fot. materiały prasowe

Klub otworzył się w styczniu tego roku i od razu zdobył serca mieszkańców stolicy. Przyciągnęła zapewne nazwa, a goście zostali ze względu na wnętrze, muzykę i pyszne jedzenie. Dziś “Miłość” znajdująca się na Kredytowej 9 to jedno z najchętniej odwiedzanych miejsc w mieście. W rozmowie o tym, jak bardzo spragnieni jesteśmy głębokich uczuć i wrażeń z Adamem Tarasiukiem i Izabellą Budryn – pomysłodawcami klubokawiarni.

REKLAMA
Tomasz Golonko: Długo to trwa?
Adam Tarasiuk: Pół roku. Ale w naszych głowach znacznie dłużej. Już tworząc Patio w zeszłym roku, marzyliśmy, by ten projekt przetrwał i stał się czymś całorocznym.
Izabella Budryn: Otworzyliśmy się w styczniu. Niektórzy mówią, że było to przedwczesne. My jednak wiedzieliśmy, że niczego nie można odkładać na później. Poza tym z "Miłością" jest jak z żywą tkanką. Wciąż się coś dzieje, wciąż się zmienia, ewoluuje, nabiera charakteru.
Adam: Teraz pokazujemy ludziom, jak się robi miłość.
Nazwa jest kluczem do tego miejsca czy ładnym słowem, które można dobrze ograć marketingowo?
Adam: Zdecydowanie kluczem. Tworząc nazwę, inspirowaliśmy się historią legendarnego już zespołu Miłość, który tworzyli m.in.: Tymon Tymański, Leszek Możdżer czy Jerzy Mazzoll. Zespół rozpadł się, gdyż tworzyły go wybitne indywidualności, które zwalczały się wzajemnie. Ze mną i Izabellą jest podobnie. Jesteśmy jak ogień i woda, wciąż się spieramy, nieustannie idziemy na kompromisy. To spowodowało, że każdy metr tego miejsca jest wywalczony przez któreś z nas, przez co bardzo przemyślany.
Jak to z miłością.
Adam: Jesteśmy grupą młodych ludzi, którzy kłócą się, spierają, ale i kochają równocześnie. Czasem dla kogoś z zewnątrz możemy wydawać się przez to mało profesjonalni, ale trzeba wiedzieć, o co chodzi w miłości, żeby nas zrozumieć.
logo
fot. materiały prasowe
Na otwarciu przez “Miłość” i “Patio” przewinęło się kilka tysięcy warszawiaków, którzy zostali z wami. Jak myślicie dlaczego?
Iza: Tu wszystko powstało z uczuciem – do tego zobowiązuje nas przecież nazwa. Tu sufit został uszyty ręcznie przez kilkanaście osób. Tu mamy specjalne lampy naświetlające, które sprawią, że zimą będziecie się czuć dobrze. Tu Adam sadzi nocami rośliny na Patio. Większość rzeczy, którymi otaczamy się w “Miłości”, tworzymy sami. Mamy ścianę, którą tworzą żywe rośliny. Wkładamy wiele serca w tę robotę. W to miejsce.

Mówi się jeszcze: Przez żołądek do serca.
Adam: Staramy się, aby jedzenie w "Miłości" było z jednej strony proste, domowe, ale jednocześnie z nutą czegoś wyjątkowego. Lunche przygotowujemy z tego, co danego dnia Zosia i Kaftan (szefowie kuchni) kupią na targu przy Hali Mirowskiej. Mamy też swoich sprawdzonych dostawców. Nasz piekarz Pączek wypieka pieczywo, a w każdy weekend, kiedy organizujemy brunche, przechodzi samego siebie. Uwielbiamy jeść śniadania. Bywa tak, że goście przychodzą do "Miłości" na obiad i zostają do wieczora. Bardzo nas to cieszy.
Izabella: Zwłaszcza to, że odwiedzają nas wspaniali, ciekawi ludzie. Zaczęły do nas zaglądać rodziny z dziećmi. Gdy pytam, czemu wybierają „Miłość”, mówią, że chcą, by ich pociechy od maleńkości uczyły się dobrego smaku, niebanalnych rozwiązań i kształciły wyczucie estetyki. To największa nagroda. By podziękować rodzicom, postanowiliśmy ostatnio wprowadzić bezpłatne brunche dla dzieci. Jest także opiekunka i strefa dla maluchów.
logo
fot. materiały prasowe

