Polscy posłowie zostali wplątani w sprawę "izraelskiej grupy lobbystycznej", która rzekomo powstała w polskim parlamencie
Polscy posłowie zostali wplątani w sprawę "izraelskiej grupy lobbystycznej", która rzekomo powstała w polskim parlamencie Fot. World Jewish Congress

"Po 70 latach od Holocaustu w polskim parlamencie powstała pierwsza w historii izraelska grupa lobbystów" – obwieścił dziennik "The Jerusalem Post", a w ślad za nim niektóre polskie media. Podano nawet nazwiska posłów, którzy za tę inicjatywę mają odpowiadać. Jest tylko jeden problem – oni sami nic o tym nie wiedzą. – Nie ma takiej grupy i nie będzie. O żadnym lobbingu nie może być mowy – mówi naTemat Jan Dziedziczak z PiS.

REKLAMA
W butach lobbystów
Dziwna historia plotki o "izraelskich lobbystach" w polskim parlamencie zaczęła się 31 maja. To wtedy "The Jerusalem Post" opublikował artykuł, który nie pozostawia wątpliwości – w Sejmie zawiązano polsko-izraelską grupę, która ma działać na rzecz interesów Izraela. Według autora tekstu na jej czele stanął Jan Dziedziczak z PiS, a w składzie znaleźli się także politycy PO, w tym poseł Michał Szczerba. To oni mają za zadanie walczyć o poparcie dla państwa izraelskiego, bazując na - jak to określono w artykule - "wspólnych jueochrześcijańskich wartościach".
logo
Screen artykuły o "izraelskiej grupie lobbystycznej" Fot. jpost.com
Wiarygodności tezom artykułu dodają wypowiedzi przedstawicieli Światowego Kongresu Żydów, którzy ostatnio gościli w Polsce i spotkali się z parlamentarzystami. To właśnie podczas tej wizyty miała się odbyć inauguracja polsko-izraelskiej grupy lobbystycznej. – W chwili wzrostu antysemityzmu w Europie i na świecie, ta inicjatywa polskich parlamentarzystów, otwartego wsparcia państwa żydowskiego, zaledwie 70-lat po Holocauście, jest wzruszająca – skomentował na łamach gazety Shai Hermes, szef Światowego Kongresu Żydów.
– To jest bardzo ważny moment dla dyplomacji opartej na wspólnych wartościach. Siedemdziesiąt lat po Holocauście musimy zwiększyć nasze wysiłki na rzecz mobilizacji wsparcia dla Izraela. Izrael jest jedynym gwarantem przetrwania dla Żydów – dodał Josh Reinstein, szef grupy chrześcijańskiej w izraelskim parlamencie.
Woda na młyn
Temat szybko został podchwycony w Polsce, głównie przez internautów i prawicowe portale internetowe. Posłużył komentatorom znanym z niechęci do Izraela, którzy wszędzie widzą izraelskich lobbystów i reprezentantów obcych interesów.
"PiS eksponentem Izraela w Polsce" – głosi w tytule portal Konserwatyzm.pl. Autor tekstu, który został tam opublikowany, właśnie publikacją "The Jerusalem Post" podpiera wniosek, że "PiS nie jest partią polską, lecz partią zagranicy  – Waszyngtonu i Tel Awiwu".
Podobne opinie pojawiają się w innych miejscach. "Najwyższy Czas', pismo kojarzone z Januszem Korwin-Mikkem, na Facebooku zapytał, czy sprawą "przypadkiem nie powinny się zająć odpowiednie służby?".
Sprawa zaczęła więc żyć swoim życiem, choć jest tylko jedno źródło informacji, a wymienieni w tekście polscy posłowie do tej pory głosu nie zabierali. Powstanie izraelskiej grupy lobbystycznej w naszym Sejmie przyjęto za fakt.
Grupa widmo
Dopiero dziś okazuje się, że najprawdopodobniej niesłusznie. Posłowie PiS i PO, którzy zostali obsadzeni w rolach lobbystów, nie mają pojęcia o żadnej "grupie lobbystycznej". Przygotowują oświadczenie, w którym sprostują nieprawdziwe ich zdaniem informacje z artykułu w "The Jerusalem Post".
– Ze zdziwieniem przeczytałem artykuł, gdzie jakiś dziennikarz, z którym nigdy nie rozmawiałem, napisał o tym, że w Sejmie ma powstać grupa lobbystów na rzecz Izraela i ja miałbym w tej grupie być. Jest to całkowita nieprawda – mówi poseł Dziedziczak. I opisuje, jak wyglądały ostatnie kontakty z reprezentantami izraelskiej delegacji, która przyjechała do Polski:
Jan Dziedziczak

Do spotkania z delegacją z Izraela faktycznie doszło. Rozmawialiśmy tam o wsparciu dyplomatycznym dla Izraela w konflikcie bliskowschodnim, znaczna część naszego spotkania poświęcona była polityce historycznej. Zgodziliśmy się, że wypowiedzi o "polskich obozach koncentracyjnych" są niedopuszczalne. Podkreśliliśmy, że za II Wojnę Światową odpowiedzialni są Niemcy, a nie jacyś "naziści". Nie rozmawialiśmy o "lobbingu" na rzecz Izraela.

Tą samą wersję przedstawia poseł Szczerba z PO. Mówi o spotkaniu z gośćmi z Izraela jako o "kurtuazyjnej wizycie". – Kawa, ciasteczka i rozmowa o sytuacji międzynarodowych. Nie ma żadnych grup lobbystycznych w polskim parlamencie. Jest np. bilateralna polsko-izraelska grupa, której zadaniem jest rozwijanie współpracy – komentuje dla naTemat.
Pomyłka czy złe intencje?
Skąd więc wzięła się relacja izraelskiego dziennika i wypowiedzi, jak ta szefa Światowego Kongresu Żydów? Politycy niechętnie spekulują. Dziedziczak zwraca jednak uwagę, że zapowiedź powstania "grupy lobbystów" opublikowano dzień przed polsko-izraelskim spotkaniem. Z kolei artykuły po spotkaniu już o "lobby" nie mówią. – Może redaktor zapowiadający spotkanie inaczej wyobrażał sobie jego przebieg? – zastanawia się parlamentarzysta PiS.
Inaczej możliwe intencje strony izraelskiej opisuje inny z posłów łączony z "grupą". – Być może polscy parlamentarzyści po prostu nie spełnili oczekiwań, które delegacja z Izraela stawiała sobie przed wizytą... – stwierdza.
Polska "grupa lobbystyczna" byłaby 33 tego rodzaju na świecie. Inicjuje je założona w 2006 roku Israel Allies Foundation. Jej celem jest angażowanie parlamentarzystów w różnych krajów do działań związanych z promocją i obroną państwa Izrael.

Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl