Wieli zjazd fanów Pawła Kukiza w Lubinie.
Wieli zjazd fanów Pawła Kukiza w Lubinie. Fot. Kamila Kubat / Agencja Gazeta

WoJOWnicy, którzy liczyli na kolejne pełne emocji „zagrzewanie do boju” z pewnością czują się usatysfakcjonowani. Ci, którym zależało choć na odrobinie konkretów – mocno rozczarowani. Paweł Kukiz na zjeździe w Lubinie udowadnia swoją charyzmę i po raz kolejny pokazuje, że na scenie czuję się jak ryba w wodzie. Poza tym ogłasza: „Priorytetem jest referendum. Z Ruchem musicie uzbroić się w cierpliwość” i nie przedstawia nic, co można by określić jako „przełom.

REKLAMA

Nie wszyscy dopisali Konwencja miała trwać około dwóch godzin, a uczestniczyć w niej miało 4,5 tys. woJOWników. Skończyło się na 60 minutach i około 2 tys. uczestników. Ci, którzy byli w Lubinie na wieczorze wyborczym są zadowoleni. – Jest nasz dwa razy więcej – mówili entuzjastycznie. Natomiast ci, którzy przyjechali do Lubina po raz pierwszy nie kryli rozczarowania, gdyż od nowego wodza oczekiwali czegoś więcej niż to, o czym słyszęli już we wszystkich programach

Nastroje przed konwencją dopisywały znacznie bardziej niż po niej. W piątek Paweł Kukiz zaprezentował nową stronę internetową z przewodnim hasłem zaczerpniętym z jednej ze swojej piosenek: „Polska budzi się z naszymi marzeniami”, kiedy na początku pytałam woJOWników, jakie są te marzenia, odpowiadali na ogół podobne jak sam lider. Obalić system, zmienić obecną władzę, zniszczyć partiokrację. – Obecne elity polityczne to wzajemne kółko zainteresowań, które myśli tylko o tym, jak załatwić swoje interesy. Naszymi sprawami się nie interesują – mówi Piotr, woJOWnik z Poznania.

Fot. Karolina Wiśniewska, naTemat

Kukiz: „Musicie czekać i mi zaufać” O wyborach parlamentarnych raczej nikt jeszcze nie myśli (a przynajmniej głośno o tym nie mówi). Cel numer jeden to wrześniowe referendum. A co potem? – Wszystko zależy od Pawła Kukiza. Sam Kukiz o wyborach na razie również nie myśli. Zapowiedział wprawdzie, że listy wyborcze pojawią się w lipcu i zaprosi na nią wszystkich antysystemowców, w tym Korwin-Mikkego, Grzegorza Brauna, a nawet Magdalenę Ogórek, lecz o niejednej podobnej deklaracji już słyszeliśmy.

Swoim zwolennikom mówi wyraźnie: „Musicie uzbroić się w cierpliwość”.– Podczas wieczoru wyborczego obiecywałem, że za miesiąc spotkamy się tu i porozmawiamy o Ruchu – mówi, po czym dodaje, że o Ruchu rozmów jednak nie będzie. Priorytetem bowiem jest wrześniowe referendum. Ponownie przypomina, że programu tworzyć nie zamierza (bo to „oszustwo”), a koordynatorów i pełnomocników nie potrzebuje (bo tworzy „strukturę bez struktur”).

O Ruchu będziemy rozmawiać wtedy, kiedy będziemy wystarczająco skonsolidowani w sprawie referendum (…). Musicie być cierpliwi, ale iść razem i nie konfliktować się.

Paweł Kukiz

Kukiz wódz W swoich wystąpieniu często powtarza „Musicie mi zaufać”. Kiedy pytam stojących w pierwszych rzędach woJOWników: „Ufacie?”, w odpowiedzi z lekkim oburzeniem słyszę: „Pani jeszcze pyta?”. Ufają – przynajmniej ci, którzy stali tuż pod sceną. Dla nich Kukiz to niekwestionowany wódz, lider i nadzieja na uzdrowienie polskiego „zepsutego systemu”.

Fot. Karolina Wiśniewska, naTemat

Relacja, którą stworzył z nimi antysystemowy lider jest oparta na bardzo silnych emocjach, co widać na każdym kroku. – To wy jesteście najsilniejszym filarem zmian, które wprowadzimy – przekonuje ich mówiąc ze sceny. Wzruszeni kiedy odtwarza film podsumowujący kampanię prezydencką i dotychczasowe działania na rzecz JOW. Zapaleni w boju, kiedy mówi o tym, że system trzeba zniszczyć. – Dziś wygraliśmy, teraz idziemy walczyć dalej – mówili po konwencji. – To iskra, która rozpali ognisko w całej ognisko w całej Polsce – przekonuje mnie jeden z woJOWników z Bielawy.

Fot. Karolina Wiśniewska, naTemat

Współpraca z ekspertami O programie w świecie Kukiza mowy nie ma. Zamiast tego antysystemowiec ponownie zapowiada, że zamierza realizować strategię, którą dla niego tworzyć będą eksperci. – Oni będą dyskutować o prawie podatkowym, a nie jakiś Kukiz – podkreśla. Wśród owych „onych” wymienia m.in. Roberta Gwiazdowskiego. Na samej konwencji zaś głos zabierali również prof. Tomasz Kaźmierczyk, dr Zdzisław Ilski, samorządowiec Dariusz Stasiak oraz dwaj emigranci – przyjaciele Patryka Hałaczkiewicza.

Fot. Karolina Wiśniewska, naTemat

Kukiz zapowiada też kolejne spotkania w całej Polsce. Rusza w trasę, aby przekonywać wszystkich do głosowania „za JOW-ami i za zmianą dla Polski”. – Nasze dzieci, wnuki i prawnuki nie wybaczyliby nam, gdybyśmy teraz przegapili tą okazję – podsumowuje.

Najpierw referendum, a po referendum idziemy do parlamentu. (…) Dla naszych dzieci, wnuków i prawnuków. Nie wybaczyliby nam, gdybyśmy nie wykorzystali tej okazji.

Paweł Kukiz

Rozczarowani po konwencji Konwencja Pawła Kukiza zdecydowanie różniła się od podobnych wydarzeń organizowanych przez inne partie. Nie było wielkiej scenografii, świateł i konfetti. Zjazd został sfinansowany dzięki darowiznom samych kukizowców. W polityce jednak nie o konfetti chodzi, dlatego fakt, iż było po prostu skromnie nie jest absolutnie żadnym problemem. Problemem natomiast jest to, że Paweł Kukiz nadal opiera swój przekaz głównie na emocjach, a jeśli chce Polskę naprawdę zmienić – emocje nie wystarczą.

Fot. Karolina Wiśniewska, naTemat

W sobotę w Lubinie nie brakowało również tych, którzy po konwencji nie podzielali entuzjazmu stojących w pierwszych rzędach. Liczyli bowiem na coś więcej niż „czekanie i cierpliwość”. Kiedy pytałam o wrażenia, szybko zmieniali temat. – Nie warto było jechać tych prawie pięciu godzin – odpowiada ekipa z Warszawy.

– Jedziemy od samego świtu, potem stoimy przez dwie godziny pod halą, a na koniec nie pozwalają nam wejść na trybuny – żalił się jeden z uczestników. Kiedy pytałam o wspomniane na początku „marzenia” po całym wydarzeniu, kukizowiec z Koszalina odpowiada krótko: „Moim marzeniem teraz jest teraz to, żeby szybko znaleźć się w domu. Nie warto było”.

Konwencja potwierdziła, że zwolennicy antysystemowego lidera to środowisko bardzo zróżnicowane. Jedni wierzą w niego bezgranicznie, inni ambitnie liczą w końcu na program, a jeszcze inni próbują robić wokół siebie „szum” i kreują na lokalnych liderów. Trudno będzie Kukizowi zrobić z tego jakąś rozsądną całość. Zwłaszcza bez konkretów. Zjazd woJOWników był po prostu spontanicznym zrywem części zwolenników Kukiza, który – mimo szumnych zapowiedzi – nie wywołał w trwającej kampanii (ani referendalnej, ani parlamentarnej) większej rewolucji.

Napisz do autora: karolina.wisniewska@natemat.pl