
Już w kampanii wyborczej pojawiały się głosy, że Jarosław Kaczyński wcale nie chce zwycięstwa Andrzeja Dudy, a drugi lider prawicy oznacza wojnę na szczycie PiS. Dziś wciąż są aktualne, bo jedna z największych zagadek dotyczy tego, jak ułożą się relacje prezesa z nowym prezydentem. – Jeśli konflikt, to na pewno nie dziś. Pierwszy rok będzie rokiem współpracy. Potem może być gorzej – przekonuje były polityk PiS.
Przed wyborami prezydenckimi Jarosław Kaczyński usunął się w cień, wraz z politykami, którzy mogliby zniweczyć wykreowany przez Dudę umiarkowany wizerunek. Teraz, gdy kandydat PiS prezydenturę w kieszeni, poglądy i intencje prezesa wciąż pozostają tajemnicą, bo moment ogłoszenia wyników nie sprawił, że Kaczyński wrócił do pierwszego szeregu. Co więcej, wywołał konsternację nie gratulując Dudzie sukcesu, nie pojawiając się w jego sztabie i niejednoznacznie wypowiadając się o kampanii. Pytany o to, czy jest zadowolony z jej rezultatów, stwierdził tylko: "nie pod każdym względem".
Chwila jest miła, wyjątkowa… Oczywiste, że gratulowałem Dudzie.
Wygrana Dudy byłaby dla Kaczyńskiego także w jeszcze inny sposób kłopotliwa – w naturalny sposób powodowałaby, że duża (większa?) część obozu PiS zaczęłaby orientować się na urzędującego prezydenta, a nie na prezesa PiS. Byłoby całkowicie zrozumiałe, że pewna (wcale niemała) grupa polityków i jeszcze większa grupa wyborców to w prezydencie Dudzie, a nie w prezesie Kaczyńskim, upatrywałaby ojca narodu i obrońcy polskości.
Czy są podstawy, by wysnuwać tezę o niezadowoleniu Kaczyńskiego? Na pewno prawdą jest, że Duda przyciągnął elektorat szerszy niż ten stojący za PiS, a prezes w przeszłości surowo rozprawiał się z każdym, kto dorastał do roli lidera. Tak było np. ze Zbigniewem Ziobro, którego okrzyknięto "delfinem", a który skończył marnie. Dziś jednak – co podkreśla większość polityków i ekspertów - sytuacja jest inna. Spekulować zawsze można, ale nie ma żadnych dowodów, że prezydent Duda uwiera prezesa PiS.
Wciąż pozostaje pytanie, jak będą wyglądały relacje Dudy z Kaczyńskim przez najbliższe miesiące. Jedni przewidują, że nowy prezydent będzie sterowany przez prezesa i że nie zachowa niezależności. Inni, jak Poncyljusz, że Duda niekoniecznie da sobie wejść na głowę. – Politycy PiS powinni zrozumieć, że zbytnie wchodzenie z butami Dudzie do kancelarii może być tylko ze szkodą dla partii. Przewiduję, że przez najbliższy rok możemy być pewni ścisłej współpracy partii i prezydenta – ocenia.
Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl
