Platforma Obywatelska przypomina dzisiaj AWS i SLD w czasach upadku.
Platforma Obywatelska przypomina dzisiaj AWS i SLD w czasach upadku. Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Platforma Obywatelska jest w dramatycznej sytuacji przed zaplanowanymi na jesień wyborami parlamentarnymi. Z szafy wypadają kolejne trupy, których przez osiem lat nazbierało się sporo. Każdy kolejny dzień przynosi doniesienia o większych lub mniejszych problemach władzy. Dokładnie jak w schyłkowej fazie rządów AWS czy po aferze Rywina, która zatopiła SLD.

REKLAMA
Afera taśmowa - odsłona druga, kłopoty Jana Burego, zatrzymanie przez CBA urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości czy nieprawidłowości przy wydaniu pół miliona złotych na stronę internetową Sądu Najwyższego – to dorobek szeroko pojętej władzy tylko z tego tygodnia (a mamy czwartek). Przez większość z dwóch kadencji Platforma Obywatelska cieszyła się spokojem.
Kłopoty Tuska
Oczywiście przez te osiem lat zdarzały się większe i mniejsze afery, ale Donald Tusk sprawnie sobie z nimi radził. Kiedy wiedział, że może sobie na to pozwolić grał na przeczekanie. Kiedy sprawa nie była bardzo poważna pozwalał powalczyć będących pod pręgierzem. Kiedy trzeba było uderzał mocno i zdecydowanie, jak w 2009 roku. Po wybuchu afery hazardowej dokonał rekonstrukcji rządu porównywalnej z tą przeprowadzoną przez Kopacz.
logo
Leszek Miller przed komisją badającą aferę Rywina (2003 r.) Fot. Krzysztof Miller / AG
Teraz jednak, po części ze względu na zbliżające się wybory, wydarzenia zaczynają przyspieszać. A przede wszystkim wracają stare sprawy, które Donald Tusk tylko ominął, a nie rozwiązał. Dlatego po roku Kopacz musi się mierzyć z aferą podsłuchową i dymisjonować tych, którzy powinni odejść z rządu już dawno.
Wszystkie afery SLD
Ale nawet pomimo tego za Platformą będzie się ciągnąć opinia partii od drogich obiadów u Sowy, ośmiorniczek i załatwiania interesów z biznesmenami. Nie zmienią tego żadne dymisje. Tak, jak w drugiej połowie rządów SLD. Najpoważniejsza z nich to afera Rywina, o której mówiło się już w lipcu 2002 roku. Wtedy jednak rządzący bagatelizowali sprawę, choć mówiono o niej coraz głośniej.
Dopiero po niemal pół roku od spotkania, na której padła korupcyjna propozycja "Gazeta Wyborcza" napisała głośny tekst "Ustawa za łapówkę, czyli przychodzi Rywin do Michnika". Po zaledwie dwóch tygodniach, 10 stycznia 2003 roku, Sejm powołuje komisję śledczą. To przyzwoite rozwiązanie, ale jednocześnie gwóźdź do trumny Leszka Millera i Sojuszu Lewicy Demokratycznej, bo przez niemal półtora roku media zajmują się właściwie każdym posiedzeniem komisji, każdym przesłuchaniem.
Ciąg komisji śledczych
Sytuację pogarsza kolejna afera, z którą musi radzić sobie Miller. Okazuje się, że poseł SLD uprzedził o planowanych zatrzymaniach radnych ze Starachowic, a ci przekazali te informacje przestępcom. Tak wybucha słynna afera starachowicka.
Mało? W 2003 roku ujawniono sprawę ogromnej defraudacji w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska. Prokuratura wyceniła straty na 42 mln zł. Do tego prokuratura oskarżyła Pęczaka o płatną protekcję. Polityk miał nawet wybierać sobie model mercedesa, który dostanie i przypominać, że w oknach muszą być firanki.
Rząd imienia "lub czasopisma" i firanek
Pod koniec rządów Millera wybuchła jeszcze Afera Orlenu. Po tym jak "Gazeta Wyborcza" opisała kulisy zatrzymania szefa Orlenu Andrzeja Modrzejewskiego, by zapobiec podpisaniu wartej 14 mld dol. umowy na dostawy gazu. Tak powstała kolejna komisja śledcza, która mocno szkodziła wizerunkowi SLD.
Tak więc symbolem rządów Leszka Millera stały się "lub czasopisma" i firanki Pęczaka. Partia próbowała ratować sytuację zmieniając szefa rządu w połowie 2004 roku, na nieco ponad rok przed wyborami. Wraz z Markiem Belką przyszło wielu nowych ministrów, ale to nie pomogło. SLD było też rozrywane konfliktami wewnętrznymi. Na kilka tygodni przed odejściem Millera z partii odeszła grupa posłów pod wodzą Marka Borowskiego.
Po jak SLD - afera każdego dnia
Teraz Platforma musi się mierzyć z kolejnymi aferami. Poza taśmową, wszyscy pamiętają o aferze hazardowej. Choć Tusk stanowczo przeciął ministerialne kariery związanych (i niezwiązanych) polityków, to do dzisiaj nikt nie usłyszał w tej sprawie wyroku. Poza tym jedna z głównych postaci afery, czyli Mirosław Drzewiecki znowu jest blisko Platformy i od czasu do czasu występuje w mediach jako jej głos.
logo
Premier Jerzy Buzek w 2001 r. Fot. Sławomir Kamiński / AG
Jest też cała masa drobnych aferek, takich jak chociażby zatrzymanie w czwartkowy poranek urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości. Równolegle "Dziennik Gazeta Prawna" opisał nieprawidłowości przy wykonaniu wartej pół miliona nowej strony internetowej Sądu Najwyższego. Choć to instytucja całkowicie niezależna od rządu, przeciętnego obywatela nie ma to znaczenia. To kolejna afera władzy i tyle.
Nieskuteczne ucieczki do przodu
Dlatego właśnie Ewie Kopacz nie ufa 38 proc. Polaków (CBOS z maja) i trend jest wyraźnie niekorzystny dla szefowej rządu. I nie zmienią tego rekonstrukcje. Tak, jak nie pomogły one Jerzemu Buzkowi i Akcji Wyborczej "Solidarność". W ostatnich kilkunastu miesiącach skład rządu intensywnie się zmieniał - wymieniono ministrów finansów, łączności, kultury, sprawiedliwości (stanowisko stracił powołany rok wcześniej Lech Kaczyński), skarbu i edukacji.
Nie nazwiska, a szyld
Ale to nie powstrzymało rozrywającej AWS walki frakcji. Platforma nie jest w tak złej sytuacji, ale dymisja Andrzeja Biernata, a wcześniej Cezarego Grabarczyka mocno naruszyła wewnętrzną równowagę, o którą Kopacz tak dbała od początku rządów. Walka frakcji objawi się z całą mocą podczas układania list wyborczych, bo oczywiste jest, że wielu dotychczasowych parlamentarzystów nie załapie się na kolejną kadencję.
Teraz Ewa Kopacz próbuje uciec do przodu wymieniając twarze, które są potencjalnym zagrożeniem. Ale nie zauważa, że dla dużej części wyborców Platforma Obywatelska jako całość straciła wiarygodność. Przyznał to zresztą w czwartkowy poranek Grzegorz Schetyna, który przekonuje, że partia musi odzyskać utracone zaufanie. Wydaje się, że dzisiaj jest w takim miejscu jak AWS i SLD. Im odzyskać zaufania się nie udało.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl