gwardii jest też Joachim Brudziński, który przecież też odpowiadał za kampanię. To nie jest tak, że zakon pcha się na szczyty władzy. Oni mogą rywalizować, zabiegać o mniejsze lub większe wpływy, ale nigdy nie wystąpią przeciwko Kaczyńskiemu – zaznacza Poncyljusz.
Podobne wnioski płyną z rozmowy z wiceprezesem PiS Adamem Lipińskim, który do "gwardii" należy. – Wszyscy mamy świadomość, że wizerunek PiS wymaga odmłodzenia. My nie jesteśmy wieczni, a trzeba postawić na nowe twarze. Przy Jarosławie Kaczyńskim trwamy od lat nie z koniunkturalizmu, ale z powodów ideowych – kwituje.

Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl