Pasażerowie - piłkarze. Kierunek - Polska. Cel - nabrać kogoś na swoje umiejętności.
Pasażerowie - piłkarze. Kierunek - Polska. Cel - nabrać kogoś na swoje umiejętności. fot. www.allafrica.com

Trzecia liga RPA, ławka na Słowacji, druga liga maltańska, rezerwy w lidze brazylijskiej. Zapraszamy. Gość w dom, Bóg w dom. Pięć dni treningów, czasem wyjazd na zgrupowanie i... panu już dziękujemy. Powrót do domu, a potem... niech przyjedzie kolega. Witamy w Polsce. W kraju, w którym słynne testy piłkarzy są niewygasającym zjawiskiem.

REKLAMA
- To takie typowo polskie – rzekłby pewnie pomocnik Wolfsburga, Mateusz Klich, patrząc na tony szrotu zjeżdżające do większości klubów w ramach akcji pt. „Poszukujemy nowej jakości”. Co tam, że sprawdzi się jeden zawodnik na kilkudziesięciu, a opłacić trzeba kilkadziesiąt biletów lotniczych. Co tam, że kluby wystawiają się na pośmiewisko zapraszając na treningi przebierańców z głębokich rezerw.
Do niedawna prym w tym procederze wiodła Wisła Kraków, która zapraszała hurtem tony szrotu bramkarskiego. Na Reymonta zjawił się m. in. golkiperzy z czternastego zespołu ligi bośniackiej lub trzeciej ligi szwedzkiej, że nie wspomnimy o tabunach innych artystów, których jedynym argumentem było posiadanie własnych korków i rękawic. Narzekał na tę praktykę ówczesny bramkarz „Białej Gwiazdy”, Mariusz Pawełek, narzekał trener bramkarzy Jacek Kazimierski, narzekali kibice, aż w końcu ktoś poszedł po rozum do głowy i postawił na bramkarza przez duże B, Sergeia Pereikę. Ale...
No właśnie, minęło półtora roku i cyrk zatoczył koło. Jacek Bednarz wpadł na genialny pomysł „a może znowu byśmy kogoś potestowali?” i natychmiast polskie media sportowe zalały newsy pt. „Bramkarz Milanu na testach w Wiśle”. Naiwniak pomyśli – Christian Abbiati? A może choćby Flavio Roma? Sorry, panowie, nie tędy droga. Pod Wawelem zameldował się przedwczoraj Michał Miśkiewicz, który nie zaliczył sprawdzianu w Polonii Warszawa, a ostatnio terminował w trzeciej lidze włoskiej w barwach – uwaga - FC Südtirol-Alto Adige. Zaryzykuję nawet i napiszę, że pan Michał niedługo będzie ekspertem w temacie testów, bo trudno przypuszczać, żeby poważny kontrahent skusił się na jego usługi. Podobnie zresztą jak na Przemysława Kazimierczaka (nie mylić z Kaźmierczakiem), który objechał całą Polskę, próbował wszystkich nabierać na przeszłość w Boltonie Wanderers i chyba przestało mu się opłacać wydawać pieniądze na paliwo, więc zakotwiczył w Orle Ząbkowice Śląskie, skąd pół roku temu przeniósł się do KS Polkowice.
I tak to się kręci... Menedżerowie wypalają w pośpiechu kolejne płytki DVD zgodnie z zasadą, że na Youtube nawet Łukasz Gikiewicz czy Milos Kosanović dobrze się prezentują. Większość biedniejszych klubów bazuje na filmikach, zatrudnia takich parodystów, a później kompromituje się wystawiając ich w lidze. Ktoś powie – no dobra, ale nie mają pieniędzy, a takie Kosanovicie to tania siła robocza. Zgoda, tyle tylko, że – ociera się to o banał – w Młodej Ekstraklasie czy w niższych polskich ligach można znaleźć zawodników zdecydowanie bardziej utalentowanych, a przede wszystkim – zdeterminowanych.
Trzeba też zadać jedno bardzo istotne pytanie, bo nie wiem, ale tak trudno niektórym jest załapać, że przez kilka dni trener nie jest w stanie merytorycznie ocenić przydatności zawodnika? Że margines błędu jest zdecydowanie większy, skoro piłkarz nie może zostać sprawdzony w kilku wariantach taktycznych? Tym bardziej, że Legia Warszawa pożegnała choćby Aleksandara Kolarova, który przed trzema dniami świętował mistrzostwo Anglii z Manchestem City oraz Branislava Ivanovicia, który w sobotę stanie przed szansą zdobycia Ligi Mistrzów z Chelsea. Ponoć poszło o kasę...
No i dochodzi jeszcze sama aklimatyzacja, czyli często zmiana czasu, brak komunikacji z kolegami czy nawet niezrozumienie poleceń szkoleniowca. Wiele czynników, które utrudniają adaptację w nowym środowisku. Pierwszy przykład z brzegu – przed dwoma laty Wisła testowała Słoweńca Roka Elsnera, po kilku dniach odpaliła go bez żalu, a ten dziesięć dni temu dał mistrzostwo Śląskowi w meczu... właśnie z Wisłą. Albo weźmy takiego Arkadiusza Piecha, z którego Śląsk zrezygnował lekką ręką, a dziś ten 27-latek jest po Artiomie Rudniewie najlepszym napastnikiem ligi.
Przykłady można mnożyć i mnożyć, a podstawą przy każdym transferze powinna być – znowu przepraszam za banał - rzetelna obserwacja. Jeżdżenie na mecze, podglądanie, jak zawodnik gra w normalnych warunkach. Udinese, zanim faktycznie zainteresowało się Arielem Borysiukiem, wysłało kilku – bodaj ośmiu - skautów, aby każdy z nich sporządził niezależne raporty na jego temat. Wiadomo, że u nas to nierealne, ale dlaczego nie brać przykładu z najlepszych? Niech raz poleci trener, raz dyrektor sportowy, a raz asystent.
Dlaczego naszło mnie napisanie o testach akurat dzisiaj? Z kilku powodów. Oto co się dzieje:
- Michał Miśkiewicz na testach w Wiśle
- Fernando Sa na testach w Koronie
- Joshua Marques Pereira Silva na testach w Widzewie
- Ivan Milicević na testach w Koronie
- Nikola Cvijetinović na testach w Koronie
Zaczęło się...
A to dopiero początek.

Autor jest dziennikarzem Weszlo.com