Wasza "Miłość" jest jeszcze młoda...
Adam: …I jeszcze wiele przed nami. Cieszymy się, że otworzyliśmy już antresolę, czyli polsko-portugalskie deli Goodies Foodies oraz golibrodę Barberiana. Cieszę się również, gdy od czasu do czasu uda mi się sprzedać winyle, które wystawiam za DJ-ką. Udało się nam otworzyć sekretny pokój w piwnicach, kawałek tarasu na dachu i salę prób ekipy z LADO ABC. A przed nami jeszcze cztery piętra tej pięknej kamienicy, które wypełnimy całym mnóstwem miłości.
W efekcie jest tak, że "Miłość" to dziś absolutnie bardzo popularne miejsce. Macie poczucie, że stworzyliście coś, czego jeszcze w tym mieście nie było?
Adam: Jeszcze nie.
Iza: Jesteśmy na dobrej drodze.
Adam: Ale chcemy stworzyć miejsce kultowe i to jest nasz cel. Na razie "Miłość" to tylko 20 proc. tego, co chcemy od siebie dać miastu. Chciałbym, aby każda przestrzeń była dobrze wykorzystana. O miłość trzeba dbać.

Gusta muzyczne rozumiem macie podobne?
Adam: Oj, nie. Bardzo się różnimy i to wciąż jest wieczna walka. Wszystkie imprezy, które się tu odbywają, to jeden wielki spór między nami. Mamy imprezy niszowe, których gwiazdami są muzycy z całej Europy.
Iza: To jest trochę walka serca z rozumem. Żeby w “Miłości” zagrali muzycy z Kanady czy Berlina, to trzeba ich tu ściągnąć. Bilety lotnicze, hotel, dieta, transport, wynagrodzenie… To zespoły, które zawsze więcej kosztują, a w miejscu o tak małej powierzchni trudno na te wszystkie elementy zarobić. Inwestycja nie zwraca się natychmiast. Działasz raczej długoterminowo. Jeżeli jednak naprawdę kocha się muzykę i ma się dużo odwagi, to robi się takie szalone – z punktu widzenia właściciela lokalu – rzeczy. Nie wszystko jest jednak jak w bajce i nie możesz robić rzeczy dla samej pasji, dlatego następnego dnia budzisz się rano, a rozum już podpowiada: teraz trzeba odrobić i zorganizować w końcu coś komercyjnego.
logo
fot. materiały prasowe

No właśnie, pogadajmy o tym, co będzie z tą “Miłością” jutro, za miesiąc, za 5 lat?
Iza: Mam nadzieję, że cała nasza kamienica przy Kredytowej 9 stanie się dużym kulturalnym miejscem. Na piętrze już planujemy prywatne muzeum sztuki współczesnej.
Adam: Jaramy się także fotografią i filmem, więc na pewno będziemy kontynuować kino plenerowe, które zapoczątkowaliśmy na Patio. Będziemy chcieli wspierać polskich artystów, którzy chcą nagrywać czy komponować. O, będzie także sala koncertowa.
Iza: Jest tylko jeden problem. “Miłość” jest zbyt mała, abyśmy mogli zrealizować wszystkie nasze pomysły. Ja jestem przerażona, jak pomyślę, kto u nas w tym sezonie zagra.
Adam: Ale Iza, idziemy tym tropem. Na świecie są takie miejsca jak nasze. Małe, które ściągają do siebie wielkie gwiazdy muzyki. Nie wyobrażam sobie, aby “Miłość” szła w innym kierunku. Już teraz ci, którzy u nas zagrali, mówią, że jest tu świetna energia.
Iza: To prawda. Na ostatnim koncercie, około piątej nad ranem, siadł nam sprzęt. Próbowaliśmy ratować sytuację, ale po 15 minutach odpuściliśmy. Pomyślałam: “Impreza skończona”.
I?
Adam: I tylko dlatego, że była bardzo dobra atmosfera, ludzie, bez muzyki, sami zaczęli śpiewać. Melanż trwał dalej. To goście tworzą miejsce. A pod tym kątem “Miłość” nie ma sobie równych.

Artykuł powstał we współpracy z "Miłością".