Okładka dwutygodnika "Kobieta w Świecie i w Domu", 1939 R. XV nr 11.
Okładka dwutygodnika "Kobieta w Świecie i w Domu", 1939 R. XV nr 11. Chełmska Biblioteka Cyfrowa

Po co tracić czas na szukanie idealnej żony lub męża, skoro - koniec końców - i tak o tym, z kim zwiążemy się na stałe, zdecyduje czysty przypadek? Tak przynajmniej pisano na łamach polskiej prasy dokładnie 90 lat temu. Oryginalne spojrzenie na kwestie małżeńskie, trzeba przyznać.

REKLAMA
W "Ilustrowanym Kurierze Codziennym" z 26 czerwca 1925 roku, którego archiwalny numer znajduje się w zbiorach Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej, poruszony został "odwieczny" dylemat mężczyzn - "jakie kobiety najchętniej bierze się na żony?", pyta autor tekstu. Rozczarował się jednak ten, kto liczył na gotową odpowiedź.
Jeden woli sowę, drugi słowika
Czytelnik, którzy poświęci chwilę na lekturę tekstu sprzed 90 lat, niekoniecznie jednak musi poczuć się zawiedziony. To bowiem dobra okazja do zgłębienia poglądów naszych przodków, szczególnie w odniesieniu do spraw damsko-męskich. – Jeden woli sowę, drugi słowika – stwierdza anonimowa uczestniczka ankiety przeprowadzonej przez "pewne angielskie pismo", na którą powołuje się "IKC".
– O gustach się nie dyskutuje – rzekłby niejeden. Ale dalej przepytana pani z Wysp Brytyjskich precyzuje, oczywiście w odniesieniu do płci żeńskiej: – Natury silne najbardziej imponują kobiecie, ale tutaj nie można ustanowić żadnej normy. Są takie kobiety, które chcą rządzić i kierować i dlatego trzeba im posłusznego, łagodnego męża. Inne, których jest większość, chcą mieć nad sobą pana – tłumaczy ankietowana.
Silny facet nie wystarczy
Podkreśla, że coraz częściej mężczyźni - "jakoś przygnieceni, zmęczeni" - pragną mieć u swego boku kobiety, które umieją podejmować decyzje, są zdecydowane i energiczne, "aby wspólnie kierować nawą życia". Zresztą w latach 20. samodzielność kobiet w związkach nie była już czymś nadzwyczajnym.
logo
"Ilustrowany Kurier Codzienny" z 26 czerwca 1925 roku. Małopolska Biblioteka Cyfrowa
Dziś kobiety i mężczyźni mają zapewne inne problemy, ale przynajmniej jedno, od 90 lat, się nie zmieniło. Marzenie o idealnej partnerce czy partnerze. Problem w tym - czytamy w gazecie - że jest to niemożliwe. Co więcej, dyskusja o naszych wzajemnych upodobaniach małżeńskich w ogóle jest nazbyt angażująca; nie powinno się tracić na nią czasu. Wnioski są jednak dość odkrywcze.

Ta czy tamta...

– Ludzie przeważnie kojarzą się przypadkowo - w braku czego lepszego. Tak samo wszelkie upierania się przy danym typie są bezprzedmiotowe. Kobieta mówi: nie znoszę blondynów, a wychodzi za mąż (...), dopiero w dniu srebrnego wesela gotowa się spostrzec, że on jest blondynem. Tak samo mężczyzna, który przepada za smukłymi brunetkami, żeni się z okrągłą małą blondyneczką – pisze "IKC".
Wynika z tego, że wygląd, wzrost czy waga, ani nawet zasobność portfela, przynajmniej nie dla każdego miały przed wojną decydujące znaczenie. A przypadek? Jak przypadek - po ludziach zawsze będzie chodził...

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl