
Polak na zagranicznych wakacjach to niewyczerpany temat. Tymczasowi rezydenci Hiszpanii, Egiptu czy Tunezji lubią popisać się odwagą, pomysłowością i tym, jak dobrze się bawią. Szkoda, że inni ludzie muszą się za nich wstydzić.
Po ataku terrorystycznym w Susie Polacy zostali ewakuowani z kurortu. Niektórzy narzekali, że natychmiast musieli się spakować – byli zawiedzeni. Furorę w sieci zrobiła relacja TVN24 z tunezyjskiego lotniska, na której widać grupę naszych turystów. Rozbawieni, roztańczeni, w strojach plażowych. Eksponujący opalone torsy, krzyczący.
Trochę wiocha, ale nie od dziś wiadomo, że Polak który znajdzie się w kadrze musi się odpowiednio zaprezentować. Przede wszystkim musi pokazać, że jest wyluzowany, fajny, nie wstydzi się kamery. Problem w tym, że dosłownie kilka dni wcześniej, 40 kilometrów od lotniska doszło do tragedii – terrorysta zabił 39 osób. Mając to na uwadze, bardzo rażący jest brak empatii ze strony naszych rodaków. W ciepłych krajach liczy się tylko zabawa, nikt nie może im tego zabronić.

– Na podróż z dzieckiem wcale nie jest trudno się spakować, nie trzeba brać wanienek, krzesełek i bóg wie czego jeszcze. Fotelik samochodowy? Nie ma sensu – stwierdził Kuźniar. – Do Kanady i USA nie braliśmy żadnych gadżetów. Pojechaliśmy do Walmartu, kupiliśmy wszystko, co było nam potrzebne, a pod koniec podróży wszystko oddaliśmy, mówiąc, że nam nie pasowało – to wyznanie opublikowane w Grazii wywołało palące rumieńce wstydu na twarzach większości Polaków.
Prezenter, który może pozwolić sobie na wakacje w Ameryce Północnej robi przekręty w najpopularniejszym markecie w Stanach. Tylko po to, żeby „przyoszczędzić” i nie dźwigać, oraz żeby mieć poczucie, że się wykołowało Amerykę. Co ciekawe prezenter prowadzi swój własny portal podróżniczy. Oprócz informacji i ciekawostek można znaleźć tam również oferty wycieczek. Czy podczas takich wczasów przeprowadzane są kursy z tego, jak wygodnie spędzić urlop nie wydając złotówki?
Pijany Polak pobił siedem osób w tureckim kurorcie, w tym dwóch policjantów. Zdenerwował się, bo chwilę przedtem dowiedział się, że jego pijana żona paraduje nago przy basenie. W związku z tym polska para ma pięcioletni zakaz wjazdu na teren Turcji. Musieli wrócić do Anglii, w której mieszkają na co dzień.
Przedtem rozpoczęli, jak to się pięknie w takich sytuacjach określa, libację. Przeszkadzali innym turystom. Polak po prostu zdenerwował się, że obudzono go, aby powiedzieć mu o szalonym wybryku małżonki. W poskromieniu pary pomógł tylko gaz łzawiący. – Ktoś nam musiał wsypać coś do drinków! – tłumaczyli potem.

Polsatowski serial „Pamiętniki z wakacji” doskonale obrazował polską kulturę turystyki all inclusive. Darmowy dojazd, darmowe jedzenie, darmowe drinki, gry i zabawy z animatorami. Polacy potrafią wycisnąć tę cytrynę do ostatniej kropli. Efekt jest taki, że w najpopularniejszych kurortach Europy chodzą pijani albo skacowani mieszkańcy Polski, którzy z kieszeni wyciągają owoce i kanapki, które zrobili sobie na zapas podczas darmowego śniadania.
Efektem tego typu turystyki jest to, że mimo pobytu w obcym kraju, nie widzą żadnego zabytku, nie mają pojęcia o kulturze. Tylko leżą na plaży i sączą kolorowy syrop z alkoholem.
To chyba najbardziej absurdalne zachowanie Polaków na urlopie. Sprawa pozornie prosta. Mówimy po polsku, rozumiemy co mówimy do siebie, czyli wszyscy inni też powinni. Kto z nas nie był świadkiem takiej sytuacji. Zdezorientowana obsługa hotelu, barmani i inni turyści, którzy padli ofiarą Polaka, który mówi nie zna słowa po angielsku.
Bardzo wyraźnie, głośno, czasem gestykuluje. Po chwili poirytowani są wszyscy, na nic zdają się tłumaczenia w języku angielskim, że rozmówca nie ma bladego pojęcia co Polak mówi. A polski turysta zdenerwowany, że ten tępak nie rozumie. Jeśli nie uda się dojść do porozumienia Polak odchodzi wkurzony, wyzywa jeszcze rozmówcę od głupków, a przedtem zadaje mu pytanie „No czego nie rozumiesz? Zimna woda pod prysznicem! Nie rozumiesz?”

– Ostatnio jak wracałem na urlop do Polski, przy odbiorze bagażu z taśmy jeden Polak powiedział do żony, ale bardzo głośno: Gdzie te cholerne bagaże, bo zaraz komuś za**bie. Aż mnie zgięło – mówi Tomek, były pracownik Okęcia. – Kiedyś też pewna kobieta biegała jak opętana po lotnisku i krzyczała, żeby zatrzymać samolot, który już kołował. Spóźniła się na lot do Bristolu, krzyczała, że leci do syna – opowiada.
– Pamiętam jak puszczaliśmy jakiś czarter i ludzie żeby wejść do samolotu mieli załadować się do autobusu, nie do rękawa. Ale Polacy wszystko wiedzą lepiej i sami otworzyli sobie linki zabezpieczające wejście do rękawa i chcieli wejść do samolotu, którego tam nie było – wspomina Tomek.
– Jak się zorientowali, że coś jest nie tak, to wzięli schody dla obsługi naziemnej i szli naokoło i w końcu trafili do tego busa. Metodą prób i błędów. Jak szczury w labiryncie – opisuje Tomek. Pamiętam też mistrza strategii. Na odprawie okazało się, że ma przeterminowany paszport albo dowód. I nie mógł w związku z tym lecieć. Powiedział więc żonie, żeby leciała sama z dziećmi. A jak już ich wysłał, to się przyznał, że wiedział, że ma nieważne dokumenty, tylko chciał sobie sam posiedzieć w domu – dodaje.
Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl
