Fot. Roobcio / shutterstock.com

Odporność polskiej gospodarki i złotego na zewnętrzne zawirowania bywa stawiana pod znakiem zapytania. Przed możliwymi kłopotami ostrzegła Polskę nie tylko szwajcarska firma finansowa UBS, ale i ekonomistka Liliana Rojas-Suarez. Marcin Luziński, ekonomista BZ WBK, twierdzi jednak, że sytuacja Polski nie jest wcale tak zła, jak można wywnioskować z zagranicznych analiz.

REKLAMA
Autorzy raportu firmy UBS twierdzą, że możliwe wyjście Grecji ze strefy euro doprowadziłoby do spadku wartości złotego względem euro i dolara. Komplikacje związane z tzw. Grexitem najmocniej powinny się odbić właśnie na polskim złotym i węgierskim forincie.
Wcześniej na wrażliwość polskiej gospodarki zwróciła uwagę peruwiańska ekonomistka Liliana Rojas-Suarez. W swoim raporcie, oceniającym odporność rynków wschodzących na komplikacje o znaczeniu globalnym (np. kolejny ogólnoświatowy kryzys finansowy, inwazję Rosji na całą Ukrainę), stwierdziła ona, że odporność Polski uległa w latach 2007-2014 zauważalnemu pogorszeniu.
Rojas-Suarez doszła do takiego wniosku po przeanalizowaniu kilku czynników, w tym: stosunku zadłużenia zagranicznego (publicznego i prywatnego) do PKB, stosunku długu publicznego do PKB, odchylenia inflacji od celu i wiarygodności papierów skarbowych.
Zdaniem Luzińskiego wnioski wskazujące na wrażliwość polskiej gospodarki idą zbyt daleko.
Marcin Luziński
Ekonomista BZ WBK

Autorka raportu potraktowała statystyki bardzo powierzchownie. Na przykład, Polska ma wprawdzie dość wysokie zadłużenie zagraniczne – przyjmuje się, że to jest to miara ryzyka, gdyż w razie kryzysu inwestorzy mogą zażądać spłaty długu, co może narazić kraj na problemy z płynnością.

Ale sama wysokość długu to nie wszystko – ważna jest także jego zapadalność i struktura inwestorów. Na przykład: ok. 80 procent tego zadłużenia jest w rękach inwestorów długoterminowych, takich jak banki centralne albo fundusze emerytalne. Podobnie ok. 50 procent krótkoterminowego zadłużenia zagranicznego to zobowiązania zaciągnięte w ramach grup kapitałowych (spółka-matka pożycza pieniądze swojemu oddziałowi w Polsce).

Doświadczenia z czasów kryzysu 2008/2009 pokazują, że taka struktura zadłużenia wpływa na znaczący spadek ryzyka gwałtownego odpływu kapitału, gdyż wierzyciele tego typu nie domagają się natychmiastowej spłaty długu. Dodatkowo, polski rząd od czasu kryzysu stosuje strategię wydłużania zapadalności polskiego długu publicznego, zmniejszając ryzyko, że nagle konieczna będzie duża kwota pieniędzy do spłaty długu. W razie kłopotów ze spłatą długów mamy też dostęp do elastycznej linii kredytowej w MFW.

W dodatku polskie obligacje skarbowe są uważane przez inwestorów za papier wartościowy wysokiej jakości. Zatem Polska jest w stanie znaleźć chętnych na swoje obligacje nawet podczas kryzysu. Porównywanie polskich papierów skarbowych z obligacjami Filipin czy Indonezji, jak robi autorka, to jak porównywanie jabłek z gruszkami.

Polska wypada także słabo w tym zestawieniu, jeśli chodzi o wrażliwość finansową, dużo gorzej od Chin. Jest to moim zdaniem dziwny i bezpodstawny wniosek. W świecie finansowym powszechne są obawy o kryzys długu w Chinach, gdyż przez lata realizowano tam strategię finansowania kredytem nadmiernych inwestycji, które nie przynoszą zysków, a wartość zadłużenia z tytułu kredytu urosła tam do ogromnych rozmiarów. W Polsce takich problemów nie ma, wartość kredytów wciąż jest relatywnie niska, a spłacalność wysoka.

Jedynym większym ryzykiem w tym kontekście jest duża wartość kredytów mieszkaniowym w walucie obcej, ale na to akurat autorka nie zwróciła uwagi. Autorka wskazuje też, że w Polsce odchylenie inflacji od celu jest podobne co na Litwie, Łotwie i Estonii, co sugeruje podobne możliwości interwencji w ramach polityki pieniężnej. Tylko że te trzy kraje nie mogą prowadzić niezależnej polityki pieniężnej, bo należą do strefy euro.