
Czy czeka nas sanitarna katastrofa? Nawet połowa książeczek sanitarnych potrzebnych do pracy w gastronomii, przedszkolach czy zakładach fryzjerskich jest podrobiona. W internecie aż roi się od ogłoszeń "specjalistów medycyny pracy", którzy w ciągu godziny są w stanie przygotować fałszywy dokument.
Gdy osoba jest nosicielem pałeczek salmonelli i nie będzie przestrzegała zasad higieny, może przenosić bakterie na przygotowywaną żywność. Gdy będzie ona przechowywana przez jakiś czas w temperaturze pokojowej, bakterie mogą się rozmnożyć i wywołać zatrucie pokarmowe u ludzi, którzy je zjedzą. Najbardziej narażoną grupą są dzieci i ludzie z obniżoną odpornością, np. osoby starsze.
Kupić książeczkę jest naprawdę łatwo. W internecie nie trzeba długo szukać ofert tego typu. Kilka minut klikania, kilka maili i telefonów, umówione spotkanie i po sprawie. Koszt to kilkadziesiąt złotych. Od tych mniejszych "dziesięciu", do tych "większych".
Dopiero gdy w zakładzie pracy zdarzy się np. zakażenie salmonellą, szukamy przyczyny i sprawdzamy książeczki. Wówczas okazuje się, że są one z internetu. Prokuratura często umarza sprawy, a policja specjalnie się tym nie interesuje. To błędne koło. Nie ma odpowiednich sankcji (...)

