
Ewa Kopacz przepchnęła przez Sejmu ustawę o in vitro. Złamała nie tylko opór opozycji z PiS i okolic, ale przede wszystkim opór wewnątrz partii. Jak? Właśnie zaczyna się proces układania list wyborczych, nad którym Kopacz ma właściwie pełną kontrolę. – Nacisk był naprawdę mocny – mówi nam członek "frakcji konserwatywnej" w PO o głosowaniu ws. in vitro.
REKLAMA
Sejm przegłosował jedną z najtrudniejszych ustaw ostatnich lat. Walka o in vitro toczyła się jeszcze za rządów SLD, ale rozgłosu nabrała w poprzedniej kadencji. Donald Tusk otwarcie opowiadał się za in vitro, a nawet za jego finansowaniem z budżetu, ale przekonywał, że ustawy nie da się uchwalić, bo blokuje ją silne skrzydło konserwatywne.
"Niebywała presja"
Mimo tego robiono kilka podejść do sprawy – za każdym razem górą byli konserwatyści. Jednak w ostatnich miesiącach śledzenie listy posłów Platformy Obywatelskiej, którzy głosowali przeciw in vitro i innym ustawom światopoglądowym, jest jak obserwowanie wymierania mamutów. Z głosowania na głosowanie jest ich mniej.
Mimo tego robiono kilka podejść do sprawy – za każdym razem górą byli konserwatyści. Jednak w ostatnich miesiącach śledzenie listy posłów Platformy Obywatelskiej, którzy głosowali przeciw in vitro i innym ustawom światopoglądowym, jest jak obserwowanie wymierania mamutów. Z głosowania na głosowanie jest ich mniej.
– Byliśmy od wielu dni pod niebywałą presją – mówi jeden z konserwatywnych polityków PO, który nie chce nam ujawnić ani jak ostatecznie głosował, ani zgodzić się na podanie nazwiska. – Szef klubu Rafał Grupiński sugerował konserwatywnym posłom, żeby założyli sobie własną Platformę. Ewa Kopacz zwołała posiedzenie klubu tuż przed głosowaniem. Mówiła, że idą wybory, a my musimy być jednością i że czasem trzeba zawiesić swoje wartości dla dobra grupy, że nie zawsze trzeba być pryncypialnym. Nacisk był naprawdę mocny – relacjonuje nasz rozmówca.
Jak dzieci
Część się złamała. – To dlatego Marek Biernacki tylko wyjął kartę do głosowania, a przeciwko ustawie zagłosowało zaledwie pięcioro posłów – dodaje. Nasz kolejny rozmówca (także proszący o anonimowość) przedstawia nieco łagodniejszą wersję wydarzeń. – Pojawiały się takie sugestie, ale myślę, że one miały charakter pedagogiczny. To tak jak mówi się dziecku "nie brój, bo dostaniesz", ale przecież nikt dziecka nie uderzy – mówi nam jeden z polityków konserwatywnego skrzydła PO.
Część się złamała. – To dlatego Marek Biernacki tylko wyjął kartę do głosowania, a przeciwko ustawie zagłosowało zaledwie pięcioro posłów – dodaje. Nasz kolejny rozmówca (także proszący o anonimowość) przedstawia nieco łagodniejszą wersję wydarzeń. – Pojawiały się takie sugestie, ale myślę, że one miały charakter pedagogiczny. To tak jak mówi się dziecku "nie brój, bo dostaniesz", ale przecież nikt dziecka nie uderzy – mówi nam jeden z polityków konserwatywnego skrzydła PO.
– Ale myślę, że teraz Ewa Kopacz jest tak zadowolona z wyników głosowania, że nie wyciągnie konsekwencji wobec tych, którzy głosowali przeciw – dodaje nasz rozmówca. Poza tym konserwatyści są spokojni, bo mają świadomość tego, że PO potrzebuje prawego skrzydła. – Konserwatyście są potrzebni Platformie, to by było nierozsądne, gdybyśmy zamknęli się tylko na lewą stronę, bo to zmniejszyłoby znacznie nasz potencjalny elektorat – zauważa nasz rozmówca. Dzisiaj swoje szeregi oceniają na 80 szabli, choć połowa z tej liczby to posłowie nieco bardziej liberalni, którzy popierają część projektów.
Konserwatyści-politycy
Pod nazwiskiem zgadza się mówić tylko Antoni Mężydło, także jeden z platformianych konserwatystów. Wskazuje, że ustawa była mniejszym złem niż pozostawienie in vitro bez regulacji. – Mieliśmy wiele spotkań w Kancelarii Premiera z Ewą Kopacz i z ministrami, którzy się na in vitro znają. Spotykaliśmy się też we własnym gronie w Sejmie. Uważam, ze to dobra ustawa – przekonuje poseł Mężydło.
Pod nazwiskiem zgadza się mówić tylko Antoni Mężydło, także jeden z platformianych konserwatystów. Wskazuje, że ustawa była mniejszym złem niż pozostawienie in vitro bez regulacji. – Mieliśmy wiele spotkań w Kancelarii Premiera z Ewą Kopacz i z ministrami, którzy się na in vitro znają. Spotykaliśmy się też we własnym gronie w Sejmie. Uważam, ze to dobra ustawa – przekonuje poseł Mężydło.
Dodaje, że nie bez wpływu było także spore poparcie społeczne dla in vitro. – Poza tym konserwatyzm nie zwalnia nas z działania politycznego. Nie mogliśmy więc dać się zwieść fałszywym argumentom polityków PiS, którzy próbowali nam wmówić, że ta ustawa wprowadza tylnymi drzwiami związki homoseksualne – wyjaśnia polityk PO. Przekonuje, że in vitro to nie sprawa światopoglądu, tylko medycyny.
Słabnące prawe skrzydło
Tak, jak konwencja antyprzemocowa Rady Europy to kwestia prawna, nie światopoglądowa. Takie tłumaczenie z czasem przyjmowało coraz więcej członków PO. Przez długi czas nie udawało się nawet wprowadzić ratyfikacji konwencji antyprzemocowej pod obrady Sejmu. W lutym 2015 roku Sejm ją przyjął, a przeciw głosowało tylko troje posłów, a pięcioro wstrzymało się od głosu. Co wpłynęło na zmianę ich stanowiska?
Tak, jak konwencja antyprzemocowa Rady Europy to kwestia prawna, nie światopoglądowa. Takie tłumaczenie z czasem przyjmowało coraz więcej członków PO. Przez długi czas nie udawało się nawet wprowadzić ratyfikacji konwencji antyprzemocowej pod obrady Sejmu. W lutym 2015 roku Sejm ją przyjął, a przeciw głosowało tylko troje posłów, a pięcioro wstrzymało się od głosu. Co wpłynęło na zmianę ich stanowiska?
Na pewno nie będzie żadnej taryfy ulgowej dla tych, którzy się wyłamią - przed nami są dużo cięższe i trudniejsze głosowania światopoglądowe, a konwencja antyprzemocowa tak naprawdę nie jest sprawą światopoglądową Czytaj więcej
Przeprawa z in vitro
Wysyłano nawet sygnały, że członkowie PO, którzy zagłosują przeciw ratyfikacji konwencji zostaną usunięci z partii. Jak widać groźby poskutkowały. I to nie tylko w sprawie konwencji.
Wysyłano nawet sygnały, że członkowie PO, którzy zagłosują przeciw ratyfikacji konwencji zostaną usunięci z partii. Jak widać groźby poskutkowały. I to nie tylko w sprawie konwencji.
In vitro długo było kością niezgody w PO, równolegle funkcjonowały nawet dwa projekty: Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i Jarosława Gowina. Podczas serii głosowań w październiku 2010 roku niektórzy politycy PO poparli nawet projekt zgłoszony przez Bolesława Piechę z PiS. Donald Tusk robił więc wszystko, by trzymać projekt w komisjach. Także w nowej kadencji, już po wyborach w 2011 roku. Nie mogąc znaleźć konsensusu w Sejmie, rząd przygotował projekt finansowania in vitro, choć metoda nadal nie była uregulowana.
Ostało się tylko pięcioro
Złamać upór konserwatystów postanowiła dopiero Ewa Kopacz. Ale jeszcze w czasie kwietniowych głosowań frakcja konserwatywna wyraźniej zaznaczała swoją obecność: za odrzuceniem projektu SLD głosowało prawie 40 posłów. Co więcej - dwóch poparło projekt PiS, który mocno ograniczał możliwości przeprowadzania procedury in vitro.
Złamać upór konserwatystów postanowiła dopiero Ewa Kopacz. Ale jeszcze w czasie kwietniowych głosowań frakcja konserwatywna wyraźniej zaznaczała swoją obecność: za odrzuceniem projektu SLD głosowało prawie 40 posłów. Co więcej - dwóch poparło projekt PiS, który mocno ograniczał możliwości przeprowadzania procedury in vitro.
Teraz "przeciw" było tylko pięcioro polityków PO, wstrzymało się dwóch.
"Nie" dla związków
Konserwatyści nadal trzymają się mocno w sprawie związków partnerskich. Na posiedzeniu tuż po wyborach prezydenckich nie zgodzili się, aby pod obrady Sejmu trafił projekt ustawy przygotowany przez SLD. Wtedy frakcja konserwatywna wróciła na chwilę do swoich dawnych rozmiarów - przeciw było 45 posłów, a wstrzymało się 23. Choć to i tak mniej niż jeszcze w grudniu, kiedy głosowano nad projektem Twojego Ruchu - wtedy "nie" powiedziało 57 posłów.
Konserwatyści nadal trzymają się mocno w sprawie związków partnerskich. Na posiedzeniu tuż po wyborach prezydenckich nie zgodzili się, aby pod obrady Sejmu trafił projekt ustawy przygotowany przez SLD. Wtedy frakcja konserwatywna wróciła na chwilę do swoich dawnych rozmiarów - przeciw było 45 posłów, a wstrzymało się 23. Choć to i tak mniej niż jeszcze w grudniu, kiedy głosowano nad projektem Twojego Ruchu - wtedy "nie" powiedziało 57 posłów.
Gdzie więc ta potężna frakcja konserwatywna, która w 2013 roku była tak potężna, że spotykała się nawet w Kancelarii Premiera? Co złamało tę grupę? Przede wszystkim odejście z Platformy Jarosława Gowina. Oczekiwano, że rozłamowców będzie więcej, ale odeszli z nim tylko posłowie Jacek Żalek i John Godson oraz europoseł Artur Zasada.
Sieroty po Gowinie
Od tego momentu za lidera frakcji był uważany Marek Biernacki, który zastąpił Gowina w Ministerstwie Sprawiedliwości, by konserwatyści utrzymali swoją reprezentację w rządzie. Jednak kiedy Tusk odszedł, Kopacz ułożyła skład Rady Ministrów według swojego planu i bardziej liczył się parytet między schetynowcami a spółdzielnią Grabarczyka, niż między liberałami a konserwatystami. A oni nie protestowali zbyt ostro. Dzisiaj łącznikiem między konserwatystami a Ewą Kopacz jest wicemarszałek Sejmu Elżbieta Radziszewska, jednocześnie konserwatystka i przyjaciółka szefowej rządu.
Od tego momentu za lidera frakcji był uważany Marek Biernacki, który zastąpił Gowina w Ministerstwie Sprawiedliwości, by konserwatyści utrzymali swoją reprezentację w rządzie. Jednak kiedy Tusk odszedł, Kopacz ułożyła skład Rady Ministrów według swojego planu i bardziej liczył się parytet między schetynowcami a spółdzielnią Grabarczyka, niż między liberałami a konserwatystami. A oni nie protestowali zbyt ostro. Dzisiaj łącznikiem między konserwatystami a Ewą Kopacz jest wicemarszałek Sejmu Elżbieta Radziszewska, jednocześnie konserwatystka i przyjaciółka szefowej rządu.
Teraz opór konserwatystów jest jeszcze słabszy. Dlaczego? Na niedawnym wyjazdowym posiedzeniu klubu w Jachrance Kopacz zapowiedziała, że to ona rządzi partią i bierze odpowiedzialność za jej wynik w wyborach. A to znaczy, że to ona będzie decydowała o kształcie list. Jak mówią nam politycy konserwatyści, usłyszeli od szefowej partii ultimatum: ci, którzy zagłosują przeciw, mogą się pakować z Sejmu.
Spacyfikowanie katolików w partii, która należy do europejskiej grupy chadeków (czyli chrześcijańskich demokratów), wcale nie jest oznaką siły. Przeciwnie, jest oznaką słabości Ewy Kopacz, która woli "miernych, biernych, ale wiernych". Jeśli konserwatyści znikną z list partii, nie wyjdzie to Platformie na dobre. Bo siłą partii były jej szerokie skrzydła. Jeśli jedno zostanie ścięte, samolot nie poleci.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
