Nieszczęśliwa bezdzietna kobieta.
Nieszczęśliwa bezdzietna kobieta. Fot. screen youtube.com

Spot Fundacji Mamy i Taty o tym, by nie odkładać macierzyństwa na potem poruszył opinię publiczną. Postanowiłam wypowiedzieć się w kwestii klipu, który moim zdaniem jest krzywdzący, karmi nas stereotypami i marginalizuje rolę ojca. I co się stało? Okazało się, że to ja jestem tą kobietą samotnie oglądającą pusty ogród ze swojego wielkiego domu.

REKLAMA
Kontakt z czytelnikami i czytelniczkami to świetna sprawa. Po opublikowaniu materiału dostaję maile, których autorzy albo się ze mną zgadzają, albo nie. Czasem dyskutujemy, często wymyślamy wspólnie kolejne tematy na artykuły. Jednak to, co się stało po moim ostatnim materiale przeszło moje oczekiwania. Szczęśliwe matki postanowiły namówić mnie na macierzyństwo.
fragment maila

Tylko, że w życiu na wszystko jest czas. Biologii nie przeskoczymy. I kiedy Pani zadaje pytanie w artykule, kiedy jest ten czas ostateczny odpowiadam: 35 lat. Bo taka jest biologia. Każda ciąża po 35 roku życia jest zagrożona. I trzeba mieć to na uwadze. Zresztą - stare to są dobre skrzypce i wino, ale nie rodzice. Nieprawdaż?

Wiele z pań zarzucało mi też, że być może kampania nie jest skierowana do mnie ani do feministek, które odwiedziny w banku spermy traktują jak wizytę u kosmetyczki (co jest bardzo niesprawiedliwym stwierdzeniem). Ale do kobiet, które chciałyby się czuć kochane i spełnione, tylko to nie jest modne w dzisiejszym świecie. Choć mimo wszystko wydaje mi się, że potrzeba bycia kochanym/kochaną jest niezależna od mody.
Jeszcze inne panie dodawały, że wielki dom jest tylko metaforą samotności. Pojawił się też głos, że stare to są dobre tylko skrzypce i wino, a nie rodzice.
fragment maila

Czas ucieka Pani Agato nie tylko w zakresie zegara biologicznego. A praca często sprawia, że wciągając się w tematy często zapominamy o tym co w życiu jest ważne. Satysfakcja z kolejnego wdrożenia, kolejnej konferencji, kolejnego sukcesu, pary butów czy spokojnego minionego weekendu kiedyś może się skończyć a w zaciszu domowym zabraknąć może radosnego świergotu i pisku Malucha, który stawia właśnie swoje pierwsze kroki. O tym jakie to uczucie przytulać swoje Maleństwo, głaskać kiedy zasypia, martwić się, kiedy płacze wiedzą tylko Mamy i Tatusiowie i nie mając dzieci nie ma się zupełnie wyobrażenia o narastającym w nas uczuciu do tych małych istotek, o strachu i lęku o dobro dziecka jak i o niekończenie silnej więzi, która się rodzi po urodzeniu dziecka.

Szanowne Czytelniczki. Mój tekst nie jest emanacją mojej osobistej sytuacji, tylko próbą przeanalizowania tego, dlaczego powyższa kampania jest chybiona i może zdziałać więcej złego niż dobrego.
Dodatkowo częstym argumentem piszących jest stwierdzenie: ja też taka byłam, ja też pracowałam i nie myślałam o rodzinie. Nieprawda. Nigdy nie były Panie taka jak ja, czy inne kobiety. Nie mamy tych samych doświadczeń życiowych. Nie znajdujemy się w tej samej sytuacji. Bycie matką to nie jest kolejny naturalny krok, wyższy poziom wtajemniczenia, większe człowieczeństwo, pełniejsza kobiecość. To jedna z dostępnych dróg. Można ją wybrać, ale nie trzeba.
Pozwólcie ocenić innym kobietom, co jest dla nich ważne. Zrozumcie, że dzieci nie biorą się z samotności (czy to w wielkim domu, czy mieszkaniu z wielkiej płyty), ale z miłości. Że nieważne czy rodzice są starzy jak wino czy młodzi, jak nowalijki, tylko czy są mądrzy i kochają swoje dzieci. Że stawianie na dwóch oddzielnych biegunach kariery, podróżowania i dzieci nie jest pożądaną dychotomią.
Marginalizowanie roli ojca, pozostawianie decyzji o posiadaniu dziecka wyłącznie kobiecie i wzbudzanie w niej wyrzutów sumienia, że pracowała i podróżowała, kiedy mogła się rozmnażać jest dla mnie nie do przyjęcia.
Kampanie mają to do siebie, że oglądają je wszyscy. Bezpłodne pary, samotne kobiety, panie w nieudanych związkach, ludzie, którzy nie chcą mieć dzieci. Wmawianie im, że ich życie jest puste i miałkie jest po prostu nie fair.
fragment maila

Może ta kampania nie jest skierowana do Pani, Agatko. Może ma poruszyć jakiś promil kobiet, może jedną, która tego impulsu będzie potrzebowała, żeby coś przebudować w swoim życiu. Może nie chodzi tu o dziewczyny, które nie maja z kim, nie chcą z całego serca, albo wbrew wszystkiemu i wszystkim postanawiają inaczej. Mam 43 lata, trójkę dzieci i czasem myślę, że mogłam się mniej bać...

Cieszę się, że tyle kobiet spełnia się w macierzyństwie, dlatego ta kampania ewidentnie nie jest do nich. Być może bronią jej, bo legitymizuje ich wybory życiowe.
Ale zastanówcie się, czy same podjęłybyście decyzję o dziecku skłonione do tego kampanią, która piętnuje Wasze osobiste decyzje? Fundacja Mamy i Taty nie apleuje o pomoc, nie zapobiega przemocy, nie promuje tolerancji, nie walczy o życie. Za to próbuje wejść z butami w czyjeś życie. Tak jak ci, którzy mimo dobrych intencji, namawiają mnie na różowego bobasa, nie wiedząc czy już go mam, czy w ogóle mogę mieć, czy chcę.
Dobre rady to fajna sprawa, zwłaszcza, gdy płyną z ust kogoś bliskiego, znającego naszą sytuację, potrafiącego słuchać. Nie z billboardu ani z klipu na YouTube, ani z maili od obcych osób. Poważne decyzje życiowe zostawmy jednostkom. Kiedy okaże się, że wybór był błędny nie będziemy winić przecież plakatu ani filmiku, tylko samych siebie.

Napisz do autorki: agata.komosa@natemat.pl