Pastorska rodzina. Od lewej: Mirosław i Wiera Jelinek oraz ich córka Ewa
Pastorska rodzina. Od lewej: Mirosław i Wiera Jelinek oraz ich córka Ewa Fot. Prywatne Wiera Jelinek

Wiera Jelinek jest pierwszą kobietą w historii Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w Polsce ordynowaną na pastora. Do 2010 roku, wraz z mężem, również pastorem, pracowała w zborze w Zelowie niedaleko Łodzi – największym skupisku mniejszości czeskiej w naszym kraju. Od 5 lat kieruje parafią w Ratiboru w Czechach. Nam opowiada o tym, jak trudno było kościelnym władzom w Polsce zaakceptować kobietę-pastora. Dlaczego inaczej jest w Czechach? Co myśli o feminizacji w Kościele? Czy chciałaby zwracać się do Boga ”ona”?

REKLAMA
Jak zwracają się do pani ludzie? Pani pastor? Proszę pastora?
Bywało różnie. Na początku albo mnie nie zauważano, albo właśnie zadawano takie pytania, żeby przykryć własne zmieszanie.
Czyli forma żeńska czy męska?
W mojej parafii, w Zelowie – w zborze o czeskobraterskich korzeniach – od niepamiętnych czasów używano określeń: ”pan farář”, ”pane faráři” czyli ”pan pastor”, ”panie pastorze”. Częste było także zwykłe ”proszę księdza”, czy w ostatnich latach ”księże proboszczu”. W moim przypadku ustaliła się postać „pani pastor”, z nieodmienną końcówką rzeczownika. Jaka to forma gramatyczna? Na to pytanie niech odpowiedzą lingwiści. Nikt jednak sobie głowy nie łamie, gdy zwraca się do lekarki "pani doktor", a nie "pani doktorko", bądź do prawniczek "pani mecenas", a nie "pani mecenasko".
logo
Prywatnie Fot. Prywatne Wiera Jelinek
Była Pani pierwszą kobietą wyświęconą na pastora w Polsce. I wciąż nie ma pani następców, a minęło już 12 lat. Kobieta–ksiądz, bez względu na wyznanie, to w Polsce ciągle temat tabu.
Moja ordynacja na funkcję pastora w Kościele Ewangelicko-Reformowanym miała miejsce w 2003 roku. W tym samym roku studia teologiczne rozpoczęły dwie kobiety, którym jednak służby w Kościele nie umożliwiono. Obie, chcąc być ordynowane i służyć w Kościele jako osoby duchowne, musiały emigrować. Jedna została ordynowana w Czeskobraterskim Kościele Ewangelickim i pracuje w dużej miejskiej parafii w Ostrawie a druga jest pastorem w Szkocji.
logo
Fot. Prywatne Wiera Jelinek
Wydawało się, że pani ordynacja była sukcesem. Że to początek drogi dla innych kobiet w Kościele Ewangelicko-Reformowanym.
Te dziewczyny naprawdę próbowały się zakorzenić w Polsce. Chciały służyć w zborze, ale słyszały, że nie ma miejsc. A kilka miesięcy później zatrudniano mężczyznę. Jedna przerwała studia. Stwierdziła, że głową muru nie przebije.
A panią pastor jak traktowano?
Przez ostatnie lata czułam się jak pasta wyciskana z tubki. Z perspektywy czasu nabieram przekonania, że w grupach decyzyjnych Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w Polsce nigdy nie byłam do końca zaakceptowana jako osoba duchowna.
Dlaczego?
Oto kilka przykładów. Egzaminy kościelne, jakim mnie poddawano były niewspółmierne z tymi, które przechodzili w tym czasie moi koledzy w służbie. Utrudnieniem były sprawy finansowe. Wszyscy duchowni byli finansowani przez centralę. W moim przypadku Kościół przerzucił na parafię konieczność zdobywania środków finansowych na pensje.
Po mojej ordynacji doszło do silnego ochłodzenia w relacjach z bratnim Kościołem Ewangelicko-Augsburskim – jego członkom zakazano uczestnictwo w sakramentach, których udzielać będzie kobieta pastor. Z wielu stron docierała do mnie opinia naszego biskupa, że „ten błąd”, czytaj ”ordynacja kobiet”, nigdy już się nie powtórzy. To było ponad 10 lat temu. Dopiero dziś słyszę, że Kościół Ewangelicko-Augsburski mówi o ordynacji kobiet.
I dlatego wyjechała pani do Czech?
W takiej sytuacji życie i służba stają się powoli nie do zniesienia. Dla każdej ze stron, także dla zmienionego w międzyczasie gremium decydującego. Choć muszę przyznać, że parafianie w Zelowie byli wspaniali. Większość członków parafii była "za" mną. Wiosną 2009 roku usłyszeliśmy jednak miłe zaproszenie do podjęcia służby w Kościele w Czechach i od 1 września 2010 roku –z obopólnym zadowoleniem zborów i własnym – służymy wraz z mężem w dwóch sąsiednich parafiach na Morawach. Moja parafia liczy 800 osób.
Jak się pracuje w nowym miejscu?
Doskonale.
W Czechach społeczeństwo jest bardziej otwarte niż w Polsce. Czy tam ktokolwiek dziwi się kobiecie–pastor?
Nie. Chociażby z tego prostego powodu, że ordynacja kobiet na duchownych jest tu praktykowana już od 65 lat. Uchwalona była podczas synodu Kościoła w roku 1950 przy tylko jednym głosie sprzeciwu i jednym wstrzymującym się. Z kolei tzw. licencję na głoszenie kazań kobiety dostały już przed 90 laty.
Ile jest takich kobiet?
Stanowią 26 procent duchownych. Zjawisko to jest już absolutnie naturalne.
Pani córka też jest pastorem. Dwie kobiety duchowne w jednej rodzinie to mimo wszystko chyba jednak rzadkość?
Rzadkość? Nie w Republice Czeskiej. Moja córka kieruje parafią w Ostrawie i jest niebywale szczęśliwa.
Zdziwiło panią pastor, że poszła w ślady rodziców?
Lata dzieciństwa i młodości spędzone w domu pastorskim powinny być zaliczane do wikariatu:) Mój mąż służy jako pastor od 35 lat. Obserwowanie codziennego życia duchownych jest najlepszą szkołą teologii praktycznej. Nie dziwi więc, że z rodzin pastorskich pochodzi większość absolwentów teologii w Czechach, którzy decydują się na służbę w Kościele. W warunkach polskich zaś nie dziwi liczba synów i wnuków pastorów, którzy idą w ślady swych ojców i dziadów!
Nasze dzieci otrzymały w darze skarbiec talentów jak również wielki balast doświadczeń. Jan Amos jest doktorem pedagogiki w Warszawie, Ewa Milena pastorem.
Czy przyszło pani kiedyś do głowy, by myśleć o Bogu „ona”, zamiast „on”?
Mnie osobiście nie. Nie przeszkadza mi to, że zwracam się Boga używając rodzaju męskiego.
A spotkała się pani pastor z takimi głosami w czasie swojej posługi w Polsce czy Czechach?
Jak dotąd jedynie w Polsce. Był czas, że posługiwano się moją twarzą, jako pierwszą kobietą–duchowną. Zapraszano mnie na różne konferencje związane z walką o ordynację kobiet. I tam często łączono tę walkę z feminizacją. Moja obserwacja była taka, że słowa te głosiły kobiety nieszczęśliwe w małżeństwie, albo takie, które miały ojców tyranów. Były sfrustrowane. Dlatego nie mogły zaakceptować Boga Ojca. Gdyby miały inny wzorzec w domu, być może nie podnosiłyby takich kwestii.
logo
Libby Lane, pierwsza kobieta biskup w Kościele Anglikańskim Fot. Screen/YouTube Church of England
Takie głosy coraz donośniej słychać w Kościele anglikańskim. Tam kobiety–duchowne chcą zmieniać liturgię tylko po to, by można było modlić się do Boga jako do ”Niej”. Rozumie je Pani choć trochę?
Rozumiem podłoże. Spójrzmy przez pryzmat historii. Kiedy zakończyło się niewolnictwo? Kiedy pozwolono kobietom głosować? Teraz dzieją się inne zmiany i to na naszych oczach. Moje rozumienie nie dotyczy jednak sytuacji, w której taką nomenklaturę dyktują jedynie względy socjologiczne. Tym bardziej, że Bóg w swej autoprezentacji, pochylając się nad człowieczą ułomnością pojęciową, ujawnia także swój żeński pierwiastek – trzecia osoba Trójjedynego Boga, Duch Święty, w języku hebrajskim jest rodzaju żeńskiego.
Z czego wynika ten pęd do feminizacji w Kościele?
Moim zdaniem jest wynikiem dwóch aspektów. Po pierwsze, kroczącej emancypacji, która jest niechętna wobec zmaskulinizowanej „władzy” kościelnej. A po drugie, i co ważniejsze, niedoskonałości naszego postrzegania i wypowiadania się o głębokich prawdach, zjawiskach, rzeczywistości. Człowiek nie jest w stanie zgłębić Osoby Boga a czuje przecież potrzebę swój pogląd jakoś wyrazić, nawiązać z Nim kontakt. Bóg przecież nie jest podobny do nas, nie możemy Mu narzucać ani Go określać na podstawie swoich kategorii poznawczych. On to wszystko przewyższa, nawet gdybyśmy chcieli zaszufladkować Go do czegoś „naszego”.
Niemniej, Pismo Święte podsuwa nam pomocniczo nie tylko tytuły Ojciec, Pan, Król, Przyjaciel, Sługa ale i porównanie do żywicielki, matki. Bóg przedstawia się człowiekowi praktycznie jako Sługa, nie jako władza, której kobiety mają już po dziurki w nosie. Tylko nie zdajemy sobie sprawy z tego, co Bogu zawdzięczamy… On jest Panem, ale to, co robi dla świata i człowieka jest obrazem miłości tak wielkiej, że bliżej Mu do służby niż do panowania.
Kobiety w Wielkiej Brytanii chcą też więcej kobiet na stanowiskach biskupów. Słusznie?
Moim zdaniem kwestia parytetu nie jest tu na miejscu. To, co się liczy w każdym przypadku akceptowania kandydatów, jak na duchownych, tak i na biskupów, nie powinno się zasadzać na chęci posiadania określonej liczby kobiet w danych gremiach, ale na konieczności posiadania odpowiednich osób na odpowiednich stanowiskach. I to w każdej sferze życia społecznego. Na określone stanowisko znajdą się doskonale obdarowani i utalentowani zarówno kobiety jak i mężczyźni. Płeć nie powinna być ogranicznikiem ani wyznacznikiem.
A gdyby kobietom udało się przeforsować Boga w formie żeńskiej, myśli pani, że społeczeństwo by to zaakceptowało? W Anglii, Czechach, w Europie?
Patrząc realnie na to, na co godzą się współczesne społeczeństwa, uważam, że będą w stanie zaakceptować i tę inicjatywę. Ale, nie wydaje mi się, by problem tkwił w niedosycie zbawczej wiary i w braku dostępu do szczerego zaufania względem Boga. Wszystko zasadza się chyba jednak bardziej na potrzebie „odbicia się od dna” patriarchatu i seksizmu.
Mimo wszystko, bez względu na wyznanie, kobiety bardziej powinny być dopuszczane do Kościoła?
Ma Pani na myśli w służbie Kościoła? Oczywiście! Ale byłoby najlepiej, gdyby obie, równorzędne przecież płcie na każdym szczeblu pracy i służby współpracowały ze sobą harmonijnie. I to całkiem praktycznie. Uważam, że doskonałym rozwiązaniem jest małżeństwo dwojga pastorów albo małżeństwo pastorskie.
Czy jest coś, co wyróżnia kobietę–duchownego? Jakie cechy może posiadać, których brakuje u mężczyzn?
Po latach doświadczeń stwierdzam, że tu problemem w ogóle nie jest płeć. Zarówno mężczyzna jak i kobieta, każdy człowiek ma swoje plusy i minusy, swoje zalety i ograniczenia. Nie każdy jest w stanie zrobić wszystko. I nie każdy musi wszystko zrobić.Nikt nie jest i nie musi być ideałem. W parafii nie trzeba odgrywać teatru jednego aktora. Wewnętrzna zgoda na to jest kluczem sukcesu w każdym przypadku. Jak mężczyzny, tak i kobiety duchownego.
logo
Parafia w Ratiboru, 800 wiernych Fot./Ratibor.webnode.cz/
Czy panie pastor w Czechach trzymają się razem? Spotykacie się Panie?
Oczywiście, że mamy ze sobą kontakt. „Niestety”, z uwagi na świetne relacje interpersonalne wszystkich duchownych (sic!) panie pastor nie potrzebują kumulować swych sił przeciwko komuś, bądź ze względu na coś. To są świetne spotkania.
Na czym polega pani praca?
Podzieliłabym ją na trzy równorzędne sfery. Pierwsza to prowadzenie niedzielnych i świątecznych nabożeństw, przygotowywanie godzin biblijnych i spotkań modlitewnych, wielopoziomowa katecheza dzieci i młodzieży, pogrzeby, udzielanie ślubów, chrztów itp. Druga to szeroko pojęte duszpasterstwo wszystkich generacji i grup wraz z organizowaniem praktycznej pomocy dla potrzebujących.
Wreszcie trzecia to stymulowanie życia społeczno–kulturalnego. Organizowanie wystaw, konkursów plastycznych, odczytów, popularno–naukowych, spotkań z interesującymi gośćmi, inicjowanie i praca z chórem, prowadzenie trzech zespołów grających na dzwonkach ręcznych, koncertów, wieczorów zborowych, całodniowych spotkań parafialnych, obozów i półkolonii dla dzieci, cotygodniowych spotkań dla matek/ojców na urlopie macierzyńskim, nabożeństw ekumenicznych, efektywna współpraca z zagranicą, głównie z USA...
Dużo tego. Co jest najtrudniejsze?
Trudności nie ma.
Czy pani pastor wyobraża sobie, że Kościół katolicki kiedyś otworzy się na kobiety w roli księży?
Najpierw niech się otworzy na małżeństwa osób duchownych, z płcią przeciwną, oczywiście.