Oni muszą odejść. 5 twarzy, których Platforma Obywatelska musi pozbyć się, by marzyć o wygranej

Najwyższy czas, by w Platformie Obywatelskiej zrozumiano, że pewne najbardziej znane twarze tej partii tylko jej szkodzą.
Najwyższy czas, by w Platformie Obywatelskiej zrozumiano, że pewne najbardziej znane twarze tej partii tylko jej szkodzą. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
– Szczera przyjacielska rozmowa, a nie ścinanie głów – mówiła w poniedziałek o planach na wtorkowe posiedzenie klubu Platformy Obywatelskiej szefowa tej partii, premier Ewa Kopacz. Jeżeli jednak PO wciąż marzy o pokonaniu konkurentów w jesiennych wyborach parlamentarnych, czystka w tym ugrupowaniu powinna zostać wykonana jak najszybciej. Politykom Platformy podpowiadamy, kto najmocniej szkodzi dziś ich ugrupowaniu.


1. Ewa Kopacz

Podobno tylko ona jedna długo nie dała się prosić Donaldowi Tuskowi, gdy ten zaczął poszukiwania następcy. Odmówiło wówczas kilku znacznie bardziej zaufanych ludzi byłego premiera, jak Jan Krzysztof Bielecki czy Elżbieta Bieńkowska. Ówczesna marszałek Sejmu podjęła wyzwanie, ale dla Platformy Obywatelskiej lepiej byłoby chyba, gdyby Donald Tusk był wtedy zmuszony dłużej szukać tego, kto zastąpi go w roli szefa partii i rządu.


Odpowiednie przesunięcia kadrowe, na które pozwoliło zwolnienie przez nią funkcji marszałka, miały wyciszyć wewnątrzpartyjne spory o udział we władzy i tylko wzmocnić PO przed maratonem wyborczym, do którego wstępem były już wybory samorządowe. Bądźmy szczerzy, przez Platformę przegrane. Niewielka różnicą, ale przegrane. Zaczynało się więc już źle, a po nieco ponad pół roku pod skrzydłami Ewy Kopacz Platforma Obywatelska przypomina cień siebie.

Po słabym wyniku w walce o samorządy tłumaczono jednak, że to nieistotny wypadek przy pracy, który mógł się przytrafić w trakcie zmiany warty między Donaldem Tuskiem a Ewą Kopacz. Teraz Platforma zanotowała jednak następną przegraną. Seria kolejnych "nieistotnych wypadków przy pracy" sprawiła, że partia przegrała wybory ubiegającemu się o reelekcję Bronisławowi Komorowskiemu, który stawał do nich jako najpopularniejszy polityk w kraju.


Może to koszt oczyszczenia atmosfery w partii? Niestety nie. W Platformie Obywatelskiej dopiero teraz na dobre zaczynają się wewnętrzne wojny. Nie mające porównania z tym, jak frakcje spierały się ze sobą za czasów Donalda Tuska. Wtedy na każde wybory obowiązywała zasada "wszystkie ręce na pokład" i niewielu decydowało się sprzeciwiać temu rozkazowi. Dziś, zamiast przygotowań do ciężkiej pracy w kampanii przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi, mamy w PO do czynienia z dyskusją, czy 24 maja przegrał tyko Bronisław Komorowski, czy może jednak cała partia.

I nieustannymi przeciekami o kryzysie przywództwa w ugrupowaniu, które przez prawie dekadę notowało pasmo samych sukcesów właśnie za sprawą silnego przywódcy. Ewa Kopacz nim nie jest.

2. Stefan Niesiołowski

Jeden z nestorów polskiej polityki, a wcześniej najodważniejszych opozycjonistów, dzięki którym mamy możliwość cieszenia się wolnym krajem, był dla Platformy Obywatelskiej cennym nabytkiem. Przed ponad dziesięcioma laty ten współzałożyciel ZChN pomógł przekonać wielu konserwatystów, iż na tej platformie jest miejsce nie tylko dla liberałów, którzy najliczniej odpowiedzieli na wezwanie "trzech tenorów" - Donalda Tuska, Andrzeja Olechowskiego i Macieja Płażyńskiego.

Stefan Niesiołowski ze swoimi polemicznymi zdolnościami przydał się też w najważniejszych kampaniach wyborczych, gdy bez owijania w bawełnę tłumaczył Polakom, czym jest IV RP, piętnował kłamstwa opozycji, czy komentował upolitycznienie katastrofy smoleńskiej. Długo wyborcom ten ton się podobał, ale od kilku lat mają go już serdecznie dosyć. Szczególnie, że prof. Niesiołowski w typowych dla siebie ostrych słowach nie punktuje już przeciwników politycznych, a atakuje prawie każdego, kto odważy się zakwestionować to, co aktualnie robi Platforma.

Nic więc dziwnego, że w ostatnich latach Stefan Niesiołowski doczekał się podobnej liczby prześmiewczych memów, co ludzie pokroju prof. Krystyny Pawłowicz czy Antoniego Macierewicza. Polityk PO ustawił się niestety z nimi w jednym rzędzie. I wydatnie przeszkadza Platformie Obywatelskiej w przekonywaniu Polaków, iż nie upodobniła się ona do Prawa i Sprawiedliwości.

3. Adam Szejnfeld

Jego byt w polityce opiera się na byciu całkowitą odwrotnością Stefana Niesiołowskiego. Bynajmniej nie sprawia to jednak na wyborcach wrażenia równowagi. Adam Szejnfeld jest dla Polaków jeszcze bardziej irytujący. Szczególnie dla tych, którzy - jak nazwał ich niedawno Jarosław Makowski - mają dość, by wegetować, ale za mało, by myśleć z nadzieją o jutrze. A którzy rozstrzygną o wyniku jesiennych wyborów.

Dla nich Adam Szejnfeld to twarz perfidnej propagandy sukcesu, którego oni za grosz nie czują się uczestnikami. Na wszelkie oburzenie o bezrobocie wśród młodych, niskie pensje i niepewność umów śmieciowych Szejnfeld odpowiada bowiem wyliczeniami sukcesów, jakie Polska odnosi w europejskich i światowych statystykach. I przekonuje, że skoro biznes się rozwija, kilometrów autostrad przybywa, a PKB wzrasta, to w tym kraju wszyscy mamy tylko powody do zadowolenia. "A dlaczego nie?" - tak chwytliwym hasłem europoseł namawiał więc do głosowania na Bronisława Komorowskiego:
Po przegranej prezydenta Komorowskiego w drugiej turze wyborów prezydenckich Adam Szejnfeld był przynajmniej w grupie tych, którzy nie negowali udziału Platformy Obywatelskiej w tym "dokonaniu". Europoseł z Wielkopolski wciąż nie ma chyba jednak świadomości, że znacząco mógł on się do wyborczej klęski przyczynić. Nie tylko swoimi hurraoptymistycznymi komentarzami do obecnej sytuacji w kraju, ale i aktywnością sieciową, która często ociera się po prostu o kompromitację.

4. Andrzej Biernat (i "spółdzielcy")

Dobry minister sportu w kampanii wyborczej, w której najwyższą stawką są młodzi wyborcy mógłby być idealną bronią. Szczególnie taki z silną pozycję w zarządzie swojej partii. Próżno jednak oczekiwać, by tę rolę dla Platformy Obywatelskiej odegrał Andrzej Biernat. Jak się wydaje, nadal jeden ze zwolenników zastosowanej w kampanii Bronisława Komorowskiego taktyki "zagłosują na nas z przyzwyczajenia", który wynik z 24 maja komentował nie jako przegraną PO, a osobisty problem zmuszonego do ustąpienia prezydenta.

Andrzej Biernat - wraz z Ireneuszem Rasiem kierujący obecnie słynną frakcją "spółdzielców" - nie ma świadomości, że władza, o którą tyle lat walczył już za kilka miesięcy wymknie się jemu i jego frakcyjnym kolegom z rąk. Platforma ma bowiem szansę na przetrwanie tylko bez takich ludzi jak Biernat w pierwszym szeregu. Zrozumieją to w PO już teraz, albo po ostatecznej klęsce, gdy dla polityków tego pokroju zabraknie miejsca w odbudowanym po serii przegranych ugrupowaniu.

Bo Andrzej Biernat to nie tylko problem wynikający z całkowitego niezrozumienia ostatniej klęski PO. – Epitety, jakie w kancelarii padają pod adresem Andrzeja, nie nadają się do cytowania. „Polityczna żulia” to najłagodniejsze z określeń – mówili "Newsweekowi" politycy Platformy na temat tego, co o Biernacie i jego kolegach sądził ówczesny premier Donald Tusk.

5. Michał Kamiński

Michał Kamiński zapisał się już na dobre w historii polskiej polityki i to za sprawą licznych sukcesów. Nie bez powodu wielu uważa go za geniusza marketingu politycznego, ale na zostanie twarzą sukcesu Platformy Obywatelskiej nie ma już raczej szans. Być może byłoby inaczej, gdyby zdolności Kamińskiego zostały wykorzystane w kampanii Bronisława Komorowskiego szybciej niż dopiero kilka dni po pierwszej turze wyborów prezydenckich. W kolejne niespełna dwa tygodnie "Misiek" dwoił się i troił, by odwrócić losy kampanii, ale błędów popełnionych przez ekipę Roberta Tyszkiewicza nie udało się tak łatwo naprawić.

Po przegranej kampanii prezydenckiej Michał Kamiński stał się więc ulubionym celem drwin zarówno dawnych kolegów z prawicy, jak kozłem ofiarnym dla sporej części polityków i wyborców PO. Ci ostatni mają za złe Ewie Kopacz, że wciągnęła go na Platformę kosztem głosów części najbardziej liberalnego elektoratu, a on w najważniejszym momencie okazał się partii zupełnie nieprzydatny. To dość krzywdząca dla Michała Kamińskiego ocena, ale jednocześnie trudno uwierzyć, że w tej kampanii może on odegrać dla Platformy Obywatelskiej pozytywną rolę.

Na pewno nie w pierwszym medialnym szeregu, do którego ostatnimi czasy często był przez Ewę Kopacz delegowany. Przez co jedynie utrwalał przekonanie, że Platforma Obywatelska stała się ugrupowaniem pełnym "spadochroniarzy" z innych partii, dla których jedyny pomysł na Polskę to walka o utrzymanie się przy władzy. W ten sposób popularny "Misiek" stał się więc nie tyle spin doctorem PO, co ruchów Pawła Kukiza lub Ryszarda Petru...

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Grupa naTemat nigdy nie była tak popularna jak teraz. Dziękujemy!

O TYM SIĘ MÓWI

0 0Elitarna grupa zaczyna szukać Woźniaka-Staraka. Jeden z nurków zdradza szczegóły
0 0Co dalej z poszukiwaniami Woźniaka-Staraka? Mamy najnowszy komentarz policji
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"