Wakacje w Sopocie? Nie ma mowy, by były tańsze od wyjazdu zagranicznego.
Wakacje w Sopocie? Nie ma mowy, by były tańsze od wyjazdu zagranicznego. Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta

Sopot, Łeba, a może Mielno, Kołobrzeg, lub Ustka...? Choć wszechobecne reklamy zagranicznych wczasów w ofercie last minute i all inclusive sprawiają wrażenie, że tylko poza ojczyzną można spędzić dziś urlop, wczasowe dylematy większości Polaków wyglądają raczej w ten sposób. Gustujący w podróżach zagranicznych sądzą zwykle, że wczasy w Polsce inni wybierają dlatego, że nie mają pieniędzy na wyjazd do Grecji, Chorwacji, Turcji, Egiptu, Tunezji... itd. Błąd. Większość wczasowiczów wypoczywających nad polskim wybrzeżu, nad jeziorami lub w górach robi to naprawdę z zupełnie innych powodów.

REKLAMA
Na urlop w Polsce trzeba mieć pieniądze
Ocenianie fanów turystyki wewnątrzkrajowej przez pryzmat rzekomo mniejszego budżetu naprawdę jest pomyłką. Przede wszystkim dlatego, że "typowe" dwutygodniowe wczasy w Polsce dla – dajmy na to czteroosobowej rodziny – to koszt co najmniej porównywalny z w miarę atrakcyjną ofertą zagraniczną renomowanego biura podróży.
logo
W najpopularniejszych miejscowościach nawet klasyczne ośrodki wypoczynkowe to koszt noclegu rzędu kilkuset złotych dziennie. Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta
I nie ma tu mowy o choćby trzygwiazdkowym standardzie. Kilka tysięcy złotych przeciętnej rodzinie rozpłynie się na wczasach w Polsce na noclegi i wyżywienie w przyzwoitym ośrodku wypoczynkowym. Nieco mniej mogą wyjść prywatne kwatery, których pełno nad morzem i w górach, ale i tam trzeba coś jeść. Na zakupach w turystycznych miejscowościach jednak nie zrobi się dobrego interesu. Na jedzeniu "na mieście" też oszczędności odpadają.
Już w ubiegłym roku nad fenomenem utrzymującej się popularności wczasów w Polsce pochylał się "Newsweek". Tygodnik wyliczył wówczas, że zaledwie tydzień w najskromniejszych warunkach dla mamy, taty i jednego dziecka to wydatek rzędu kilku tysięcy złotych. Nawet planując najskromniejsze wczasy w polskich kurortach, trzeba liczyć się z panującą w nich drożyzną i licznie rozstawionymi pułapkami na pieniądze wczasowiczów. Dlatego każdego dnia z portfela znika co najmniej 100 zł. Przy bardzo skromnym wczasowaniu.
Połowa Polaków o wyjeździe może pomarzyć, większość pozostałych ma w nosie świat
Polacy dzielą się dziś nie tyle na tych odpoczywających w kraju i tych preferujących zagranicę. Przede wszystkim to podział na tych, którzy wyjeżdżają oraz tych, co o choćby weekendowym wyjeździe raz w roku jedynie marzą. Na całe szczęście tych drugich powoli, ale sukcesywnie ubywa. Z ubiegłorocznych danych CBOS wynika, że na jakikolwiek urlop wyjechało 53 proc. Polaków. Czasu lub pieniędzy zabrakło na to 47 proc. z nas. Jednak jeszcze pięć lat wcześniej o wczasach jedynie pomarzyć mogło aż 59 proc. obywateli.
logo
Plaża w Mielnie. Fot. Anna Jarecka / Agencja Gazeta
Myli się jednak ten, kto sądzi, że im więcej Polaków ma okazję odpocząć poza domem, tym więcej z nich wykorzystuje ją, by zobaczyć kawałek świata. Ze wspomnianych badań wynika, że wraz z corocznym rozrastaniem się grupy osób wyjeżdżających na wczasy zbytnio nie zwiększała się liczba chętnych do wyjazdu za granicę. W minionym roku zaobserwowano wyraźny wzrost w dwóch innych grupach. Aż 35 proc. Polaków wybrało wczasy w kraju, a kolejne 11 proc. na odpoczynek wyjechało zagranicę i... drugi raz gdzieś w kraju. Gustujący tylko i wyłącznie w podróżach po świecie to zaledwie 7 proc. z nas.
Tradycja, wspomnienia, wygoda...
– Od końca gimnazjum rodzice zawsze wypychali mnie na wakacje w świat. Nie było ich stać żebyśmy wyjeżdżali poza granice Polski wspólnie, ale robili wszystko, bym ja miała ku temu okazje. To było fantastyczne z ich strony i bardzo jestem im za to wdzięczna, ale tak wtedy, jak i teraz przez pryzmat czasu, znacznie lepiej od obozów we Francji, czy Włoszech wspominam te kilka dni pod koniec sierpnia, które tradycyjnie razem spędzaliśmy gdzieś na Wybrzeżu – stwierdza 29-letnia Agnieszka, prawniczka z Łodzi.
Która do dziś tę tradycję wczasów nad polskim morzem z rodzicami kultywuje. I tak tłumaczy mi powody, dla których w minionych latach Trójmiasto, Mielno i Ustkę odwiedzała równie często, co zagraniczne kurorty.
Agnieszka

Mam taką umowę ze swoim mężem, że jednego roku lato spędzamy gdzieś w świecie, a w kolejne wakacje organizujemy wspólnie z naszymi rodzicami. Na szczęście się lubią. Rodzice i teściowie w ostatnich latach też wyjeżdżali na jakieś wczasy zagraniczne, ale wiemy, że lepiej czują się z nami tutaj, w Polsce.

logo
Latem Polacy wybierają nie tylko morze, ale i południe naszego kraju. Fot . Marcin Stępień / Agencja Gazeta
– Mam 26 lat i o ile dobrze pamiętam, to zawsze spędzałem wakacje gdzieś w Polsce. Człowiek się do tego przyzwyczaja, czuje się bezpiecznie, pielęgnuje wspomnienia. No i jakoś łatwiej zebrać ekipę na wyjazd na kite na Półwysep Helski, czy trekking w Tatrach lub Jurze niż na jakiś wypad choćby do Chorwacji – mówi mi Michał, który na co dzień pracuje jako fotograf w Toruniu. On należy jednak poniekąd do tej grupy, która w ciągu roku bywa zarówno gdzieś w Polsce, jak i zwiedza kawałek świata. Jak zaznacza, ta druga okazja trafia mu się jednak zwykle w związku z pracą.
Michał

I podróżowanie to jest to, co w tej pracy najfajniejsze, ale jednak praca to praca. Jeśli myślę o prawdziwym odpoczynku, to jednak zazwyczaj jeżdżę palcem po mapie Polski.

Typowy "Janusz" świata się boi?
Wątpliwe, by jednak większość osób uporczywie decydujących się wydawać ciężko zarobione pieniądze na wypoczynek w drożyźnie polskich miejscowości turystycznych i przy niezbyt pewnej pogodzie robiła to tylko ze względu na tego typu "znudzenie światem". – Sądzę, że nasze interesy mają się tak dobrze przede wszystkim ze względu na jednak słabą wśród Polaków znajomość języków obcych lub tremę przed korzystaniem z nich. Ludzie przyjeżdżają tutaj, bo lubią. Ale przede wszystkim, to lubią czuć się swobodnie – słyszę od menadżera jednego z ośrodków wypoczynkowych na gdańskiej Wyspie Sobieszewskiej.
logo
Typowa wakacyjna pogoda w Sopocie... Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
Jego zdaniem, "przeciętny Janusz" woli wydać kilkaset złotych dziennie za odmalowany kemping sprowadzony z Holandii i stołować się na przemian grillując lub kupując flądrę, którą w smażalni sprzedają dziesięciokrotnie drożej niż w sklepie niż zaryzykować ośmieszenie się za granicą w hotelowej restauracji, czy kłopoty wynikające z tego, że nie jest w stanie porozumieć się w języku obcym.
– Ten strach i pewien wstyd to moim zdaniem główne motywy tych, którzy wybierają polskie morze na typowe plażowanie. To chyba najliczniejsza grupa, choć warto dodać, że co innego to tzw. prawdziwi turyści, czy ludzie przyjeżdżający z deskami lub rowerami odpoczywać aktywnie. Oni wpadają jednak na jakiś letni weekend maksymalnie kilka dni. A tych, którzy rezerwują sobie u nas dwa lub trzy tygodnie... No cóż, cieszę się, że są, ale prywatnie naprawdę nie potrafię ich zrozumieć – podsumowuje mój rozmówca.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl