
Kierowcy najpierw najedli się strachu po tym, jak do mediów przeciekła informacja o planie Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju dotyczącego zwiększenia liczby mandatów m.in. dla kierowców. Policjanci mieli poprawić statystyki i do końca roku wlepić 1,7 mln mandatów osobom szarżującym za kółkiem. Teraz na kierowców znowu padł blady strach – tym razem okazało się, że fotoradary będą łapać nawet tych zmotoryzowanych, którzy minimalnie przekroczą dozwoloną prędkość.
REKLAMA
Teraz fotoradary nie rejestrują tych, którzy jadą tylko nieco szybciej niż powinni. Dopuszczalne jest przekroczenie ustanowionej prędkość o ok. 10 km/h. O "zniesieniu tolerancji pomiaru urządzeń automatycznego nadzoru nad zachowaniami w ruchu drogowym" można przeczytać w tym samym planie na kolejne lata, który wcześniej straszył polowaniem na kierowców na drodze, przypuszczalnie w celu podreperowania kiepskich statystyk i zwiększenia wpływów do budżetu. Tamtą informację szybko sprostował Paweł Olszewski, świeżo upieczony wiceminister infrastruktury i rozwoju.
Zniesienie tolerancji pomiaru w praktyce przyczyniłoby się do tego, że nawet przekroczenie o 1 km/h dozwolonej prędkości, wiązałoby się z mandatem. Jednak i tym razem Paweł Olszewski studzi emocje i tłumaczy:
Zniesienie marginesu 10 km/h i wprowadzenie bezwzględnego przestrzegania prędkości najprawdopodobniej nie będzie, ale przed wakacjami, jednak kierowcy i tak będą musieli się mieć na baczności.
Na drogach w najbliższym czasie pojawi się jeszcze więcej fotoradarów. Już na przełomie maja i czerwca zakończy się instalacja 100 nowych fotoradarów stacjonarnych. Oznacza to, że przestrzegania przepisów prędkości będzie już pilnować 400 takich urządzeń. Oprócz tego, Główny Inspektorat Transportu Drogowego planuje zainstalować 20 urządzeń do nagrywania kierowców, którzy przejechali na czerwonym świetle.
