
Polska prokuratura za pośrednictwem policji próbowała zablokować stronę Zbigniewa Stonogi na Facebooku. Nie udało się, bo śledczy nie wiedzieli, że serwis ma swojego przedstawiciela w Polsce, u którego można było to skutecznie załatwić – pisze "Gazeta Wyborcza".
REKLAMA
Zbigniew Stonoga przez całą noc z poniedziałku na wtorek informował, że wrzuca do sieci kolejne pliki z fotokopiami akt sprawy afery podsłuchowej. Opublikował w sumie 13 tomów dokumentów, a dopiero we wtorek wieczorem został zatrzymany przez organy ścigania. Co działo się wcześniej? Dlaczego prokuratura nie próbowała zablokować publikacji na Facebooku? O tym pisze "Gazeta Wyborcza".
Z informacji dziennika wynika, że śledczym być może udałoby się zablokować facebookową stronę Stonogi, gdyby nie fakt, że działali dość nieudolnie. Przemysław Nowak, rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej, potwierdził, że za pośrednictwem policji próbowano zadziałać na Facebooku, ale zrobiono to okrężną drogą. "Próbowali robić to przez swojego oficera łącznikowego w USA, a blokadę można było skutecznie przeprowadzić przez przedstawiciela Facebooka działającego w Polsce. Tyle że ani policja, ani prokuratura nie wiedziała, że ktoś taki istnieje" – pisze "GW".
Pojawiło się też pytanie, dlaczego śledczy tak późno podjęli decyzję o zatrzymaniu Stonogi. – Nie znam szczegółów, ale zapewniam, że prokuratura jest zdecydowana, by podjąć tu zdecydowane działania – powiedział gazecie Mateusz Martyniuk z Prokuratury Generalnej.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
